Pod koniec stycznia 1946 roku w życie wszedł dekret o bibliotekach i opiece nad zbiorami bibliotecznymi. Był to pierwszy krok do cenzurowania zawartości księgozbiorów i ich konfiskaty.

Zdjęcie

Biblioteka Publiczna na Woli w Warszawie. Zdjęcie z lat 60. XX wieku /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Biblioteka Publiczna na Woli w Warszawie. Zdjęcie z lat 60. XX wieku
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Najważniejszym postanowieniem dekretu o bibliotekach i opiece nad zbiorami bibliotecznymi było postanowienie, na mocy którego ministerstwo oświaty mogło w praktyce przejmować prywatne zbiory książek - bez zgody właściciela.

Jak napisano w dekrecie, prywatne biblioteki uznawano za "narodowe mienie kulturalne, powołane do służenia dobru ogólnemu".

Reklama

Dalszy artykuł komunistycznego aktu prawnego stanowił, że "Minister Oświaty może bez zgody właścicieli zarządzić włączenie (...) bibliotek prywatnych do sieci bibliotek publicznych oraz przejmować w wyjątkowych przypadkach (...) biblioteki prywatne i domowe".

Tym samym władza ludowa otrzymywała legalne narzędzie konfiskowania zbiorów bibliotecznych i kontroli ich zawartości. W konsekwencji, dzieła stojące w sprzeczności z poglądami komunistów, dało się łatwo eliminować.

A co działo się z osobami, którzy mając świadomość prawdziwych zamiarów władzy ludowej, ukrywały fakt posiadania biblioteki? Również i na taką możliwość przygotowano rozwiązanie. Dekret stanowił bowiem, że "uchylenie się od obowiązku rejestracji biblioteki", podawanie "nieprawdziwych danych" albo "zatajanie" grozi karą do dwóch miesięcy aresztu lub grzywną do 20 tysięcy zł.

Zdjęcie

Biblioteka Publiczna na Woli w Warszawie. Zdjęcie z lat 60. XX wieku /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Biblioteka Publiczna na Woli w Warszawie. Zdjęcie z lat 60. XX wieku
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza

Więcej na temat:Biblioteka