Jednym z najcenniejszych elementów dorobku polityków związanych z Narodowymi Siłami Zbrojnymi było wysunięcie hasła granic Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej - mówi PAP dr hab. Tadeusz Paweł Rutkowski z Instytutu Historycznego UW. 75 lat temu, 20 września 1942 r., powołano Narodowe Siły Zbrojne.

Zdjęcie

"Narodowe Siły Zbrojne wychodziły z założenia, że powstanie przeciwko Niemcom i ujawnienie się przed komunistami nie ma sensu" /Wojciech Stróżyk /Reporter
"Narodowe Siły Zbrojne wychodziły z założenia, że powstanie przeciwko Niemcom i ujawnienie się przed komunistami nie ma sensu"
/Wojciech Stróżyk /Reporter

PAP: Jakie środowiska polityczne i organizacje podziemia stworzyły Narodowe Siły Zbrojne?

Dr hab. Tadeusz P. Rutkowski: Narodowe Siły Zbrojne powstały we wrześniu 1942 r., czyli w momencie, gdy konspiracja w okupowanej Polsce była już dobrze rozwinięta i ustrukturyzowana. NSZ wywodziły się z ruchu narodowego, czyli Stronnictwa Narodowego i Obozu Narodowo-Radykalnego. Te dwie organizacje polityczne wkrótce po klęsce 1939 r. stworzyły własne formacje zbrojne. ONR stworzył Związek Jaszczurczy, a SN - Narodową Organizację Wojskową, początkowo funkcjonującą jako Armia Narodowa.

Reklama

Organizacje te działały niezależnie od siebie. Ich zjednoczenie, wraz z kilkoma innymi organizacjami, nastąpiło dopiero w 1942 r., ze względu na akcję scaleniową podjętą przez Armię Krajową i decyzję o włączeniu NOW do AK. Część struktur NOW weszła w skład struktur AK, ale niektórzy dowódcy organizacji oraz politycy Stronnictwa Narodowego nie zgodzili się z tą decyzją. W wyniku rozłamu w NOW doszło do połączenia się Związku Jaszczurczego, części Narodowej Organizacji Wojskowej i kilkunastu drobnych organizacji, m.in. Narodowo - Ludowej Organizacji Wojskowej, części Organizacji Wojskowej "Wilki", Konfederacji Narodu. Do NSZ przeszła również część lokalnych struktur AK, głównie z północnego Mazowsza, których dowódcy mieli problemy z porozumieniem się z przełożonymi lub mieli poglądy narodowe.

PAP: Jaki był stosunek Narodowych Sił Zbrojnych do rządu RP na uchodźstwie i Armii Krajowej?

Dr hab. Tadeusz P. Rutkowski: Od września 1941 r. przedstawiciele Stronnictwa Narodowego wchodzili w skład rządu RP na uchodźstwie. Nawet po wyjściu Stronnictwa Narodowego z rządu w 1941 r. ruch narodowy nie podważał jego legalności. W kraju od początku okupacji SN było częścią podziemia. Powołanie odrębnych od AK struktur wojskowych wiązało się z nieufnością wobec dowództwa Armii Krajowej. Należy pamiętać, że Służba Zwycięstwu Polski i Związek Walki Zbrojnej były tworzone w dużej mierze przez oficerów o rodowodzie piłsudczykowskim. Narodowcy bali się podporządkować swoich ludzi dowódcom, do których nie mieli zaufania politycznego.

Z tym samym procesem mieliśmy do czynienia wśród ludowców, którzy stworzyli własną formację, czyli Bataliony Chłopskie. Z czasem obsada dowództwa ZWZ i AK zmieniała się, przez co wątpliwości narodowców nie były już tak wyraźne, szczególnie w kontekście zagrożenia sowieckiego. Podkreślić więc należy, że cały czas ONR i SN uznawały rząd RP na uchodźstwie, lecz miały wątpliwości co do podporządkowania swoich struktur wojskowych Armii Krajowej.

PAP: Jak dowództwo Armii Krajowej przyjęło powstanie Narodowych Sił Zbrojnych?

Dr hab. Tadeusz P. Rutkowski: Przyjęło ten fakt negatywnie. Na mocy rozkazów Naczelnego Wodza celem istnienia Armii Krajowej było jednoczenie całego podziemia wojskowego w okupowanym kraju. Porażka w procesie pełnego włączenia NOW w struktury AK i powstanie nowej organizacji była więc niezgodna z założeniami rządu i dowództwa AK. Stąd wynikały późniejsze próby porozumienia się z dowództwem NSZ i jego reprezentacją polityczną, czyli Tymczasową Narodową Radą Polityczną. Do scalenia NSZ i AK doszło jednak dopiero wiosną 1944 r., ale i wówczas objęło ono tylko część Narodowych Sił Zbrojnych. Z porozumienia wyłamała się ta część dowódców i polityków związanych z NSZ, którzy należeli wcześniej do Związku Jaszczurczego.

PAP: Czy polem konfliktu między AK i NSZ mógł być również odmienny program polityczny?

Dr hab. Tadeusz P. Rutkowski: Powodem była raczej nieufność wobec dowództwa AK, czyli gen. Stefana Roweckiego "Grota" i jego otoczenia. Politycy obozu narodowego obawiali się oddania swoich żołnierzy pod dowództwo AK, co zostało politycznie wykorzystane w celu osłabienia znaczenia narodowców, niezgodnie z formułowanymi przez nich celami walki. Założenia polityczne NSZ wyrażone w "Deklaracji Narodowych Sił Zbrojnych" z lutego 1943 r. mieściły się w ramach spektrum politycznego Polskiego Państwa Podziemnego. Konflikt polityczny mógł wynikać raczej z odmiennego ustosunkowania się do komunistów, lecz nie ich oceny, ale taktyki walki z nimi. Polskie Państwo Podziemne nie mogło w sposób jawny nawoływać do zbrojnej walki z komunistami, ponieważ stał za nimi Związek Sowiecki - formalnie nasz sojusznik, a po zerwaniu stosunków dyplomatycznych w kwietniu 1943 r. - jak to ujmowano - "sojusznik naszych sojuszników". Narodowe Siły Zbrojne nie były związane tego rodzaju uwarunkowaniami politycznymi i mogły podejmować przeciwko komunistom działania zbrojne.

PAP: W jaki sposób działacze narodowi wyobrażali sobie powojenną Polskę?

Dr hab. Tadeusz P. Rutkowski: Jednym z najcenniejszych elementów dorobku polityków związanych z Narodowymi Siłami Zbrojnymi było wysunięcie hasła granic Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej. Postulat ten wynikał z tradycji politycznej Narodowej Demokracji, która była bardziej skierowana na Zachód i doceniała konieczność zabezpieczenia Polski od strony Niemiec. Już przed wojną narodowcy podnosili konieczność odzyskania "ziem macierzystych". Tak pisał o tym problemie między innymi prof. Zygmunt Wojciechowski.

Narodowcy i NSZ nie byli w trakcie wojny związani rządową "poprawnością polityczną", co dawało im możliwość myślenia jak powinno być, bez konieczności dopasowywania się do realiów politycznych. Wysunięto więc koncepcję Polski nad Odrą i Nysą, ponieważ dawało to Polsce strategiczne gwarancje bezpieczeństwa, a nie dlatego, że były to ziemie etnicznie polskie. Z punktu widzenia rządu były to mrzonki i postulaty niemożliwe do zrealizowania ze względu na konieczność wchłonięcia bądź wysiedlenia ponad 10 milionów Niemców. Pomysły te bez wątpienia broniły się z punktu widzenia interesu narodowego i bezpieczeństwa państwa. Niewątpliwą zasługą NSZ jest sformułowanie tych postulatów.

NSZ walczyły o Polskę narodową, w której Polacy, jako naród, mieli mieć najwięcej do powiedzenia i być gospodarzem swoich ziem. Program NSZ zakładał współistnienie z mniejszościami narodowymi, ale pod warunkiem uznawania przez nie polskich interesów narodowych i lojalności wobec nich. Politycy związani z Narodowymi Siłami Zbrojnymi zakładali, że będzie to państwo silne. Zasady i idee demokracji liberalnej były dla nich obce.

Pamiętajmy jednocześnie, że jest to program polityczny organizacji i wielokrotnie mogło się zdarzać, że w do NSZ trafiali żołnierze, którzy nie w pełni utożsamiali się z tymi postulatami, lecz służyli tam, ponieważ trafili akurat na tę organizację, zostali wciągnięci przez swoich kolegów. Nie wszyscy żołnierze NSZ byli zatem ideowymi, świadomymi narodowcami, lecz uznawali podstawowe założenia swojej organizacji. Inaczej by do niej należeli. Była to przecież formacja ochotnicza, a nie armia z poboru.

PAP: W 1944 r. gen. Leopold Okulicki pisał: "Należy się przeciwstawić w propagandzie próbom NSZ współpracy z Niemcami". Czy rzeczywiście kontakty NSZ z Niemcami można nazwać "współpracą"? Jak dowódcy NSZ uzasadniali te kontakty?

Dr hab. Tadeusz P. Rutkowski: Problem dwóch wrogów - Związku Sowieckiego i działających na jego polecenie komunistów oraz okupanta niemieckiego - był wspólny dla obu organizacji podziemnych, szczególnie na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej. Ich dowództwa różniły metody zwalczania komunistów. Dążąc do ich osłabienia niektórzy dowódcy NSZ zawierali lokalne porozumienia z siłami niemieckimi. Pamiętajmy jednak, że narodowcy byli ideowo antyniemieccy. Nie były to więc w żadnym wypadku porozumienia uzasadniane ideowo. Uznawano, że Niemcy po klęskach w roku 1943 i 1944 są dla Polski wrogiem mniej groźnym niż Związek Sowiecki. Porozumienia lub zawieszenia broni zawierane przez takich dowódców NSZ, jak Władysław Kołaciński ps. Żbik, miały służyć dalszej walce z komunistami.

Charakter tych porozumień nieco zmienił się w 1945 r. wraz z porozumieniem Brygady Świętokrzyskiej NSZ z Niemcami zawartym w obliczu nadejścia Armii Czerwonej. Dzięki tej umowie z niemiecką armią i siłami bezpieczeństwa Brygada mogła przejść przez front w zamian za współpracę w zwalczaniu komunistów. Był to rodzaj paktu z diabłem, dzięki któremu Brygada przeszła do Czech, gdzie jej żołnierze 5 maja 1945 r. wyzwolili kobiecy obóz koncentracyjny w Holiszowie i połączyli się z siłami alianckimi. Wybrano więc mniejsze zło, ale wciąż nie była to współpraca o charakterze politycznym. Porozumienie zostało zerwane przez NSZ, gdy tylko miały taką możliwość. Ze strony Gestapo i SD podejmowane były próby pozyskania NSZ do współpracy, zwłaszcza w Kieleckiem, lecz nie zakończyły się one większymi sukcesami.

PAP: Jaki był stosunek NSZ do Powstania Warszawskiego?

Dr hab. Tadeusz P. Rutkowski: Narodowe Siły Zbrojne wychodziły z założenia, że powstanie przeciwko Niemcom i ujawnienie się przed komunistami nie ma sensu, ponieważ jest to ujawnienie się przed wrogiem i może doprowadzić do wyniszczenia narodu. Z tego punktu widzenia traktowali to niemal jako zdradę. Dowódcy niescalonej z AK części NSZ podważali więc sens Akcji "Burza" i uznawali, że należy zachować struktury konspiracyjne i ratować żołnierzy przed wpadnięciem w ręce sowietów, poprzez wysyłanie ich w kierunku wojsk alianckich. Było to spojrzenie bliskie poglądom naczelnego wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, który takie propozycje przedstawiał gen. Tadeuszowi Komorowskiemu pod koniec lipca 1944 r. Była to chłodna konstatacja, że współpraca z sowietami jest pozbawiona sensu. Mimo to w powstaniu wzięło udział około trzech tysięcy żołnierzy obu formacji NSZ, zarówno w szeregach AK, jak i we własnych oddziałach. Mimo krytycznego stosunku do idei powstania uznali, że nie mogą odmówić udziału w walce.

PAP: Zarówno w propagandzie komunistycznej, jak i wypowiedziach części współczesnych historyków, pojawia się zarzut, że NSZ były formacją programowo antysemicką. Wymieniane są również zbrodnie popełniane przez żołnierzy NSZ. Na ile te zarzuty są zgodne z prawdą?

Dr hab. Tadeusz P. Rutkowski: Narodowe Siły Zbrojne wywodziły się z obozu narodowego, który był politycznie antysemicki, zarówno przed I wojną światową, jak i w międzywojniu. W trakcie II wojny światowej sytuacja na tyle uległa zmianie, że ludność żydowska była przez Niemców eksterminowana. Gdy spojrzy się na wydawane przez Narodowe Siły Zbrojne czasopisma to można stwierdzić, że kwestia żydowska niemal w nich nie istnieje i nie jest sprawą polityczną.

Istnieje jednocześnie wiele przykładów ratowania Żydów przez żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Zdarzało się też, że osoby pochodzenia żydowskiego służyły w oddziałach tej formacji. Oczywiście nie oznacza to, że w NSZ nie miały miejsca różne przypadki antysemityzmu, tak jak w innych organizacjach podziemnych.

Nie ma wątpliwości, że w historiografii zachodniej ten problem jest eksponowany. Narodowe Siły Zbrojne są często przedstawiane wręcz jako organizacja programowo antysemicka, "polująca" na Żydów. Te twierdzenia nie znajdują żadnego oparcia w dokumentach. W propagandzie komunistycznej niemal każdy niewyjaśniony mord na Żydach był uznawany za przejaw działania NSZ. Później zaś często okazywało się, że były to działania kryminalistów lub Niemców. Część historyków nie przyjmuje takiej interpretacji i obarcza NSZ odpowiedzialnością za wiele zbrodni.

Czym innym jest problem obecności osób pochodzenia żydowskiego w nowych komunistycznych władzach po wkroczeniu Armii Czerwonej. Wyroki wykonywane na nich przez żołnierzy NSZ były wydawane nie z powodu ich pochodzenia, lecz bycia komunistami kolaborującymi z okupantem sowieckim.

PAP: Kiedy komuniści dostrzegli zagrożenie ze strony Narodowych Sił Zbrojnych?

Dr hab. Tadeusz P. Rutkowski: Ze względu na swój narodowy charakter formacje NSZ były zwalczane przez komunistów bardzo wcześnie. Przeciwko NSZ występowała również lewica, która obawiała się, że włączenie żołnierzy tej formacji zmieni profil ideowy Armii Krajowej. Nienawiść komunistów wobec Narodowych Sił Zbrojnych wynikała również z faktu, że członkami NSZ byli ludzie bardzo ideowi, którzy rozumieli, czym jest komunizm i pragnęli z nim walczyć. Formacja ta miała silne oparcie społeczne w wielu regionach swojego działania, zwłaszcza po rozwiązaniu Armii Krajowej w styczniu 1945 r. Należy pamiętać, że wówczas działały dwa NSZ - w ramach Armii Krajowej czyli NSZ - AK i ten nie uznający zjednoczenia, określany w literaturze jako NSZ - ZJ. Po klęsce powstania NSZ-AK zainicjował połączenie się ze strukturami Narodowej Organizacji Wojskowej działającymi w ramach AK i stworzenie nowej formacji - Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Była to najdłużej funkcjonująca formacja podziemia antykomunistycznego. Jej oddziały walczyły do 1952 r. NSZ zostało zniszczone poprzez aresztowania dokonywane przez komunistów i przestało praktycznie istnieć do 1946 r.


PAP: Symbolem rozbicia NSZ był pokazowy proces komendanta NSZ ppłk. Stanisława Kasznicy. Jakie zarzuty stawiano w tego rodzaju procesach?

Dr hab. Tadeusz P. Rutkowski: Komuniści oskarżali żołnierzy NSZ przede wszystkim o współpracę z Niemcami i dążenie do zniszczenia "polskiego ruchu demokratycznego". Zarzuty miały więc pewne oparcie w faktach ze względu na porozumienia z Niemcami i zwalczanie organizacji komunistycznych, ale bywały również zupełnie zmyślone. Celem procesów Kasznicy i innych żołnierzy NSZ było ich zniesławienie i wykorzystanie do celów propagandowych. Programowy antykomunizm sprawił, że Narodowe Siły Zbrojne stały się na cały okres PRL formacją pogardzaną w propagandzie. Nie przyznawano się do walki w szeregach tej formacji. Żołnierze NSZ, jeśli dysponowali uprawnieniami kombatanckimi, to wynikały one z krótkotrwałej lub fikcyjnej służby w Armii Krajowej. Przez cały okres rządów komunistycznych dzieje NSZ nie były badane przez historyków w kraju. Weryfikacja tego, czy zbrodnie o jakie oskarżano NSZ zostały popełnione przez żołnierzy tej formacji, była w zasadzie niemożliwa. Wyjątkiem były prace historyków i pisarzy emigracyjnych.

Dziś dysponujemy kilkoma podstawowymi opracowaniami dziejów NSZ, takimi jak "Polityka i walka. Konspiracja zbrojna ruchu narodowego 1939-1945" Krzysztofa Komorowskiego, "Taniec na linie, nad przepaścią" Jana Żaryna i "W walce o Wielką Polskę. Propaganda zaplecza politycznego Narodowych Sił Zbrojnych 1939-1945" autorstwa Wojciecha Muszyńskiego. Jest także sporo publikacji monograficznych. Znamy więc podstawowe fakty. Ale ciągle działalność NSZ stanowi wdzięczne pole badań dla historyków, zwłaszcza w odniesieniu do zbrodni o jakie oskarżani są żołnierze NSZ.

Rozmawiał Michał Szukała

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności