To, co wydarzyło się we wsi Leman na Podlasiu, jest kolejny dowodem na barbarzyństwo i bestialstwo czerwonoarmistów nacierających na Warszawę latem 1920 roku.

Zdjęcie

Pokazy sprawnościowe kawalerii podczas rewii wojskowej na Polu Mokotowskim w 1938 roku. Walka ułanów z "bolszewikami". "Bolszewik" z wziętym do niewoli ułanem. /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Pokazy sprawnościowe kawalerii podczas rewii wojskowej na Polu Mokotowskim w 1938 roku. Walka ułanów z "bolszewikami". "Bolszewik" z wziętym do niewoli ułanem.
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

W wielu opisach zmagań wojennych w 1920 roku mamy do czynienia z udokumentowanymi samobójstwami polskich żołnierzy, którzy zamiast oddać się do bolszewickiej niewoli, wybierali śmierć z własnych rąk.

Kiedy czyta się historie, takie jak ta lemańska z 28 lipca 1920 roku, łatwiej jest zrozumieć dramatyczne decyzje polskich wojskowych.

Reklama

Po koniec lipca pod Lemanami, naprzeciwko nacierającemu bolszewickiemu III Korpusowi Konnemu Gaj-Chana, stanął Kowieński Pułk Strzelców. Przewaga liczebna wroga spowodował, że Polacy nie zdołali obronić wsi.

Tych, których konni czerwonoarmiści wzięli do niewoli, spotkał okrutny los.

Dowódca bolszewickiego korpusu konnego zarządził bowiem ćwiczenia na "żywych manekinach", którymi byli polscy jeńcy wojenni.

Część z nich przywiązano do drzew i pali, a następnie mordowano uderzeniami szabli. Innym związano ręce i nogi, by mogli w ograniczonym zakresie uciekać przed kozackimi szablami, w ten sposób "zwiększając trudność"  barbarzyńskich ćwiczeń dla czerwonoarmistów.

W ten sposób bolszewiccy konni wycięli 43 polskich żołnierzy, którzy poddali się. Normowany międzynarodowymi umowami i przede wszystkim żołnierskim honorem status jeńca wojennego najwyraźniej kozakom Gaj-Chana nie był znany.

AW

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza

Więcej na temat:wojna polsko-bolszewicka