To nie otwarte 22 stycznia 1938 roku Wysokogórskie Obserwatorium na Kasprowym Wierchu było najwyżej położonym obiektem tego typu w II Rzeczpospolitej… Najwyżej wznosił się imponujący budynek na górze Pop Iwan w paśmie Czarnohory.

Zdjęcie

Obserwatorium na górze Pop Iwan - widok zimowy /Archiwum Tomasza Basarabowicza
Obserwatorium na górze Pop Iwan - widok zimowy
/Archiwum Tomasza Basarabowicza

W roku 1935 roku Zarząd Główny Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej ogłosił zamknięty konkurs architektoniczny na projekt gmachu Obserwatorium astronomiczno-meteorologicznego im. Marszałka Piłsudskiego na górze Pop Iwan (2028 m n.p.m.). Całemu przedsięwzięciu osobiście patronowali generałowie Tadeusz Kasprzycki i Leon Berbecki.

Do konkursu zostali zaproszeni architekci z Biura Planów Regionalnych Podhala i Huculszczyzny - Jan Cybulski i Zygmunt Skibniewski, Kazimierz Marczewski i Jan Pohoski oraz indywidualnie: Edmund Michalski, Stefan Listowski, Jerzy Woyzbun i Jan Cybulski. Celem było uzyskanie projektu, który w sposób najbardziej racjonalny, pogodziłby funkcjonalny charakter budynku przeznaczonego dla celów naukowych, z otaczającą go przyrodą.

Reklama

Zasadnicze utrudnienie stanowiło dostosowanie architektury obserwatorium do funkcji badawczych. Zaplanowano dwie platformy: obserwacyjno-astronomiczną i meteorologiczną - wzajemnie odpowiednio oddalone i ukierunkowane względem stron świata oraz wyniesione na założoną wysokość ponad kotę szczytu. Równie trudną kwestią było przystosowanie budynku do surowego klimatu górskiego.

Prace oceniło jury, w którego składzie znaleźli się architekci tej miary co Bohdan Pniewski, Romuald Gutt i Jan Chmielewski. Jednogłośną decyzją sędziów za najlepszą spośród 5 nadesłanych prac uznano projekt Kazimierza Marczewskiego i Jana Pohoskiego.

Zdjęcie

Zwycięski projekt architektoniczny obserwatorium meteorologiczno-atronomicznego na Czarnohorze /Archiwum Tomasza Basarabowicza
Zwycięski projekt architektoniczny obserwatorium meteorologiczno-atronomicznego na Czarnohorze
/Archiwum Tomasza Basarabowicza

Tworząc formę budynku, architekci posłużyli się zestawem prostopadłościennych i cylindrycznych brył, podkreślając przy tym poziome linie za pomocą okien wstęgowych. Dla osiągnięcia głównego celu konkursu, jakim było wpisanie obserwatorium w otaczający krajobraz, wykorzystali miejscowy kamień. Uzyskany efekt architektoniczny został w pełni doceniony przez jury, które w protokole zaznaczyło między innymi, że architektura obiektu, będąc wynikiem jak najbardziej syntetycznego ujęcia zagadnienia, jest wyrazem jego potrzeb, a jej prostota, nawet prymitywizm, komponuje się doskonale z surowym zarysem pasma Czarnohory.

Jesienią 1935 roku na górze Pop Iwan zaczęto gromadzić materiały budowlane i przygotowywać drogi dojazdowe. Materiały dowożono z oddalonej o 70 km stacji kolejowej w Worochcie, na szczyt transportowano je konno i na plecach ludzi. W ten sposób na Popa Iwana dostarczono w sumie ponad 800 ton różnego rodzaju ładunków.

Kamień węgielny wmurowano 5 września 1936 roku. Kierownikiem budowy został Bazyli Łaniewski. Nadzór techniczny zlecono architektowi Adolfowi Meissnerowi.

Zdjęcie

Wieża obserwatorium astronomicznego na górze Pop Iwan /Archiwum Tomasza Basarabowicza
Wieża obserwatorium astronomicznego na górze Pop Iwan
/Archiwum Tomasza Basarabowicza

Chcąc lepiej dostosować obserwatorium do trudnych warunków klimatycznych i zmodyfikowanych potrzeb programowych, do projektu wykonawczego wprowadzono korekty. Dach łukowy zastąpiono niskim dwuspadowym, a część północna głównego skrzydła została podwyższona o kondygnację. Ponad kalenicą pojawiła się też niewielka, kryjąca schody, ceglana nadbudówka.

Częściowej zmianie uległa również liczba oraz kształt i sposób rozmieszczenia otworów okiennych. Ostatecznie w wybudowanym w ciągu dwóch lat gmachu (oddano go do użytku 29 lipca 1938 roku), na pięciu różnych poziomach znalazły się 43 pomieszczenia, doświetlone przez 57 otworów okiennych.

Na parterze głównego korpusu skrzydła zachodniego poza sienią, holem wejściowym i klatką schodową zostały zlokalizowane pokoje mieszkalne dla 16 stałych lokatorów (mieszkanie kierownika - Władysława Midowicza oraz pokoje personelu i żołnierzy straży granicznej). Na piętrze zaś, na którym pierwotnie miały się znaleźć pracownie i laboratoria naukowe, poza obszerną jadalnią i świetlicą, zaprojektowano pokój biurowy i pomieszczenia radiostacji oraz pokoje gościnne.

W jednoprzestrzennym pomieszczeniu na najwyższej kondygnacji głównego skrzydła, o dużych oknach zwróconych na trzy strony świata, ulokowano instrumenty meteorologiczne.

Zdjęcie

Jedno z ostatnich zdjęć obserwatorium przed zniszczeniem /Archiwum Tomasza Basarabowicza
Jedno z ostatnich zdjęć obserwatorium przed zniszczeniem
/Archiwum Tomasza Basarabowicza

Nowoczesne przyrządy astronomiczne umieszczono w wieży nakrytej rozsuwaną za pomocą napędu elektrycznego kopułą o średnicy 6 m, wykonaną w konstrukcji drewnianej i pokrytą blachą miedzianą.

Na najniższym poziomie użytkowym budynku znalazła się część pomocnicza i techniczna, między innymi kotłownia z piecami opalanymi ropą wtryskiwaną przez zapłony elektryczne, siłownia mieszcząca dwa prądotwórcze agregaty Diesla i 240 akumulatorów oraz pomieszczenie na pompy elektryczne.

Obiekt - projektowany jako niemal samowystarczalny - nie został jednak zaopatrzony we własne ujęcie wody, w skrzydle gospodarczym zlokalizowano zbiorniki do gromadzenia zapasów wody opadowej. Wszystkie pomieszczenia natomiast wyposażono w system wentylacji mechanicznej.

Zmiany dokonane w fazie realizacyjnej nie pozbawiły budynku zamierzonego "organicznego" wyrazu, choć stracił on czytelne w projekcie konkursowym, tak modne w polskiej architekturze lat 30. XX wieku, odniesienia do stylu okrętowego. Uzyskany doskonały efekt architektoniczno-plastyczny, wzmocniło jeszcze użycie do budowy najwyższej jakości materiałów oraz rzadko spotykana perfekcja wykonawstwa.

I tak oto powstało jedno z dwóch najnowocześniejszych obserwatoriów wysokogórskich w przedwojennej Europie. Budowla była monumentalna, więc nie dziwi fakt, że wkrótce zaczęły krążyć o niej niesamowite historie zarówno wśród turystów, jak i miejscowych hucułów. Sprzyjał im kategoryczny zakaz wstępu osób postronnych do obiektu.

Można więc było usłyszeć, że pod Obserwatorium mieści się tajne lotnisko, że w największe mrozy nie utrzymuje się tam śnieg, że powstało dla uniemożliwienia przemytu nad tym skrawkiem Rzeczypospolitej lekkich bombowców ze Związku Radzieckiego do Czecho-Słowacji. Według Hucułów prawdziwy "Pop" znajdował się głęboko we wnętrzu góry, a budynek stoi tylko dla pozoru, i że jego kierownik po naciśnięciu ukrytego w ściennej skrytce pancernej guzika, zjeżdża wraz ze swoim biurem w głąb góry jak winda. Inna historia traktowała teleskopy jako specjalne działo, z którego można ostrzeliwać wszystkie kraje okoliczne.

Ale dział nie było tu żadnych, a wojna nadeszła niespodziewanie i niezauważalnie. Zamaskowano jedynie oświetlenie, na dachu pojawił się przeciwlotniczy karabin maszynowy. Nie było jednak do kogo strzelać, a wiadomości z walczącego kraju były jednoznaczne.

18 IX 1939, po roku funkcjonowania obiektu, cały pozostały personel opuścił obserwatorium i zszedł na węgierską stronę. Wkrótce wtargnęli tu sowieci, po nich przez chwilę budynek zajmowali Węgrzy, a po 1941 roku został zniszczony i rozszabrowany.

Na koniec jeszcze chcielibyśmy zacytować dłuższy fragment pożegnania z Popem Iwanem we wrześniu 1939 r., napisany przez Władysława Midowicza, a opublikowany w numerze 2 rocznika "Płaj" w 1988 r. Jest to jeden z najpiękniejszych, a jednocześnie bardzo wymownych opisów mało znanego epizodu Września 1939 (mimo, że walk żadnych tu nie toczono), a który powinien pozostać prawdziwym epitafium polskiego obserwatorium w Czarnohorze.

"Dzień 17 września, dżdżysty i przenikliwy aż do południa, zakończył chyba najpiękniejszy zachód słońca, jaki kiedykolwiek oglądałem z grani Czarnohory. Strzępki mgiełek drgały nad północnymi dolinami, a liliowa zorza długo paliła się na stokach Ineula. W zapadającym mroku podszedł do mnie przodownik Straży Granicznej i powiadomił, że na otrzymany przed chwilą rozkaz mają opuścić Obserwatorium, udając się ku Uścierykom i granicy rumuńskiej. Tak samo placówka Obrony Narodowej.
Chmury zagarnęły Czarnohorę ponownie i pozostaliśmy sami. Telefon milczał, a noc schodziła na pakowaniu. Świt wstał deszczowy i blady, i tylko tu i ówdzie odsłaniały się fragmenty dolin. Wiadomości radiowe podawane przez zagraniczne stacje nie pozostawiały wątpliwości.
Po wspólnie spożytym posiłku rozebrałem radiotelefon i wyniósłszy na dziedziniec rozbijałem jego części młotem, zgodnie z posiadanymi rozkazami "mob". Patrząc jak w trzaski rozlatywały się lampy, przetworniki, kondensatory i różne cudeńka, Huculi czekający obok z jucznymi końmi trącali się łokciami, szepcząc: Wże kineć! (Już koniec).
A koniec zbliżał się miarowym krokiem. Obszedłem cały budynek, otwierając przed wyjściem skrytkę pancerną i blokując przełączniki na tablicach rozdzielczych siłowni i kotłowni.
Wreszcie przywołałem Czarnego Jurę, mówiąc po ukraińsku, by nie było wątpliwości: Schodzimy do Balzatulu i gwarantuję wam wszystkim nietykalność od Węgrów (którzy od kilku miesięcy okupowali Ruś Zakarpacką). Gdy powrócisz tu jutro, wystawisz z tarasu dużą flagę - tylko jej pas czerwony - by uchronić Obserwatorium od rabunku przez miejscowych. Zostawiam ci dwa mausery z amunicją i pisemne upoważnienie do zastrzelenia każdego, kto by usiłował włamać się do budynku przed nadejściem władz okupacyjnych. Z przygotowanych na zimę zapasów żywności wypłacisz chłopów od jucznych koni po powrocie - po worku cukru na głowę, a większość pozostałej żywności zabierzesz sobie do Żabiego. Miej się, chłopie, i nie daj się!
Jura ze łzami w oczach chciał mnie ująć pod nogi - uścisnąłem go - jak brata. Po czym klucz zazgrzytał w kutych drzwiach wejściowych i cała karawana koni i ludzi ruszyła wzdłuż muru, przechodząc po kolei granicę państwa. Uklęknąłem całując mokrą ziemię. Wiatr zacinał przenikliwym deszczem i wielka kurtyna sinych chmur jakby opuszczała się za nami na granie Czarnohory.
Przez rumowiska skalne i kotły schodziliśmy w głąb Rusi Zakarpackiej. Mały Jacek niosący w jednej rączce maleńką walizeczkę z najukochańszymi zabawkami, a w drugiej misia, przewracał się niekiedy na śliskich trawnikach, ale podnosząc się ze skrzywioną buzią, szedł dalej za końmi. Gdy po kilku godzinach obejrzeliśmy się u górnej granicy lasów po raz ostatni, gdzieś w podniebiu wyłoniła się z przewalających się grzbietem mgieł wysmukła wieża, na którą kładły się ostatnie promienie zachodzącego nad Marmaroszą słońca".

Obecnie trwają prace na przywróceniem obserwatorium dawnej świetności. Są one realizowane w ramach wspólnego projektu Polsko-Ukraińskiego Centrum Spotkań Młodzieży Akademickiej pod patronatem Prezydenta RP oraz Prezydenta Ukrainy.

Tomasz Basarabowicz

Więcej na ten projektu odbudowy obserwatorium na górze Pop Iwan czytaj na stronie Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego



Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita