Egzekucja nie udała się. Skazani przeżyli rozstrzelanie. Zadrżały ręce dziesięciu młodym żołnierzom KBW, wyznaczonych do wykonania wyroku na Feliksie Selmanowiczu "Zagończyku" i Danucie Siedzikównie "Ince". Czy to widok stojącej przed nimi i patrzącej im prosto w oczy nastoletniej dziewczyny sprawił, że spudłowali z kilku metrów?

Zdjęcie

Danuta Siedzikówna "Inka" (1928-1946) /IPN /
Danuta Siedzikówna "Inka" (1928-1946)
/IPN /

28 sierpnia 1946 r. w podziemiach gdańskiego więzienia przy ul Kurkowej, po seriach oddanych z pepesz, padły jeszcze strzały z pistoletu. Dowódca oddziału KBW Franciszek Sawicki, czerwonoarmista w polskim mundurze, dobił skazańców. Metodą KGB. Strzałem w głowę.

Feliks Selmanowicz był żołnierzem, który o wolną Polskę bił się już w 1918 r. jako 14-letni chłopiec. Walczył w wojnie z bolszewikami w 1920 r., z Niemcami w wojnie 1939 r. i w podziemiu na Wileńszczyźnie. Internowany po wkroczeniu sowietów, uciekł z zesłania do Kaługi i wrócił do Polski. Znów walczył pod komendą dawnego dowódcy mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" w 5 Wileńskiej Brygadzie Armii Krajowej, działającej na Pomorzu. W dniu egzekucji napisał do syna: "Kochaj Polskę (...), bądź posłuszny matce". List odnaleziono dopiero po 60. latach w archiwach po dawnym UB.

Reklama

Danuta Siedzikówna do Armii Krajowej wstąpiła w grudniu 1943 r., po tym jak Gestapo rozstrzelało jej matkę (w tym czasie nie żył już także jej ojciec, który zmarł z wycieńczenia w Teheranie, wkrótce po uwolnieniu z syberyjskich łagrów). Do oddziału "Łupaszki" trafiła w czerwcu 1945 r., odbita przez podziemie z rąk NKWD. Po kliku miesiącach zaczęła naukę w gimnazjum, by wiosną 1946 r. znów trafić w szeregi 5. Wileńskiej Brygady jako sanitariuszka i łączniczka. Opatrywała rannych kolegów z oddziału, ale zachowały się zeznania o pomocy udzielanej milicjantom i UB-owcom. Na karę śmierci niespełna 18-letnia sanitariuszka "Inka" została na podstawie sfabrykowanych oskarżeń o rzekomo wydawane rozkazy rozstrzelania pojmanych przez podziemie funkcjonariuszy bezpieki.

Z więzienia przekazała pożegnalny gryps ze słowami: "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba". "Inka" zginęła sześc dni przed swoimi 18. urodzinami. Babcia przeżyła wnuczkę o pięć lat.

Piotr Szubarczyk w publikacji "Inka. Dziewczyna niezłomna" (Wydawnictwo AA, Kraków 2016) opisuje m.in. ostatnie chwile Danuty Siedzikówny i Feliksa Selmanowicza. 

Można było...

Milicjant Mieczysław Mazur nie musiał w latach 90. niczego odwoływać. Powiedział to samo, co w 1946 roku przed komunistycznym "sądem". Spotkał "Inkę" podczas akcji pod Sulęczynem, w powiecie kartuskim, na Kaszubach. Był ranny.

Zdjęcie

Piotr Szubarczyk "Inka. Dziewczyna niezłomna" Wydawnictwo AA, Kraków 2016
/materiały prasowe

Kiedy szwadron "Żelaznego" pospiesznie się wycofywał, "Inka" pomyślała także o rannym milicjancie i przed odjazdem podała mu opatrunek. To prawdopodobnie uratowało mu życie. W roku 1993 Mazur powiedział: Dziewczyna ta występowała w grupie żołnierzy podziemia [...] jako sanitariuszka, z torbą czerwonego krzyża [...]. To była młoda, ładna dziewczyna.

Zeznanie z 1946 roku jakoś nie zaszkodziło Mazurowi. Pozostał w milicji. Może więc warto inaczej spojrzeć na zeznania w rodzaju "bałem się", "takie to były czasy...", "przepraszam, że musiałem"?

A jak ocenić prokuratora, który po latach opowiada, że sprawę "Inki" wciśnięto mu na korytarzu i musiał robić to, co kazali, czyli wnioskować o karę śmierci? Potem się okazało, że kłamał. Tego samego dnia jeszcze dwukrotnie żądał kary śmierci - dla osób równie młodych i równie niewinnych jak "Inka".

Wśród sędziów, którzy 3 sierpnia 1946 roku skazali "Inkę" na śmierć, zgodnie z ubeckim poleceniem, zasługuje na uwagę kpt. Kazimierz Nizio-Narski. W czasie wojny pracował w niemieckiej Kriminalpolizei. Już po sprawie "Inki" zostanie zdegradowany do stopnia szeregowca i skazany na 8 lat więzienia. Za to, że był w Kripo? Nie. "Za ukrycie tego faktu przed władzami"...

Spowiedź i śmierć

Ksiądz Marian Prusak był wikarym w gdańskim kościele garnizonowym. W roku 2001 powiedział pracownikom IPN w Gdańsku:

Zdjęcie

Danuta Siedzikówna, zdjęcie z roku 1944. Fot. archiwum rodzinne koleżanki "Inki" /materiały prasowe
Danuta Siedzikówna, zdjęcie z roku 1944. Fot. archiwum rodzinne koleżanki "Inki"
/materiały prasowe

"Kiedy po mnie przyjechali, była noc - pierwsza, może druga [...]. Uczestnictwo w egzekucji przyjąłem z niechęcią, choć to przecież obowiązek. [...]. Oddziałowy zaprowadził mnie najpierw do tego pana [Feliksa Selmanowicza "Zagończyka"]. Kiedy wszedłem do celi, widziałem przeraźliwy smutek w jego twarzy. Pierwsze słowa, z którymi zwrócił się do mnie, brzmiały: - No tak, jednak nie skorzystano z prawa łaski... [...].

Potem przeprowadzono mnie do celi, w której na śmierć czekała młoda, szczupła dziewczyna w letniej sukience. Przyjęła mnie nadzwyczaj spokojnie, wyspowiadała się, a potem wyraziła życzenie, żeby o wyroku i o śmierci powiadomić jej siostrę. Mówiła to ciągle tak, jakby się nadal spowiadała. Czuliśmy, że możemy być obserwowani. Podała mi adres [...].

W końcu poprowadzono mnie schodami, jakby do piwnicy. Oni już tam byli. Zdaje się w kajdankach albo z zawiązanymi rękami. Sala była niewielka, jak dwa pokoje. Miałem krzyż, dałem go do pocałowania. Chciano im zawiązać oczy,  [skazani] nie pozwolili. Obok czekała zgraja ludzi, tak że było dosyć ciasno. Był wojskowy prokurator i pełno jakichś młodych ubowców.

Zdjęcie

Danuta Siedzikówna, zdjęcie z kwietnia 1945 r. Fot. z archiwum rodzinnego siostry /materiały prasowe
Danuta Siedzikówna, zdjęcie z kwietnia 1945 r. Fot. z archiwum rodzinnego siostry
/materiały prasowe

Ustawiono nieszczęśników pod słupkami. W rogu był stolik, skąd prokurator odczytywał wyrok i skąd dał rozkaz wykonania egzekucji. Była taka jakby wnęka, chyba czerwona nie otynkowana cegła, były słupki do połowy wysokości człowieka. Postawiono ich przy nich, nie pamiętam czy ich przywiązano. Ci, którzy tam stali, nie uszanowali powagi śmierci. Obrzucili skazańców obelżywymi słowami a prokurator odczytał uzasadnienie wyroku i poinformował, że nie było ułaskawienia.

Jego ostatnie słowa brzmiały: "Po zdrajcach narodu polskiego, ognia!".

W tym momencie skazani krzyknęli, jakby się wcześniej umówili: "Niech żyje Polska!".

Potem salwa i osunęli się na ziemię [...].

Uroczystości pogrzebowe "Inki" i "Zagończyka"

liczba zdjęć: 15

Nie mogłem na to patrzeć, ale pamiętam, że obydwoje po tej salwie żyli.

Wtedy podszedł oficer i dobił ich strzałami w głowę.

Nie wiem, kto to był. To było dla mnie nie do zniesienia [...].

Nie pamiętam, jak się znalazłem w samochodzie [...].

Mało z kim dzieliłem się tymi wspomnieniami. Nawet rodzinie nic nie powiedziałem. Zachowałem to w sobie. Śmierć "Inki" i "Zagończyka" przeżyłem jak śmierć kogoś bliskiego..."

----------

Piotr Szubarczyk "Inka. Dziewczyna niezłomna" Wydawnictwo AA, Kraków 2016

Artykuł pochodzi z kategorii: Książka do historii