"Frankfurter Allgemeine Zeitung" opublikował w poniedziałek obszerny materiał poświęcony niemieckiej okupacji w Polsce w latach 1939-44. Autor Jochen Boehler pisze, że skala przemocy stosowana przez okupantów wobec Polaków była niewyobrażalna.

Zdjęcie

Na zdjęciu: Niemiecki obóz koncentracyjny Majdanek /AFP
Na zdjęciu: Niemiecki obóz koncentracyjny Majdanek
/AFP

Niemiecki historyk zwraca uwagę, że w Niemczech przez długi czas, aż do lat 90. XX wieku jedyną publikacją na temat niemieckich zbrodni w Polsce była wydana w 1961 roku książka Martina Broschata "Nationalsozialistische Polenpolitik" ("Narodowosocjalistyczna polityka wobec Polski").

Jego zdaniem sytuacja uległa w minionych latach gruntownej zmianie, ponieważ nowe pokolenie naukowców na niemieckich uniwersytetach zajęło się intensywnie tym tematem, wykorzystując w swoich praca źródła obu stron - sprawców i ofiar.

Reklama

"Niewielka wiedza w Niemczech o kierunku i skutkach niemieckiej polityki okupacyjnej w Polsce nie wynika z braku informacji" - podkreśla Boehler.

"Od pierwszego dnia wojny Polacy z dnia na dzień stali się dosłownie zwierzyną łowną" - pisze historyk. Jak zaznacza, powołując się na dokumenty Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, wkraczające do Polski jednostki Wehrmachtu spaliły w ciągu niecałych trzech tygodni ponad 500 miejscowości.

Boehler podkreśla, że za jednostkami Wehrmachtu posuwały się "oddziały śmierci Gestapo" - Einsatztruppen, mordując systematycznie przedstawicieli polskich elit, w tym także tysiące Żydów. Historyk zauważa, że po zajęciu Francji rok później niemieckie władze świadomie odstąpiły od podobnej krwawej łaźni.

Niemiecka polityka okupacyjna w Polsce była według Boehlera nie "imperialistyczna", jak podczas I wojny światowej, lecz rasistowska.

Niemcy - podkreśla historyk - działali w Polsce w "przestrzeni, w której nie obowiązywało prawo", i nie musieli się obawiać, że za zbrodnie na Polakach czy Żydach będą kiedykolwiek ścigani. "Będąc Polakiem, można było w ciągu sześciu lat stracić w każdej chwili cały majątek, trafić do obozu koncentracyjnego, zostać zmuszonym do pracy niewolniczej na miejscu lub w Reichu, a także w ramach akcji odwetowych za zamachy polskiego podziemia być zastrzelonym" - czytamy w "FAZ".

Przybliżając niemieckim czytelnikom dzień powszedni pod niemiecką okupacją, Boehler cytuje m.in. pamiętniki Zygmunta Klukowskiego oraz archiwum Ringelbluma.

Boehler wspomina o istnieniu polskiego Państwa Podziemnego oraz podejmowanych przez jego przedstawicieli próbach poinformowania opinii publicznej na Zachodzie o Holokauście. Wymienia w tym kontekście działalność Jana Karskiego, podkreślając, że polskie ostrzeżenia nie zostały na Zachodzie wysłuchane.

Niemiecki historyk na zakończenie swojego artykułu zwraca uwagę na brak prawnego rozliczenia się RFN ze zbrodni wojennych. Jako przykład wymienia "rzeźnika Warszawy" - Heinza Reinefartha, odpowiedzialnego za mordy popełnione na mieszkańcach Woli podczas Powstania Warszawskiego, który po wojnie był burmistrzem Westerlandu na wyspie Sylt.

Dopiero w 70. rocznicę Powstania Warszawskiego władze Westerlandu odsłoniły pamiątkową tablicę przypominającą o jego zbrodniach - zauważa na zakończenie swojego materiału Boehler.

Jochen Boehler jest obecnie współpracownikiem College'u im. Imre Kertesza w Jenie i profesorem na paryskiej Sorbonie. W latach 2000-2010 pracował w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie. Jest autorem wydanej także w Polsce książki "Najazd 1939. Niemcy przeciw Polsce".

Z Berlina Jacek Lepiarz

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności