- W Narodowych Siłach Zbrojnych byli także Żydzi - mówi prezes Związku Żołnierzy NSZ Karol Wołek. Odnosząc się do słów dyrektora muzeum POLIN Dariusza Stoli, że NSZ "założyli faszyści" Wołek podkreśla, iż "próbuje on wzniecać podziały narodowościowe w polskim społeczeństwie".

Zdjęcie

"W NSZ byli także Żydzi, nawet w stopniach oficerskich. Brygada Świętokrzyska NSZ uratowała 180 Żydówek przed spaleniem żywcem przez Niemców" /Wojciech Stróżyk /Reporter
"W NSZ byli także Żydzi, nawet w stopniach oficerskich. Brygada Świętokrzyska NSZ uratowała 180 Żydówek przed spaleniem żywcem przez Niemców"
/Wojciech Stróżyk /Reporter

Wołek w oświadczeniu przesłanym PAP odniósł się do słów dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, który powiedział, że przyjęcie przez Sejm uchwały o upamiętnieniu 75. rocznicy powstania Narodowych Sił Zbrojnych "bardzo go zaskoczyło i zasmuciło, zwłaszcza że nie poprzedziła jej przynajmniej burzliwa debata". Jak podkreślono w przyjętej w piątek przez aklamację uchwale, formacja - która walczyła o niepodległość Rzeczypospolitej zarówno z okupantem niemieckim, jak i sowieckim - dobrze zasłużyła się ojczyźnie.

Stola mówił we wtorek w TOK FM, że NSZ "była organizacją, którą założyli faszyści". Według niego, ważne jest też, że NSZ wywodzi się z Obozu Narodowo Radykalnego. "ONR to organizacja jawnie antysemicka, przed wojną wzywająca do bicia, marginalizowania, zamykania Żydów w gettach ławkowych i wydalenia ich z kraju" - powiedział.

Reklama

Prezes Zarządu Głównego Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych Karol Wołek, który jest także współautorem wstępnego projektu uchwały sejmowej, podkreślił, że w związku z przyjętą uchwałą dyrektor POLIN "oskarża o rzekomy 'faszyzm' i próbuje wzniecać podziały narodowościowe w polskim społeczeństwie". "Warto przypomnieć, że w NSZ byli także Żydzi, nawet w stopniach oficerskich. Brygada Świętokrzyska NSZ uratowała 180 Żydówek przed spaleniem żywcem przez Niemców, a oddziały Akcji Specjalnej NSZ ścigały i likwidowały bandy komunistyczne m.in. za mordy na Żydach ukrywających się w lasach w czasie okupacji niemieckiej" - zauważył Wołek.

"Wspomniany w wypowiedzi dyrektora POLIN ONR przed wojną współpracował z żydowskim Betarem, a bojówki ONR ochraniały manifestacje syjonistów żydowskich przed atakami komunistów. Jan Mosdorf, prezes Młodzieży Wszechpolskiej, a następnie przywódca ONR, zginął w KL Auschwitz za niesienie pomocy Żydom. Odłam ONR - Ruch Narodowo-Radykalny, który faktycznie ze względu na jego organizację można by nazwać faszyzującym, w czasie II wojny scalił się z AK, a nie z NSZ. Mimo tych faktów dyrektor POLIN próbuje wzniecać szowinizmy i podziały, a już szczególnie chce wbrew faktom rozróżnić AK i NSZ, które od 1944 r. tworzyły jedną formację wojskową" - napisał prezes w przesłanej PAP w środę wypowiedzi.

Zaznaczył, że dla niego szczególnie symboliczna jest postać Aleksandra Szandcera ps. Dzik z Lubelszczyzny. "Młody, 17-letni chłopak, uciekł z niemieckiego transportu. Został odnaleziony w lesie przez oddział NSZ cichociemnego mjr. Leonarda Zub-Zdanowicza 'Zęba'. NSZ-towcy nie zostawili go na niechybną śmierć. Został w oddziale. Z czasem złożył przysięgę wojskową NSZ i stał się żołnierzem NSZ. Brał udział w wielu akacjach zbrojnych z bronią w ręce, przez towarzyszy broni był określany jako 'ostrzelany' w boju" - relacjonował Wołek.

Szandcer rozpoczął kurs podchorążych w NSZ, ale go nie ukończył. "Zginął w walce z Niemcami, poświęcając swoje życie, żeby uratować cały oddział NSZ 'Zęba'. W czasie walki na otwartym polu wstał, żeby dać przykład towarzyszom broni i podnieść przygwożdżony ogniem niemieckim oddział NSZ, który był okrążany z flanek. Ściągnął ogień niemiecki na siebie i uratował cały oddział. Dzięki niemu tylko on zginął - oddział NSZ został uratowany przed zniszczeniem przez Niemców" - oświadczył prezes.

"Później ten sam oddział, uratowany przez 'Dzika', stał się jednym z podstawowych, z których powołano Brygadę Świętokrzyską NSZ, a jego dowódca 'Ząb' został mianowany Szefem Sztabu Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Mamy nie upamiętniać 'Dzika', bo był żołnierzem NSZ pochodzenia żydowskiego? Będziemy go upamiętniali. Jest jednym z naszych Bohaterów z NSZ. Był żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych, walczył i poniósł śmierć za Wielką Polskę w walce z okupantem" - zaakcentował Wołek.

Jak podkreślił, od kilku lat stara się zebrać fundusze na stworzenie filmu dokumentalno-fabularyzowanego ekranizującego historię Szandcera. "Filmu pokazującego polskie podziemie niepodległościowe z punktu widzenia osoby spoza polskiego kręgu kulturowego, który byłby zrozumiały dla widzów z innych kręgów kulturowych. Filmu pokazującego społeczności międzynarodowej prawdziwy stosunek NSZ i całego Polskiego Państwa Podziemnego do Żydów w czasie II wojny oraz obrazującego funkcjonowanie polskiego podziemia niepodległościowego. Filmu, który nie wymagałby od widza jakiejkolwiek wiedzy o polskim podziemiu, będącego zrozumiałym nawet dla osób z innych kontynentów" - wyjaśnił.

"Wypowiedź dyrektora POLIN obrazuje, że taki film jest bardzo potrzebny, bo ciągle są jeszcze pokłady przesądów, uprzedzeń i stereotypów. Zapraszam wszystkich do współpracy i wsparcia produkcji filmu o 'Dziku z NSZ' i przełamywania stereotypów o Polakach" - dodał prezes Zarządu Głównego Związku Żołnierzy NZS. 

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności