Solennie zapewniając państwa ententy o chęci zawarcia pokoju z Polską, bolszewicy nie reagowali na propozycje zawieszenia broni i rozpoczęcia rozmów pokojowych. Włodzimierz Lenin i Armia Czerwona miała przed oczami jedynie wizję zdobytej Warszawy, upokorzonej II Rzeczpospolitej i otwartej drogi na zachód Europy.

Zdjęcie

Eusatchy Sapieha: "Polska będzie raczej walczyć w pojedynkę, niż przyjmie tak upokarzające warunki" /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Eusatchy Sapieha: "Polska będzie raczej walczyć w pojedynkę, niż przyjmie tak upokarzające warunki"
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Gdy 11 lipca, brytyjski minister spraw zagranicznych George Curzon przesłał bolszewickiemu odpowiednikowi Gieorgijowi Cziczerinowi notę, zawiadamiającą o upokarzających dla Polski ustaleniach konferencji w Spa (granica na tzw. linii Curzona), Zachód spodziewał się zatrzymania ofensywy bolszewickiej.

Miało temu służyć również brytyjskie ultimatum. W wypadku przekroczenia przez bolszewików Bugu, państwa ententy "będą czuły się zmuszone do wsparcia narodu polskiego" - poinformowano Rosjan.

Reklama

Zupełnie pozbawione logicznych podstaw przekonanie państw ententy o dobrej woli i chęci bolszewików, po raz kolejny zostały skompromitowane. Armia Czerwona nadal parła naprzód, a - po kilku dniach zwlekań z odpowiedzią, co było korzystne dla ukrywania prawdziwych zamiarów Sowietów - 17 lipca Cziczerin pogardliwie odrzucił jakiekolwiek brytyjskie pośrednictwo w rokowaniach z Polską.

Bolszewicy byli przekonani, że zdobycie Warszawy to już kwestia kilku tygodni. Zwłaszcza, że na wierzch wyszedł zupełny bezwład ententy wobec ich poczynań. Propozycja Curzona została potraktowana jako przejaw słabości.

Pomimo tak niesprzyjających okoliczności i braku poważnego wsparcia z zachodu, Polska podjęła jeszcze jedną próbę dojścia do porozumienia z bolszewikami - wszystko z powodu upartych nacisków brytyjskiego premiera Lloyda George'a, któremu wyłącznie zależało na porozumieniu gospodarczym Wielkiej Brytanii i sowieckiej Rosji, a niepodległość o Polski traktował jako balast w negocjacjach z Moskwą.

22 lipca minister spraw zagranicznych Eustachy Sapieha przedstawił Cziczerinowi depeszę z propozycją natychmiastowego zawieszenia broni i rozpoczęcia rokowań pokojowych. Odpowiedzi nie otrzymano. Dlaczego? Poniższy fragment oświadczenia sowieckiego głównodowodzącego Siergieja Kamieniewa wiele wyjaśnia.

"Jak Polacy zgodzą się z nami negocjować, będzie to oznaczać, że nie mogą liczyć na poważną pomoc, a my możemy swobodnie atakować w głąb Polski" - pisał Kamieniew, wydając rozkaz przekroczenia linii Curzona i dalszej ofensywy na Warszawę.

Na koniec dodajmy, że początkowo uległy Brytyjczykom Sapieha w sierpniu, kiedy zła wola zarówno Lloyda George'a, jak i Sowietów była już dla wszystkich oczywista, w ostrych słowach zbeształ brytyjskiego ambasadora. "Polska będzie raczej walczyć w pojedynkę, niż przyjmie tak upokarzające warunki" - oświadczył ostro polski minister. Jak się okazało po bitwie warszawskiej, taka postawa była wówczas jedyną słuszną.

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza

Więcej na temat:wojna polsko-bolszewicka