Nowy I sekretarz KC KPZR Leonid Breżniew wizytował podległą Moskwie Polskę. Genseka ugościł w Białowieży Władysław Gomułka. Jak tłumaczył oględnie przywódca PRL, podczas spotkania załatwiano "sprawy wszechstronnej współpracy".

Zdjęcie

I sekretarz KC KPZR Leonid Breżniew /TASS /AFP
I sekretarz KC KPZR Leonid Breżniew
/TASS /AFP

25 października 1964 roku w Puszczy Białowieskiej Breżniewowi towarzyszył ówczesny premier Związku Sowieckiego Aleksyj Kosygin, a Gomułce Józef Cyrankiewicz. Obie strony miały na Podlasiu interesy do ugrania z tym, że ze strony sowieckiej wizyty miała charakter czysto formalny - zaprezentowanie nowego władcy zwierzchniego nad Warszawą Kremla.

Jak zresztą relacjonuje Piotr Kostikow w książce Bohdana Rolińskiego "Widziane z Kremla. Moskwa-Warszawa. Gra o Polskę", białowieska rozmowa Breżniewa z Gomułką nie była niczym wyjątkowym. Nowy I sekretarz KC KPZR, traktując towarzysza "Wiesława" jako rzekomo równorzędnego partnera, chciał zapewnić sobie w pierwszych dniach urzędowania spokój w podległych Sowietom krajach. Polska nie odgrywała tu szczególnej roli.

Breżniew nie musiał też znacząco akcentować stosunku zależności Warszawy wobec Moskwy. Jak podkreśla Kostikow, Gomułka był lojalny wobec Związku Sowieckiego, kierownictwo PZPR "jednoznacznie popierało linię KPZR", a Polska była "najpewniejszym ogniwem sojuszu państw socjalistycznych".

Reklama

Z drugiej - to znaczy peerelowskiej - strony sprawa wyglądała o wiele bardziej zawile. Gomułka obawiał się bowiem - co opisał w służbowej notatce po spotkaniu w Białowieży sam Breżniew - "nowego Rapallo". Przypomnijmy, że w 1922 roku Niemcy i Związek Sowiecki zawarli wymierzony w Polskę układ w Rapallo. A w 1964 roku, kiedy zachodnia granica PRL nie była wcale sprawą pewną, jego powtórka - o której wspominał poprzedni gensek Nikita Chruszczow - groziła uszczupleniem powojennych granic Polski.

Ten aspekt spotkania opisał w "Dziennikach" Mieczysław Rakowski, któremu na początku września Gomułka miał powiedzieć, że dla Polski "sojusz z ZSRR jest najważniejszy".

"To sprawa bytu narodowego, przyszłości tego narodu. Polska przez wiele lat była kartą w grze. Ja często mówię, że w Poczdamie zatwierdzono naszą granicę zachodnią. To nieprawda. Stalin sobie załatwił granicę w Kaliningradzie. Żaden rewizjonista niemiecki jej nie kwestionuje. A naszą, tak. Stalin chciał sobie pozostawić sznureczek, za który mógł pociągnąć. Dwieście lat nami handlowano. Sądzicie, że dziś już nie ma takich, którzy chcą handlować nami?" - miał przekonywać towarzysz "Wiesław".

Ciekawa sytuacja miała miejsce już po spotkaniu Breżniewa z Gomułką. Gdy ten ostatni relacjonował rozmowę z  I sekretarzem KC KPZR podczas plenum KC, przysłuchujący się mu partyjniacy skrzętnie notowali jego słowa. Zauważył to Gomułka.

"Towarzysze, nie notujcie, to nie jest do notatek. Ja bym najchętniej wam je odebrał" - powiedział zaskoczonym zebranym.

(arwr)

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza