Drogi polskich żołnierzy podczas II wojny światowej były bardzo różne, przeważnie kręte i nierzadko wiodły przez kraje dla nas egzotyczne. W pierwszych latach wojny wśród tych dziesiątek tysięcy tułaczych dróg było kilka bardzo typowych tras.

Zdjęcie

Generał Władysław Anders wśród żołnierzy uratowanych z sowieckich łagrów /Archiwum autora
Generał Władysław Anders wśród żołnierzy uratowanych z sowieckich łagrów
/Archiwum autora

Dwie najczęściej powtarzające się w życiorysach żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych to podróże z obozów internowania na Węgrzech i Rumunii do Armii Polskiej we Francji oraz nieludzka droga przez Rosję sowiecką do Armii Andersa.

Pamięci
sierż. Kazimierza Żebrowskiego,
mojego dziadka,

Przez 45 lat po zakończeniu II wojny światowej milczano na temat losów polskich żołnierzy w Rosji sowieckiej po 17 września 1939 roku. Nie ma co się dziwić, opowieść ta ma w sobie takie wątki jak: Katyń, Miednoje, syberyjskie łagry czy więzienia NKWD. Poza tym ilość ofiar nie szła tam w setki zgonów a w dziesiątki tysięcy. Tym, którzy przeżyli 2 lata w sowieckiej niewoli życie uratował Układ Sikorski - Majski i powstająca na wschodzie Armia Polska, pod dowództwem gen. Władysława Andersa.         

Reklama

W tym artykule na podstawie losów jednego, szeregowego żołnierza, chce pokazać typową drogę polskiego żołnierza, przez sowiecką Rosję do Polskich Sił Zbrojnych. Tym żołnierzem był mój dziadek - Kazimierz Żebrowski. Ze względu na ograniczenia edytorskie zapis jest bardzo skrócony i pobieżny. Bardzo podobną opowieść można znaleźć w kwartalniku KARTA nr 35 / 2002 (str. 4 - 37), gdzie Jacek Łopuszański szerzej i głębiej opisuje poszczególne wątki podobnej drogi.

Zdjęcie

Posiłek żołnierzy-tułaczy, którym udało się dotrzeć do obozu Armii Polskiej w ZSRR /Archiwum autora
Posiłek żołnierzy-tułaczy, którym udało się dotrzeć do obozu Armii Polskiej w ZSRR
/Archiwum autora

Jeden z wielu

Kazimierz Żebrowski urodził się 27 lutego1909 r. w Warszawie. Po zdobyciu przyzwoitego wykształcenia - 4 klasy gimnazjum i 2 lata szkoły rzemieślniczej - odbył zasadniczą służbę wojskową w 2 Baonie Balonowym w Jabłonnej (1932 - 1934). Tam zdobył specjalność radiotelegrafisty.

Po wojsku rozpoczął pracę w Państwowych Zakładach Inżynierii (PZInż.), gdzie powstawały m.in. motocykle Sokół, Polskie Fiaty i cała gama pojazdów wojskowych. W 1938 roku, skuszony prawie dwukrotnie większą pensją, zmienił posadę i przeniósł się do Fabryki Amunicji "Pocisk", znajdującej się na warszawskiej Pradze. Jako pracownik zakładu zbrojeniowego nie był mobilizowany we wrześniu 1939 roku. Jednak po zaprzestaniu produkcji, spowodowanej zniszczeniem fabryki, 10 września 1939 roku, w podwarszawskiej Falenicy zgłosił się na ochotnika do obrony stolicy.

19 września 1939 roku dostał się do niewoli niemieckiej i został odtransportowany do stalagu I A, znajdującego się koło Królewca. Przebywał tam do lipca 1940 roku, kiedy to uciekł z obozu i przedostał się na Litwę. Tam po kilku dniach został aresztowany przez bolszewików i przez blisko rok przebywał w więzieniu w Wilnie. To krótkie zdanie mieści w sobie niezliczoną ilość przesłuchań przez NKWD, tortury i bardzo ciężkie warunki bytowe.

W czerwcu 1941 roku, "za nielegalne przekroczenie granicy" został skazany na 3 lata ciężkich robót w łagrze. Miał szczęście, po 3 miesiącach pobytu w Workucie został zwolniony na skutek umowy Sikorski - Majski. Trwałym śladem po więzieniu i łagrze było kilka chorób, które dawały o sobie znać do końca życia.

Znowu polski żołnierz

Po zwolnieniu z łagru szeregowy Kazimierz Żebrowski zgłosił się do punktu mobilizacyjnego Armii Polskiej na Wschodzie dowodzonej przez gen. Andersa. Razem z sobie podobnymi żołnierzami przeszedł kilkumiesięczny tułaczy szlak tej armii na ziemi sowieckiej aż do ewakuacji do Iranu. W marcu 1942 roku, został przetransportowany do Pahlawi w Iranie. Ewakuacja Polaków z Rosji do Iranu trwała aż do września 1942 roku i w jej ramach ZSRR łącznie opuściło 115742 osób, w tym: 78470 żołnierzy i 37272 cywilów (13948 dzieci).

W kilka dni po przybyciu do Iranu, jeszcze w marcu 1942 roku, Kazimierz Żebrowski został przeniesiony do polskiego lotnictwa, do Szkocji. Lotnictwo w Wielkiej Brytanii, ze względu na intensywne działania, ponosiło duże straty i w żołnierzach wyprowadzonych z nieludzkiej ziemi sowieckiej upatrywało możliwości uzupełnień. Mój dziadek, jako radiotelegrafista z oddziałów balonowych, był dobrym kandydatem, bo już częściowo wyszkolonym. Po przeniesieniu rozpoczął intensywne szkolenie i zaczął awansować.

W lipcu 1943 roku otrzymał znak i specjalność strzelca samolotowego, a kilka miesięcy później, w stopniu sierżanta, został przeniesiony do Ośrodka Wyszkolenia Załóg Bombowych (18 O.T.U). Loty bojowe rozpoczął w marcu 1944 roku. W czerwcu przeniesiony został do polskiego 300 Dywizjonu Bombowego im. "Ziemi Mazowieckiej". Rozpoczął loty bojowe z bombardowaniami miast niemieckich i obiektów militarnych we Francji. Loty nad Niemcy oznaczane były w dzienniku nawigacyjnych nazwą miasta (np. Stuttgart, Kiel) lub "X- Country". Latał jako członek załogi samolotami: Halifax, Wellington, Lancaster.  

W sierpniu 1944 roku jego załoga odbywała loty na bombardowanie pozycji niemieckich pod Falaise, gdzie walczyła polska 1 Dywizja Pancerna dowodzona przez gen. Stanisława Maczka. W tych akcjach latali wszyscy, nawet dowódca dywizjonu - mjr Teofil Pożyczka.

27 sierpnia 1944 roku Kazimierz Żebrowski został przeniesiony do 301 Dywizjonu (Eskadra 1586) stacjonującego we Włoszech. W 5. rocznicę wybuchu wojny, 1 września 1944 roku, samolot mojego dziadka wystartował z Brindisi do lotu do Polski, ze zrzutem dla oddziałów stacjonujących w Puszczy Kampinoskiej. Dolecieli, ale nie mogli znaleźć punktu zrzutowego. W drodze powrotnej zestrzelono ich nad Węgrami. Zginął tylko pilot, reszta załogi uratowała się skacząc na spadochronach. Za ten lot dziadek otrzymał pierwszy Krzyż Walecznych. Drugi, za całokształt służby.

"(...) Na interwencję polskiego Rządu Londyńskiego, Air Ministry zezwoliło załogom polskim - jak określono w depeszy - na ochotnicze hazardowe loty do Warszawy. Wszystkie polskie załogi zgłosiły gotowość do lotów ze zrzutami dla Powstania Warszawskiego. Odtąd, jeżeli tylko warunki atmosferyczne zezwalały, każdej nocy pojawiały się nad walczącą Warszawą czterosilnikowe Halifaxy i Liberatory z polskimi załogami. W sierpniu Eskadra polska wykonała 80 lotów do Warszawy. (...)
1 września Eskadra 1586 miała na stanie 49 samolotów, ale tylko 12 zdolnych do lotów. 37 było postrzelanych i wymagało gruntownego remontu. Uzupełnienie załóg przedstawiało trudny do rozwiązania problem, bowiem stare załogi szybko wykruszały się. Przydzielono załogi z Dywizjonu Bombowego 300 Ziemi Mazowieckiej, z lotnictwa transportowego i lotniczej szkoły załóg bombowych w Kanadzie. Były to jednak załogi nieprzygotowane do zadań, jakie wykonywano z Włoch. Załogi z Dywizjonu 300 latały dotąd na Lancasterach, do Halifaxów nie miały zaufania, nazywając je latającymi trumnami.
Wszystko to powodowało, że we wrześniu 1944 roku polska Eskadra wykonała ze zrzutami do Warszawy jedynie 17 lotów, lecz 8 załóg nie powróciło z tych lotów do bazy. (...)"
Wacław Król "Zarys działań polskiego lotnictwa w Wielkiej Brytanii 1940 - 1945", Warszawa 1990.

Po zestrzeleniu ocaleni członkowie załogi dostali się do niemieckiego Stalagu Luft 3 znajdującego się w Żaganiu. Tego samego, który kilka miesięcy wcześniej wsławił się "Wielką ucieczką".

Kilka miesięcy później został przeniesiony do Stalagu Luft 4, zlokalizowanego koło Białogardu na Pomorzu Zachodnim. Zimą 1944r.  wziął udział w 800 kilometrowym "Marszu śmierci" podczas ewakuacji obozu na zachód. Tak trafił do Stalagu XI B, w którym osadzani byli również Powstańcy Warszawscy. W tym obozie spotkał m.in. Waleriana Bieleckiego ("inż. Jan") konstruktora powstańczego wozu bojowego "Kubuś".

W oczekiwaniu na Wolną Polskę

Po wyzwoleniu obozu, w maju 1945 roku, Kazimierz Żebrowski powrócił do Anglii. Służył w wojsku polskim do 1949 roku. W służbowej ankiecie, sporządzonej już po zakończeniu wojny (prawdopodobnie w połowie 1946 roku), napisał, że nie planuje pozostać w Anglii. Chciał wracać do kraju. Miał tu rodzinę - ojca, żonę i córkę, która w momencie opuszczania przez niego Polski miała zaledwie 10 miesięcy. Chciał wrócić do Polski, ale wolnej, nie pod okupacją sowiecką. Tak jak tysiące polskich żołnierzy PSZ czekał na III wojnę, która pozwoliłaby im wrócić do Wolnej Polski. Czekali, nie chcieli przyjmować obywatelstwa angielskiego, nie planowali tam zostawać, mieli swój kraj tylko tymczasowo pod okupacją sowiecką. Utrzymywali się z pracy dorywczych: w fabrykach, jako ochroniarze, na farmach. Cóż, nie było to uwłaczające, jeżeli zdamy sobie sprawę, że gen. Maczek pracował jako barman, gen. Sosabowski jako magazynier, a gen. Pełczyński zajmował się sprzątaniem.

Czekali, kiedy okazało się, że moment powrotu do Wolnej Polski nie nastąpi szybko, próbowali rozpocząć normalne życie. Mój dziadek przyjął obywatelstwo angielskie dopiero w połowie lat 60. Jego angielski paszport, a właściwie "Travel document" miał klauzulę - All countries axcept Poland (wszystkie kraje oprócz Polski).

Rozpoczęcie nowego życia było trudne, ostatnie lata spędzone na emigracyjnym marginesie, w oczekiwaniu, wyczerpało ich fizycznie i psychicznie. Nie wiedzieli co mają ze sobą zrobić. W wieku 40 - 50 lat, bez rodzin, bez pomysłu na dalsze życie powoli dogorywali. Wieści z Polski były dodatkowym ciężarem, który ich pogrążał.

Mój dziadek Kazimierz Żebrowski zmarł w 1973 roku. Miał zaledwie 64 lata. Lekarz stwierdził, że poważny wpływ na stan jego zdrowia miał okres więzienia w Rosji.

Lekceważony problem

Media przeważnie mówią o śmiertelnych ofiarach II wojny światowej i okresu stalinowskiego. Bardzo rzadko słychać stwierdzenia o tragediach rodzin, które zostały rozdzielone przez wojnę i powojenny podział Europy. Nie mówi się o dzieciach wychowywanych bez ojców, czy wnukach wychowywanych bez dziadków. O matkach, ojcach, którzy nie mogli spotkać swoich synów - żołnierzy. O żonach, które czekały.

To wielka tragedia wielu milionów Polaków. To tragedia, która dotknęła wiele polskich rodzin. Nawet jeżeli ktoś wrócił z Zachodu, albo wyszedł z lasu, jako żołnierz AK, NSZ (NZW) lub BCh, to na przynajmniej 7 - 8 lat (w okresie 1945 - 1956) trafiał do więzienia lub sowieckiego lagru.       

Powinniśmy zdać sobie sprawę z wpływów przymusowej rozłąki na historię naszych rodzin, na nasze życie dziś.

Tomasz Szczerbicki

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska walcząca

Więcej na temat:2 Korpus Polski