77 lat temu Niemcy przeprowadzili akcję wysiedlania Polaków z Żywiecczyzny, którą wcielili do Rzeszy. Od 22 września do 14 grudnia deportowali do Generalnego Gubernatorstwa ok. 20 tys. osób. Ich działania miały kryptonim Aktion Saybusch, czyli Akcja Żywiec.

Zdjęcie

Tak wyglądały wysiedlenia na Zamojszczyźnie /IPN
Tak wyglądały wysiedlenia na Zamojszczyźnie
/IPN

Zdjęcie

Tak wyglądały wysiedlenia na Zamojszczyźnie /IPN
Tak wyglądały wysiedlenia na Zamojszczyźnie
/IPN

Rzecznik burmistrza Żywca Mariusz Hujdus przypomniał, że była to pierwsza podczas II wojny akcja wysiedleńcza na okupowanych ziemiach polskich. "Wprawdzie minęło już wiele lat od tamtych tragicznych wydarzeń, ale 'Aktion Saybusch' wciąż jest w pamięci mieszkańców Żywiecczyzny" - powiedział.

W piątek, gdy przypada rocznica rozpoczęcia akcji, burmistrz miasta Antoni Szlagor złoży kwiaty pod tablicą upamiętniającą ofiary deportacji.

Reklama

"Aktion Saybusch" umożliwił dekret Adolfa Hitlera z 7 października 1939 r. o umocnieniu niemczyzny, który miał na celu stworzenie nowych niemieckich obszarów osiedleńczych poprzez usunięcie stamtąd innych grup narodowościowych. Dokument zakładał włączenie do Rzeszy tzw. rejencji na Górnym Śląsku, w której granicach znalazła się Żywiecczyzna.

Wysiedlenia z Żywiecczyzny trwały od 22 września do 14 grudnia 1940 r. Dowodził nimi obergruppenfuehrer SS Erich von dem Bach-Zelewski, który osobiście objeżdżał wsie, a później witał niemieckich kolonistów. "Aktion Saybusch" przeprowadził 83. batalion policji. Wraz z tłumaczami - volksdeutschami ze Wschodu i Górnego Śląska, liczył on ok. 500 osób. Dowodził nim mjr Eugen Seim. W 1943 r. zginął on w rejonie Kijowa.

Jako pierwsi zostali wysiedleni mieszkańcy Jeleśni i Sopotni Małej. Wcześnie rano Niemcy otaczali wieś. Mieszkańcy otrzymywali 20 minut na spakowanie. Polakom odbierano dobytek - gospodarstwa, pieniądze, wartościowe przedmioty oraz inwentarz. Mogli zabrać ze sobą jedynie drobny sprzęt, koce i ubrania oraz zapas żywności na trzy dni. Każda osoba miała także otrzymać 20 zł.

Wysiedlonych zgrupowano w Żywcu, Rajczy i Suchej Beskidzkiej, skąd transportami kolejowymi wywożono do miejscowości, które weszły w skład Generalnego Gubernatorstwa, m.in. na Lubelszczyznę i Kielecczyznę. Po dotarciu na miejsce zostali pozostawiani sami sobie. Miejscową ludność Niemcy informowali, że deportowani są przestępcami, co dodatkowo utrudniało ich położenie.

Ogółem w ciągu niespełna trzech miesięcy Niemcy wysiedlili ok. 20 tys. Polaków z 35 miejscowości. Deportacje nie objęły Żydów oraz rodzin, których przynajmniej jeden członek przebywał w tak zwanej starej Rzeszy i był zobowiązany do świadczeń na rzecz obrony.

Po wypędzeniu Polaków do wsi wprowadzano tzw. ekipy porządkowe, złożone z Żydów i młodych kobiet, przymusowo zabranych z okolicznych, nie wysiedlonych wsi. Po zrobieniu porządku w gospodarstwie jeszcze tego samego dnia lub następnego wprowadzali się osadnicy.

"Aktion Saybusch" została zakończona przede wszystkim wskutek interwencji generalnego gubernatora Hansa Franka, który nie chciał przyjmować tysięcy ludzi. Polaków nadal jednak wysiedlano, ale już na ziemie wcielone do Rzeszy, a później do tzw. Polenlagrów, skąd byli kierowani do pracy przymusowej. Do końca wojny Niemcy wysiedlili z Żywiecczyzny ok. 50 tys. Polaków, czyli ok. 30 proc. mieszkańców. W 1945 r. część z nich powróciła.

Mirosława Sikora i Monika Bortlik-Dźwierzyńska w książce "Aktion Saybusch. Wysiedlenie mieszkańców Żywiecczyzny przez okupanta niemieckiego 1940-1941", wydanej przez IPN, podkreśliły, że akcja zajmuje szczególne miejsce wśród gamy środków zastosowanych przez III Rzeszę w celu germanizacji ziem polskich wcielonych do rejencji śląskiej. "Wyjątkowość wynika zarówno ze skali zaangażowanych w nią sił administracyjno-policyjnych, jak i z liczby Polaków, deportowanych do Generalnego Gubernatorstwa. Nigdy wcześniej ani nigdy później władze niemieckie nie podjęły się realizacji podobnego przedsięwzięcia na terenie prowincji śląskiej. Operacje wysiedleńcze o podobnej skali realizowane były natomiast na terenie tzw. Kraju Warty, w okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie, czy też na Zamojszczyźnie" - podkreśliły autorki.

Ich zdaniem, unikatowość "Aktion Saybusch" ma również inne oblicze: wojnę przetrwała sporządzona przez żywiecką komórkę partii nazistowskiej NSDAP dokumentacja fotograficzna. "Uzupełniona zdjęciami wykonanymi konspiracyjnie przez członka Związku Walki Zbrojnej z jednej strony, oraz doskonale zachowanymi niemieckimi dokumentami pisanymi z drugiej, pozwala na precyzyjną rekonstrukcję procedury wysiedlania i deportowania Polaków oraz wprowadzania na ich miejsce osadników niemieckich" - napisały autorki we wstępnie do swej książki.

W 2005 r. katowicki oddział IPN umorzył wszczęte siedem lat wcześniej postępowanie w sprawie wysiedleń. Nie żyją sprawcy, którzy doprowadzili swymi decyzjami do akcji oraz nią kierowali: Adolf Hitler, który wydał dekret o umocnieniu niemczyzny, Heinrich Himmler, który był odpowiedzialny za jego realizację, a także Erich von dem Bach-Zelewski, który zmarł w Niemczech w 1972 r.

Autor: Marek Szafrański

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności