W czasie wizyty w Związku Sowieckim premier Tadeusz Mazowiecki spotkał się między innymi z Michaiłem Gorbaczowem.

Zdjęcie

Tadeusz Mazowiecki podczas pobytu w Moskwie /AFP
Tadeusz Mazowiecki podczas pobytu w Moskwie
/AFP

Samolot z polskim premierem wylądował na moskiewskim lotnisku 22 listopada 1989 roku. Jak pisze w książce "Tadeusz Mazowiecki. Biografia naszego premiera" Andrzej Brzeziecki, "na powitanie wojskowa orkiestra, zgodnie z obyczajem, zagrała polski hymn - co dla Mazowieckiego było chwilą specjalną. Oto w stolicy Związku Radzieckiego niekomunistycznemu premierowi z niepodległej już Polski grają Mazurka Dąbrowskiego".

Mazowiecki spotkał między innymi z premierem Nikołajem Ryżkowem, z którym rozmawiał na tematy gospodarcze, ale też historyczne (zwrot zbiorów Ossolineum).

Reklama

24 listopada doszło do spotkania z Gorbaczowem, a Mazowiecki był pierwszym od 50 lat gościem tej rangi z Polski, który nie znał języka rosyjskiego. Polski premier zapewniał przywódcę Związku Sowieckiego, że chciałby utrzymać dobre stosunki na linii Warszawa-Moskwa i zamierza przestrzegać zobowiązań w ramach Układu Warszawskiego.

W czasie rozmowy podjęto również tematy gospodarcze: dostawę ropy, gazu i bawełny. "W czym możemy, w tym pomożemy" - miał powiedzieć Gorbaczow, zaznaczając jednak o problemach finansowych Związku Sowieckiego.

Mazowiecki podjął również kwestię zbrodni katyńskiej, jednak - jak pisze Brzeziecki - "Gorbaczow zwodził i Mazowiecki zrozumiał, że na przełom w sprawie Katynia przyjdzie czekać do przyjazdu do Moskwy prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego". Na koniec polski premier usłyszał od przywódcy Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego: "Może to pana zdziwi, ale życzę panu sukcesów".

Jak pisał Aleksander Hall, wracający do Polski Mazowiecki "miał poczucie, że udało mu się nawiązać głębszy ludzki kontakt z Gorbaczowem. Ocenił, że radziecki przywódca patrzy na przemiany dokonujące się w Polsce z zainteresowaniem i nie jest skłonny angażować polityki radzieckiej w ich hamowanie".

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza