Reakcja rządu Włodzimierza Cimoszewicza i SLD na katastrofalną powódź wywołała ostra krytykę ze strony opozycji i mediów.

Zdjęcie

Żelazno koło Kłodzka u podnóży Karkonoszy, lipiec 1997 roku /Eastway /Reporter
Żelazno koło Kłodzka u podnóży Karkonoszy, lipiec 1997 roku
/Eastway /Reporter

Przypomnijmy, że 7 i 8 lipca 1997 roku niespotykane opady deszczu spowodowały wystąpienie wód w dorzeczu Odry i górnej Wisły. Woda zalała blisko tysiąc miejscowości (w tym Kłodzko, Nysę, Racibórz, Opole i Wrocław), a w wyniku powodzi śmierć poniosło 56 osób. Ponad 140 tysięcy obywateli zostało ewakuowanych.

Reakcja rządu Cimoszewicza była spóźniona i niewystarczająca - nikt bowiem nie spodziewał się tak ogromnych zniszczeń. Dodatkowo, premier zebrał gromy za niefortunną wypowiedź.

Reklama

"To jest kolejny przypadek, kiedy potwierdza się, że trzeba być przezornym i trzeba się ubezpieczać, a ta prawda jest ciągle mało powszechna" - stwierdził Cimoszewicz, któremu zarzucono arogancję i brak współczucia dla poszkodowanych. Premier przeprosił później za te słowa, a rząd uruchomił rezerwę budżetową w celu pomocy powodzianom.

Kontrowersje wzbudzał również opór rządu i SLD przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego z powodu stanu klęski żywiołowej. Sugerowano, że spowodowanie jest to niechęcią rządzących do przesuwania terminu wyborów.

"Powódź wykazała niemoc centralnych struktur państwowych i brak przygotowania na wypadek klęsk żywiołowych. Wywołało to krytykę władz przez opozycyjne partie i media informacyjne. Rząd oskarżył zaś opozycję o polityczne wykorzystanie tragedii" - czytamy w "Wielkiej księdze historii".

Artykuł pochodzi z kategorii: Kartka z kalendarza

Więcej na temat:powódź stulecia