Ucieczka na "imperialny" Zachód pułkownika Pawła Monata była szczególnie bolesna dla peerelowskiego i sowieckiego wywiadu.

Zdjęcie

W ciągu pięciu dekad istnienia ludowej Polski z kraju zbiegło ponad 60 oficerów (zdjęcie ilustracyjne) /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
W ciągu pięciu dekad istnienia ludowej Polski z kraju zbiegło ponad 60 oficerów (zdjęcie ilustracyjne)
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

W czerwcu 1959 roku pułkownik Paweł Monat wraz z żoną i trzynastoletnim synem, zaopatrzeni w paszporty dyplomatyczne, pod pretekstem wakacji w Jugosławii wyjechali z Polski. Potajemnie udali się jednak do Wiednia, skąd 22 czerwca uciekli do Stanów Zjednoczonych.

Ucieczka pułkownika Monata, szefa Wydziału Ataszatów Wojskowych w II Zarządzie Sztabu Generalnego, wcześniej attaché wojskowego w Waszyngtonie i Pekinie, była bolesnym ciosem dla komunistycznych służb wywiadowczych, gdyż dezorganizowała pracę wojskowych służb wywiadowczych. Monat dysponował bowiem rozległą i dogłębną wiedzą na temat peerelowskiego wywiadu.

Reklama

Dodatkowo, wraz z Monatem uciekła jego małżonka, wychowanka ówczesnego przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego. Tym samym pułkownik mógł dodatkowo ujawnić Amerykanom informacje dotyczące najwyższych władz ludowej Polski.

Po przyjeździe do Ameryki Monat zeznawał przed Komisją Sprawiedliwości Kongresu Stanów Zjednoczonych. Przypuszcza się, że od lat współpracował z amerykańskim wywiadem. Co interesujące, po drodze do Wiednia spotkał się w Pradze z pułkownikiem Tislerem, czeskim attaché wojskowym w Waszyngtonie, którego poznał w czasie pełnienie służby w Stanach Zjednoczonych. Wkrótce również i Tisler zbiegł do Ameryki.

Ucieczka Monata została uznana przez komunistyczny reżim za zdradę, a Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego skazał pułkownika na karę śmierci.

Szacuje się, że w ciągu pięciu dekad ludowej Polski z kraju zbiegło ponad 60 oficerów.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza