W wyniku zarządzonej przez Czesława Kiszczaka akcji, Milicja Obywatelska zarejestrowała 11 tysięcy akt osobowych dotyczących polskiego środowiska mniejszości seksualnych.

Zdjęcie

Akcje "Hiacynt" zarządził Czesław Kiszczak /AFP
Akcje "Hiacynt" zarządził Czesław Kiszczak
/AFP

Choć stosunki homoseksualne nie były karane w Polsce (od 1932 roku), to środowiska mniejszości seksualnych w PRL znajdowały się pod obserwacją Milicji Obywatelskiej i bezpieki od lat 60. Pierwsze teczki zaczęto zakładać w następnej dekadzie.

W połowie lat 80. proceder nasilił się, a to za sprawą zarządzonej przez ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka akcji "Hiacynt", która rozpoczęła się 15 listopada 1985 roku.

Reklama

Jako przyczynę akcji zbierania danych o przedstawicielach mniejszości seksualnych w Polsce podano przeciwdziałanie rozwojowi epidemii AIDS, walkę z prostytucją, wreszcie potrzebę kontroli rzekomo "wysoce kryminogennego" środowiska.

Nikt nie miał jednak wątpliwości, że główną przyczyną było zbieranie materiałów, dzięki którym można było szantażować i nakłaniać do współpracy z bezpieką osoby obserwowane.

W praktyce akcja "Hiacynt" miała charakter łapanki. Rankiem 15 listopada 1985 roku milicjanci zatrzymywali osoby podejrzane o homoseksualizm lub kontakty ze środowiskiem homoseksualistów. Aresztowanym zakładano "Karty homoseksualisty", w których m.in. musieli podpisać następujące oświadczenie": "Niniejszym oświadczam, że ja [imię i nazwisko] jestem homoseksualistą od urodzenia. Miałem w życiu wielu partnerów, wszystkich pełnoletnich. Nie jestem zainteresowany osobami nieletnimi".

Tak zwane "różowe teczki" tworzono i uzupełniano do początku roku 1988. W jej wyniku zgromadzono ponad 11 tysięcy akt osobowych.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza