Pion śledczy IPN chce zakończyć śledztwa dotyczące niemieckich obozów zagłady i koncentracyjnych - pisze w poniedziałek dziennik.

Zdjęcie

Przez obóz w Ravensbruck przeszło 132 tysiące kobiet i dzieci, z których zginęło około 92 tysiące. /AFP
Przez obóz w Ravensbruck przeszło 132 tysiące kobiet i dzieci, z których zginęło około 92 tysiące.
/AFP

Kilka dni temu prokurator z pionu śledczego IPN w Koszalinie, po 72 latach od wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Ravensbruck, zabezpieczył w obecności policji i technika kryminalistyki element, który został wszczepiony do ciała więźniarce tego obozu.

Była ona ofiarą eksperymentów pseudomedycznych przeprowadzanych przez niemieckich lekarzy.

Reklama

"Nie wiem, co to jest za element. Pobrałem też materiał porównawczy do badań DNA, który pozwoli określić czy to jest np. kawałek zmacerowanej kości, czy ciało obce, np. kawałek drewna" - mówi "Rzeczpospolitej" Krzysztof Bukowski. "Niestety, ze względu na stan zdrowia, nie udało się przesłuchać 97-letniej byłej więźniarki" - dodaje.

Jak podaje gazeta, dopiero kilka tygodni temu pion śledczy IPN wszczął postępowanie dotyczące obozu kobiecego w Ravensbruck.

"Wcześniej nie było one prowadzone przez państwo polskie, kobiety przebywające w tym obozie nigdy nie zostały przesłuchane" - przyznaje prokurator. Poszukuje on materiałów dotyczących obozu; wystąpił już o pomoc do muzeum zlokalizowanym na terenie Niemiec. Stara się też przesłuchać ostatnich świadków oraz dotrzeć do bliskich ofiar.

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności