W czerwcu 1956 roku w poznańskich Zakładach im. Cegielskiego doszło do pierwszego w PRL strajku generalnego i demonstracji ulicznych. Protesty zostały krwawo stłumione a PRL-owska propaganda bagatelizowała ich znaczenie.

Stanisław Matyja, uczestnik wydarzeń czerwcowych w Zakładach  im. Cegielskiego

 (...)

Reklama

Pod Zamkiem w dalszym ciągu domagano się wyjścia przedstawicieli władzy, wszystko wśród śpiewów patriotycznych i religijnych. (...) W tych ludziach, którzy tam byli, widać było z jednej strony radość, z drugiej przygnębienie. Ludzie śpiewali pełną piersią. Było tam według mojej oceny, około 200 tysięcy ludzi, ale łączyła tych ludzi prawdziwa solidarność i samorzutna dyscyplina. Ludzie, przeważnie młodzież, po półtorej godziny bezskutecznego czekania na przedstawicieli władz, poszli ich szukać do zamku. Ale nie znaleziono nikogo. (...)

Grupa ludzi wpadła do Komitetu Wojewódzkiego - nie wiadomo, kto to był - po chwili otworzyły się okna i wołano: "Patrzcie, jak oni tu żyją!" Pokazywano zastawy i potrawy, szynki, wódkę i inne przysmaki. Ludzi to podnieciło, bo walczyli o chleb, o sprawiedliwe normy, o ludzkie traktowanie, a tu władza niby ludowa używa sobie wszystkiego. (...)

Po chwili pojawiła się grupa dzieci z nauczycielem - jakaś kolonia - z narodowym sztandarem na przedzie i głosiła, że idą na Kochanowskiego, bo tam uwięziono delegację z HCP. (...) Po niecałych 20 minutach padły pierwsze strzały. To było koło godz. 11. Jak na ironię widzę, że samolot - chyba rządowy - przelatuje nad nami na Ławicę. (...) Widziałem natomiast, że duża część manifestantów razem z radiowozem, na którym zatknięto flagę, ruszyła do więzienia na Młyńską, "uwolnić naszych ojców i braci". Na Komitecie Wojewódzkim zawieszono tablice "Dom do wynajęcia", "Chleba", "Wolności". Uświadomiłem sobie, że z zamierzonych i oczekiwanych rozwiązań nic już nie będzie. Uczestnicy manifestacji stali się żywiołem na dziko. Krzyczano. Śpiewano. Ludzie byli bardzo podnieceni. Uznałem, że moja rola jako delegata i w pewnym sensie przywódcy tego tłumu skończyła się. (...)

Z piątku na sobotę nad ranem mocno ujadał pies. Przyszli po mnie. Przeprowadzono rewizję, zabrano mi wszystkie papiery i pamiątki, których już nigdy nie odzyskałem. (...)

* Pracownik Zakładów im. Cegielskiego, uczestnik wydarzeń 1956 roku

Niewiele było momentów w dziejach PRL-u, w których istniało poczucie społecznej jedności, nadzieja na poprawę jakości życia, a władza zyskiwała sobie wiarygodną legitymację do rządzenia. Dla pokolenia budującego "podstawy socjalizmu" takim momentem był Październik 1956. czytaj więcej

Komunikat PAP o wypadkach w Poznaniu - 29 czerwca 1956   roku

W dniu 28 bm. doszło do poważnych zaburzeń na terenie miasta Poznania.

Od pewnego czasu agentura imperialistyczna i reakcyjne podziemie starały się wykorzystać trudności ekonomiczne i bolączki w niektórych zakładach Poznania dla sprowokowania wystąpień przeciwko władzy ludowej (...) agentom wroga udało się sprowokować zamieszki uliczne. Doszło do napadów na niektóre gmachy publiczne, co pociągnęło za sobą ofiary w ludziach.

W oparciu o świadomą część klasy robotniczej władze opanowały sytuację i przywróciły spokój w mieście.

(...)

Fragmenty przemówienia premiera Józefa Cyrankiewicza do mieszkańców Poznania, 29 VI 1956 roku

Obywatele, mieszkańcy Poznania, robotnicy, inteligenci,  młodzieży!

Mówię do was z głębokim bólem, bo to nasze piękne, znane ze swej pracowitości, z patriotyzmu i z zamiłowania do porządku miasto stało się terenem zbrodniczej   prowokacji i krwawych zajść, które wstrząsnęły sumieniem każdego uczciwego poznaniaka, każdego Polaka, i które społeczeństwo z całych swoich sił stanowczo potępia.

Mówimy ze sobą szczerze i wcale nie trzeba ukrywać faktu, że zbrodniczy prowokatorzy wykorzystali istniejące bezsprzecznie bolączki i niezadowolenie w niektórych zakładach pracy z powodu trudności ekonomicznych i rozmaitych dokuczliwych nieraz bolączek. Jeżeli chodzi o bolączki ujawnione w całym szeregu zakładów pracy w Poznaniu, które w dużym stopniu wywołane zostały błędami i nieprawidłowym stosowaniem obowiązujących przepisów, to rzecz jasna, błędy te muszą być i będą natychmiast poprawione, zwłaszcza że decyzja o poprawieniu tych błędów zapadła ze strony rządu i partii jeszcze kilka dni temu, wówczas gdy delegacje robotników przyjęte zostały przez przedstawicieli rządu i słuszne ich postulaty zostały załatwione pozytywnie.

"Wydarzenia Bydgoskie": Wyrok z 1957 roku nieważny

Sąd Okręgowy w Bydgoszczy stwierdził nieważność wyroku sądu PRL, który skazał pięć osób na kary do 6 lat więzienia za udział w proteście z listopada 1956 r., kiedy w mieście m.in. spalono urządzenie zagłuszające Radio Wolna Europa. czytaj więcej

Nie przeszkodziło to prowokatorom w zorganizowaniu w czwartek demonstracji, którą od dawna przygotowywali, także przy pomocy przyjezdnych organizatorów. (...)

Toteż nic dziwnego, że te zamierzenia wichrzycieli spaliły na panewce w momencie, gdy zostało to rozeznane przez ogromną większość klasy robotniczej, która odcięła się i odstąpiła od następnej fazy demonstracji, od ponurych popisów agentów i prowokatorów, występujących z bronią w ręku i atakujących gmachy publiczne. Wtedy stanęła już nie sprawa słusznej często krytyki ze strony robotników, nie sprawa wysuwania słusznych czy mniej słusznych, możliwych czy jeszcze niemożliwych w naszych warunkach do realizacji postulatów, stanęła sprawa przygotowywanego przez prowokatorów zbrojnego porwania się na władzę ludową, atakowania gmachów państwowych, napaści na pracowników milicji i bezpieczeństwa. Wtedy robotnicy w masie swojej, z wyjątkiem obałamuconych jednostek, poparli oczywiście władzę ludową, swoją władzę.

Wtedy w niektórych punktach miasta, na niektórych dachach, prowokatorzy ustawili karabiny maszynowe, które godziły zarówno w strażników porządku, jak i w spokojną ludność i pochłonęły ofiary.

To już miało tyle wspólnego z robotnikami, ile wspólnego ma z nimi imperialistyczny agent, który całą naszą Polskę chciałby wtrącić w upadek, a potem spowodować powtórzenie tych tragedii, jakie przeżywała bohaterska ludność Poznania w okresie hitlerowskiego najazdu.

Oczywiście, że do tego nie dojdzie, bo i Polska jest dzisiaj inna i inny jest układ sił międzynarodowych, sił pokoju i postępu, które coraz bardziej skłaniają wszystkich do pokojowego współżycia i współistnienia, chociaż przyprawiają o wściekłość prowokatorów wojennych. Nie przeszkodziło to, rzecz jasna, ciemnym siłom prowokacji w bezskutecznych zresztą próbach odwrócenia biegu historii za pomocą skrytobójczych strzałów.

Należy podkreślić pełne odpowiedzialności i obywatelskie zachowanie się milicji, wojska i pracowników służby bezpieczeństwa, którzy do ostatniej chwili unikali użycia broni palnej, dopóki nie zostali zaatakowani strzałami napastników, rozzuchwalonych spokojnym reagowaniem organów władzy.

W obronie życia i mienia obywateli i dla przywrócenia spokoju władze zostały zmuszone do zastosowania surowych środków. Większość awanturników, część z nich z bronią w ręku, została zatrzymana i zostanie przeciwko nim przeprowadzone dochodzenie sądowe. (...) (...) Krew w Poznaniu obciąża wrogie Polsce ośrodki imperialistyczne i reakcyjne podziemie, które są bezpośrednimi sprawcami zajść. Krwawe zajścia w Poznaniu nie powstrzymają jednak ani nie osłabią wysiłków partii i rządu, zmierzających do demokratyzacji naszego życia. (...) każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji, w interesie walki o podnoszenie stopy życiowej ludności, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia, w interesie naszej Ojczyzny. Z wdzięcznością natomiast witać będziemy zawsze każdy przejaw zdrowej, patriotycznej krytyki naszych braków, błędów i niedociągnięć. (...)

Artykuł pochodzi z kategorii: Historia Polski. Źródła i dokumenty