Na niewielkiej stacyjce kolejowej w Celestynowie żołnierze Armii Krajowej przeprowadzili brawurową akcję odbicia jeńców transportowanych do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz.

Zdjęcie

Tadeusz Zawadzki "Zośka" zginął trzy miesiące po akcji pod Celestynowem /Marek Skorupski /Agencja FORUM
Tadeusz Zawadzki "Zośka" zginął trzy miesiące po akcji pod Celestynowem
/Marek Skorupski /Agencja FORUM

Kapitan Adam Borys "Pług" przekazał dowodzenie akcją pod Celestynowem kapitanowi Mieczysławowi Kurkowskiemu "Mietkowi", a na jego zastępcę wyznaczył podchorążego Tadeusza Zawadzkiego "Zośkę". Według informacji uzyskanych przez polską konspirację, 19 maja 1943 roku po godzinie 22. na stacji miał zatrzymać się pociąg z więźniarką, w której przewożono Polaków wysłanych do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Postój miał trwać zaledwie trzy minuty.

Przygotowujący się do akcji żołnierze Armii Krajowej obstawili tory, kilku z nich pojawiło się również na peronie, udając zwykłych podróżnych

Reklama

Kiedy po północy, już 20 maja, na stację zajechał pociąg, okazało się, że skład przewozi kilka kompanii żołnierzy Wehrmachtu skierowanych na front wschodni. "Zośka" przytomnie wstrzymał akcję, ale nakazał przecięcie drutu telefonicznego na stacji.

Po godzinie nerwowego oczekiwania, akowcy zauważyli nadjeżdżający pociąg z więźniarką. Jeden z partyzantów podszedł pod wagon, z którego nagle wyskoczył gestapowiec. Nie zastanawiając się długo, akowiec zastrzelił Niemca. To zaalarmowało załogę konwojującą więźniarkę, która rozpoczęła ostrzał i zaryglowała drzwi wagonu.

Rozgorzała początkowo chaotyczna strzelanina, którą przerwało wrzucenie do przedziału konwojentów wiązki grantów. Zginęło w sumie czterech gestapowców. Akowcy zdołali wyważyć drzwi i uwolnili czterdziestu dziewięciu jeńców. Wystrzały i wybuchy na szczęście nie zaalarmowały żołnierzy Wehrmachtu, których skład wcześniej opuścił Celestynów.

Gdy wydawało się, że akcja zakończy się pełnym sukcesem, od strony pociągu w stronę Polaków oddano strzały. Śmiertelnie raniły one porucznika Stanisława Kotorowicza "Krona" i porucznika Włodzimierza Stysło "Jana II".

Cała akcja trwała około 40 minut. Po jej zakończeniu akowcy wraz z uwolnionymi więźniami przedostali się do Warszawy.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza