W połowie maja 1943 r. dogasały walki w warszawskim getcie. Jego ruiny miały posłużyć niemieckim okupantom do przeprowadzenia masowych egzekucji Polaków. Do jednej z największych zbrodni doszło 75 lat temu, 29 maja 1943 r. Jej ofiarą padło ponad pół tysiąca więźniów Pawiaka.

Zdjęcie

Pawiak /Maciej Łuczniewski /Reporter
Pawiak
/Maciej Łuczniewski /Reporter

Upadek powstania w warszawskim getcie oraz zrównanie z ziemią całego obszaru "byłej dzielnicy żydowskiej" nie oznaczał końca dramatu, którego świadkiem była ta część okupowanej stolicy. Wśród ruin getta pozostały dwa więzienia zarządzane przez gestapo i SD. Budynki więzień na ul. Dzielnej i Pawiej poprzez morze ruin zostały odizolowane od pozostałej części miasta. 

Wśród mieszkańców Warszawy szczególnie złą sławą cieszył się Pawiak. Więzienie w tym miejscu powstało jeszcze w XIX w. Po 1939 r. przejęli je Niemcy, którzy zamienili je w więzienie śledcze gestapo. W ocenie historyków ze 100 tys. osób, które przeszły przez Pawiak podczas okupacji, 37 tys. straciło życie. Kolejne 60 tys. wywieziono do obozów koncentracyjnych i obozów pracy. Miejscem masowych egzekucji więźniów Pawiaka były Palmiry lub inne miejsca straceń w lasach wokół stolicy. Transport setek więźniów wymagał jednak zaangażowania wielu środków i silnej obstawy SS lub żandarmerii. Istniało również duże ryzyko ucieczki niektórych więźniów lub próby ich odbicia przez organizacje podziemne. Niewygodne dla Niemców mogło być także odkrywanie przez okolicznych mieszkańców lub struktury Polskiego Państwa Podziemnego masowych grobów oraz publikowanie informacji o nich w prasie konspiracyjnej. 

Reklama

Opustoszały teren getta sąsiadujący z więzieniami był więc dużo lepszym miejscem wykonywania masowych egzekucji. "Doktor Hahn [Ludwig Kahn - komendant niemieckiej policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa - przyp. aut.] mówił mniej więcej tak: skorzystajmy z Grossaktion [akcji likwidacji getta - przyp. aut.] dla wykańczania również Polaków. W getcie zginęło i będzie nadal ginęło bardzo wielu Żydów. Wszędzie poniewierają się tam trupy, więc gdy dojdzie do tego jeszcze kilka tysięcy Polaków, to i tak nikt niczego nie będzie mógł sprawdzić" - stwierdził w rozmowie z Kazimierzem Moczarskim Jürgen Stroop. Bezpośrednią odpowiedzialność za organizowanie egzekucji w getcie ponosi Stroop, pełniący wówczas obowiązki dowódcy SS i policji w Dystrykcie Warszawskim.

Pierwszej wielkiej egzekucji na terenie getta dokonano 7 maja 1943 r., jeszcze w trakcie walk w getcie. Tego dnia naprzeciwko, przy Dzielnej 27, rozstrzelano grupę ok. 95 więźniów Pawiaka i innych więzień. Wśród ofiar było wielu zasłużonych działaczy społecznych, naukowców i sędziów, m.in. uczestnik III Powstania Śląskiego Roman Perczyński. Część z zamordowanych była oficerami AK. Prawdopodobnie tego dnia zginął również cichociemny ppor. Jan Hörl. Cztery dni później w tym samym miejscu dokonano kolejnej egzekucji, w której zginęli przerzuceni na teren Generalnego Gubernatorstwa dywersanci Polskiej Partii Robotniczej. 

Już 9 maja wiedza o egzekucjach na terenie getta przedostała się do mieszkańców Warszawy. W swoim dzienniku ekonomista i konspiracyjny publicysta Ludwik Landau zapisał: "Terror nie ustaje. Słychać ostatnio o wypadkach zwolnienia pewnej liczby osób z Pawiaka - ale też o nowym rozstrzelaniu więźniów, ok. 80 mężczyzn wraz z kilkunastoma kobietami przewiezionymi skąd indziej". Terror, o którym wspomina Landau, nasilił się m.in. z powodu kilku przeprowadzonych w tym czasie spektakularnych akcji Armii Krajowej; m.in. 6 maja Tadeusz Zawadzki "Zośka" wraz z Maciejem Bittnerem "Maćkiem" w mieszkaniu przy ul. Mokotowskiej dokonali likwidacji SS-Oberscharführera Herberta Schultza z gestapo. Sam "Maciek" został zamordowany w ruinach getta po aresztowaniu 28 lutego 1944 r. 

W następnych dniach maja w ruinach getta odbywały się kolejne, mniejsze egzekucje. Prawdopodobnie 13 maja w getcie zamordowano Kazimierza Smoleńskiego, wybitnego chemika, profesora Politechniki Warszawskiej.

15 maja cele więzienia na Dzielnej ponownie zapełniły się więźniami. W obławie w słynnej kawiarni Fuchsa na Filtrowej aresztowano kilkadziesiąt osób. Dwa dni później, w nocy z 17 na 18 maja, na Pawiak przywieziono ok. 640 osób aresztowanych w domach w różnych częściach miasta. Wśród nich było bardzo wielu członków konspiracji. Więźniów odizolowano od pozostałych przetrzymywanych na Pawiaku i niemal natychmiast rozpoczęto przesłuchania. W przeciwieństwie do większości innych śledztw więźniów nie przewożono na al. Szucha. "W dawnej piekarni na oddziale VII zobaczyłem raz przeniesionych z przesłuchania trzech ciężko poranionych i skatowanych więźniów, z których jeden, nazwiskiem Grzelak, robotnik z Grochowa niedługo skonał" - pisał Leon Wanat, więzień Pawiaka w latach 1940-1944, świadek w powojennych procesach funkcjonariuszy gestapo.

"Skatowane kobiety mdlejące Niemcy siłą ciągną na powtórne badania"

Mimo ścisłej izolacji więźniów w dniach 19-28 maja z Pawiaka udało się przemycić wiele grypsów. W jednym z nich uwięziona na "Serbii" (oddziale kobiecym) Wanda Wilczyńska pisała: "Tempo jest wściekłe, widać, że chcą jak najszybciej wykończyć tę sprawę. Te same osoby brane są [na przesłuchania] 3-4 razy dziennie. To, co teraz urządzają, to istna katownia, ok. 60 proc. kobiet wraca zbitych. Wszystkie pobicia bardzo ciężkie, całego ciała. Po pobiciu rannym stosuje się na okaleczałe ciało drugą porcję w południe i znowu to samo - wieczorem. Gdy pomimo to nie mogą osiągnąć zeznań - poją wódką aż do wymiotów. Skatowane kobiety, upadające, mdlejące siłą ciągną na powtórne badania". Wielu więźniów było mordowanych już na Pawiaku. "Dnia 20 maja przeniesiono do kostnicy czterech zamordowanych mężczyzn, nazwiska nieznane. Są zmasakrowani tak, że nie rozpoznałyby ich nawet rodziny [...] System badań jest tak makabryczny, że niektórzy strażnicy Ukraińcy nie wytrzymują nerwowo, i reagują płaczem i histerią na to, co widzą" - pisano w jednym z grypsów przesłanych w tych dniach z Pawiaka.

"W sobotę 29 maja wywołano i zgrupowano na dziedzińcu Pawiaka ok. 600 osób (przeważnie z ostatnich aresztowań)" - czytamy w jednym z raportów działających w więzieniu komórek konspiracyjnych. Więźniów zgrupowano na dziedzińcu więzienia i podzielono na 30-osobowe grupy. "Po wyprowadzeniu wywołanych z cel na dziedziniec korytarzowi kazali ich rzeczy, jak palta, czapki, ułożyć przed drzwiami cel, skąd rzeczy te zostały wywiezione do magazynu. Tego samego dnia ok. godz. 11 było słychać w getcie ogromną strzelaninę" - wspominał jeden z więźniów. Kolejne informacje na temat losu wywiezionych przekazali więźniom ukraińscy strażnicy, którzy, jak pisał Leon Wanat, "wygadali się, że transport ten w całości zlikwidowano w kilku punktach getta, a dla zatarcia śladów zwłoki pomordowanych spalono na stosach drzewa oblanych naftą. Parę dni czuć było na Pawiaku dym i swąd palących się ciał".

Zdaniem badaczki dziejów Pawiaka Reginy Domańskiej w tych dniach w egzekucjach wśród ruin getta zginęło co najmniej 530 więźniów. Według Władysława Bartoszewskiego zginęło ok. 600 więźniów z Pawiaka, więzienia na Rakowieckiej i cel w siedzibie gestapo na Szucha. Imienna lista ofiar liczy ponad 250 nazwisk. Wśród nich są urzędnicy, naukowcy, działacze polityczni, żołnierze i oficerowie AK, artyści, przedwojenni policjanci; również wiele kobiet, m.in. Janina Zglińska, przedwojenna instruktor Przysposobienia Wojskowego Kobiet. W czasie wojny tworzyła Kobiece Zespoły Saperskie AK. Jak podkreślał Władysław Bartoszewski w fundamentalnej monografii "Warszawski pierścień śmierci 1939-1944", egzekucje z 29 maja i kontynuowane 30 maja były największą jednorazową zbrodnią popełnioną na terenie miasta przed wybuchem Powstania Warszawskiego.

"Masakra była nie pierwszą i będzie - nie łudźmy się - nie ostatnią zbrodnią niemiecką w Polsce. Czy zbrodnie te spełnią stawiany im przez Niemców cel, czy stłumią w kraju akcję przeciwniemieckiego oporu? Tylko głupota pruska może mieć w tym względzie nadzieję. Skutki masakry pawiackiej będą wręcz przeciwne: pomnożą szeregi Polski podziemnej setkami nowych fanatycznych mścicieli, wzmocnią wśród narodu całego pragnienie sprawiedliwej odpłaty i odwetu" - pisał "Biuletyn Informacyjny" z 10 czerwca 1943 r. Wydaje się, że opinie redaktorów najważniejszej gazety podziemnej podzielali Niemcy. W przeciwieństwie do wielu innych egzekucji nie zdecydowali się o jej ogłoszeniu, mimo że wydrukowali obwieszczenia. 

Pierwszą reakcją Polski Podziemnej były działania Organizacji Małego Sabotażu "Wawer". Na murach Warszawy pojawiły się napisy "Pawiak pomścimy". Wydrukowano i rozrzucono ok. 40 tys. ulotek informujących o zbrodni w ruinach getta. Mordy w okolicach Gęsiej i innych ulic otaczających Pawiak trwały w kolejnych miesiącach, aż do likwidacji więzienia na Pawiaku. Do ostatniej udokumentowanej zbrodni doszło 13 sierpnia 1944 r. Liczba ofiar egzekucji jest szacowana na co najmniej kilkanaście tysięcy. Najwyższe szacunki sięgają 20 tys. 

Cytaty ze źródeł pochodzą z monografii Władysława Bartoszewskiego "Warszawski pierścień śmierci 1939-1944. Terror hitlerowski w okupowanej stolicy" w wydaniu z 2008 r. oraz Reginy Domańskiej "Pawiak - kaźń i heroizm" z 1988 r.

Michał Szukała (PAP)

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności