​Komunistyczne władze nie chciały podjąć rozmów ze strajkującymi uczniami Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej. Zamiast prowadzenia negocjacji z komitetem strajkowym, ministerstwo spraw wewnętrznych wysłało do szkoły nie tylko zomowców, ale również i antyterrorystów, których zrzucono na dach budynku przy pomocy helikopterów.

Zdjęcie

ZOMO spacyfikowało szkołę (zdjęcie ilustracyjne) /Wojciech Franus /Reporter
ZOMO spacyfikowało szkołę (zdjęcie ilustracyjne)
/Wojciech Franus /Reporter

Strajk w warszawskiej Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej rozpoczął się 25 listopada 1981 roku. Protest nie był odosobniony - w tym czasie przez Polskę przetoczyła się fala strajków w szkołach wyższych, która była preludium do wprowadzenia stanu wojennego.

Dlaczego protest objął również Wyższą Oficerską Szkołę Pożarniczą? Komunistyczne władze planowały zakwalifikować placówkę jako szkołę wojskową i objąć ją przepisami dotyczącymi resortu zbrojnego. Uczniowie obawiali się, że może im zostać wydany rozkaz wzięcia udziału w tłumieniu demonstracji antyrządowych.

Reklama

Dwa dni po rozpoczęciu strajku, przedstawiciele protestujących podjęli rozmowy z Komisją Międzyresortową, w której skład wchodzili przedstawiciele resortu spraw wewnętrznych, edukacji i Komendy Głównej Straży Pożarnej. Strajkujących wspierali natomiast przedstawiciele "Solidarności".

Jednak 28 listopada rozmowy zawieszono, a 30 listopada komunistyczne władze rozwiązały Wyższą Oficerską Szkołę Pożarniczą. Jednocześnie peerelowska propaganda rozpoczęła nagonkę na uczelnię i uczniów, zarzucając im, że w budynku przebywa pięćdziesięciu "bojówkarzy" z "Solidarności". W rzeczywistości w szkole było około dziesięciu przedstawicieli związku. Dodatkowo, do rodzin strajkujących władza zaczęła wysyłać telegramy z fałszywymi informacjami na temat stanu zdrowia protestujących. W drugą stronę szły natomiast telegramy z nieprawdziwymi powiadomienia o chorobie bliskiego członka rodziny strażaków.

Sytuacja była coraz bardziej napięta. Pod szkołą gromadzili się nie tylko bliscy strajkujących, ale również - z dnia na dzień coraz większe - siły ZOMO. Wreszcie generał Czesław Kiszczak wydał rozkaz szturmu na szkołę, który nastąpił 2 grudnia, a wzięli w nim udział zomowcy, regularne wojsko oraz zrzuceni z helikopterów na dach antyterroryści. Wcześniej, o godzinie 10:15 z megafonów radiowozów popłynął komunikat, nawołujący do natychmiastowego opuszczenia szkoły. 5 minut później rozpoczęła się pacyfikacja.

Około 600 zomowców, żołnierzy i antyterrorystów uderzyło na blisko 350 uczniów Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej, którzy zgromadzili się w auli uczelni. Na szczęście obyło się bez ofiar. Spacyfikowanym strażakom nakazano ubrać się w galowe mundury, by odróżnić ich od zomowców, a następnie rozwieziono do domów i na dworce z nakazem udania się do rodzin. Obyło się bez sankcji, gdyż władze chciały zatuszować strajk zwłaszcza, że zbliżał się moment ogłoszenia stanu wojennego.


AW

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza