Domagając się wyjaśnienia sprawy pobicia trzech działaczy związkowych w Bydgoszczy, "Solidarność" przeprowadziła czterogodzinny strajk ostrzegawczy.

Zdjęcie

NSZZ "Solidarność" zagroził strajkiem generalnym /AFP
NSZZ "Solidarność" zagroził strajkiem generalnym
/AFP

19 marca 1981 roku w trakcie obrad Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy agenci bezpieki pobili trzech związkowców: Jana Rulewskiego, Mariusza Łabentowicza i Michała Bartoszcze. Sprawa została zamieciona pod dywan, ale "Solidarność" nie chciała dać za wygraną. Zażądano potępienia akcji i odszukania sprawców, grożąc strajkiem.

Sytuację w kraju komplikowały odbywające się wówczas w ludowej Polsce sowieckie ćwiczenia wojskowe "Sojuz’81". Wojsko mogło zostać wykorzystane do tłumienia wystąpień opozycji.

Reklama

W sprawę zaangażował się również Kościół. 26 marca doszło do spotkania kardynała Stefana Wyszyńskiego z generałem Wojciechem Jaruzelskim.

Ze względu na brak spełnienia żądań opozycji przez komunistyczny reżim, 27 marca miał miejsce czterogodzinny strajk ostrzegawczy. "Stanęła cała Polska, co było szczytem społecznego poparcia dla 'Solidarności'" - ocenił w "Kronice komunizmu w Polsce" Jarosław Szarek.

Opozycja groziła, że w przypadki dalszego braku reakcji ze strony peerelowskich władz, 31 marca ogłosi bezterminowy strajk powszechny.

Dzień wcześniej zdołano podpisać porozumienie - reżim poszedł bowiem na ustępstwa. Poinformował o tym w głównym wydaniu "Dziennika Telewizyjnego" lider opozycjonistów Andrzej Gwiazda. "Solidarność" zawiesiła strajk generalny, a rząd uznał, że użycie siły w Bydgoszczy było sprzeczne z przyjętymi do tej pory zasadami rozstrzygania konfliktów społecznych. Reżim wyraził również ubolewanie z powodu pobicia trzech opozycjonistów.


Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza

Więcej na temat:'Solidarność' | strajk