Pan premier Mazowiecki w swojej politycznej drodze miał niesłychany dar długoterminowego zrozumienia wyzwań. A do tego jego skromność i prostota były absolutnie stuprocentowe - mówi w rozmowie z INTERIA.PL prof. Bogdan Szajkowski, wspominając legendę PRL-owskiej opozycji i pierwszego premiera Rzeczpospolitej Polskiej po 1989 roku.

Zdjęcie

Tadeusz Mazowiecki /AFP
Tadeusz Mazowiecki
/AFP

Mateusz Lubiński, INTERIA.PL: - Kiedy pierwszy raz usłyszał pan nazwisko Mazowiecki?

Prof. Bogdan  Szajkowski: - Pamiętam, jak został internowany (Tadeusz Mazowiecki został internowany po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku - przyp. red.). Miałem listę osób zatrzymanych i zacząłem robić badania, kto to jest. Od tego momentu - jako politolog - byłem nim zafascynowany. Jak został premierem pierwszego rządu postkomunistycznego, to było to dla mnie coś zupełnie wyjątkowego.

Reklama

Jak się poznaliście?

- Zainicjowałem propozycję, żeby Tadeusz Mazowiecki otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Exeter. To była bardzo skomplikowana inicjatywa, która zajęła kilkanaście miesięcy mojej pracy. Ale wreszcie wszystko zostało zapięte na ostatni guzik i pan Mazowiecki jako pierwszy i jedyny przedstawiciel Europy Wschodniej miał dostać to wyróżnienie na specjalnej gali, wraz z laureatem Pokojowej Nagrody Nobla arcybiskupem Desmondem Tutu z Johannesburga.

- Przez biuro Mazowieckiego byliśmy umówieni na spotkanie w barze, o tej i o tej godzinie... I przyjechał Mazowiecki, którego nigdy wcześniej nie spotkałem, samochodem ambasadora z polską flagą. Przywitaliśmy go z moją żoną, wymieniliśmy uprzejmości i on usiadł koło mnie, pochylił się i zapytał: "Panie profesorze, a dlaczego ja?".

Co pan odpowiedział?

- Ja byłem w absolutnym szoku i nie wiedziałem z początku, jak zareagować, bo proszę sobie wyobrazić, że przyjeżdża ten wielki człowiek, którego dokonania opisywałem w swojej pracy akademickiej i dokumentowałem jako promotor jego doktoratu honoris causa, wreszcie mamy tego wielkiego człowieka na miejscu i on zadaje to pytanie: "Dlaczego ja?".

- Ale w końcu powiedziałem, że jego wkład w ukształtowanie się kontynentu europejskiego w tej obecnej formie jest jednym z najważniejszych. "No to na pewno nie ja!" - odpowiedział.

- Przyznając mu doktorat honoris causa mój uniwersytet wziął pod uwagę przede wszystkim trzy okoliczności: po pierwsze, jego wielki wkład w działalność opozycji PRL-owskiej od samych początków jej istnienia; po drugie, jego zaangażowanie w działalność instytucji międzynarodowych, szczególnie Komisję Praw Człowieka ONZ, gdzie miał wielki wkład, a po trzecie i najważniejsze, jego wkład w ukształtowanie obecnej architektury Europy i europejskiego porządku międzynarodowego.

Jak pan zapamięta Tadeusza Mazowieckiego?

- Jako wspaniałego człowieka! Takich ludzi w życiu spotyka się bardzo rzadko. Od czasu naszego spotkania wymienialiśmy się listami regularnie, to jest spora korespondencja, a co się w bezpośrednim kontakcie z panem Mazowieckim zauważało i co cały czas się wybija na plan pierwszy - także w jego listach - to niesłychana skromność i otwartość.

- Myślę, że bardzo przypominał pod tym względem obecnego papieża Franciszka. Był zawsze otwarty na nowe idee, ale przy tym bardzo spokojny i powolnie rozważający wszystkie argumenty. Zarzucano mu powolność w podejmowaniu decyzji, ale to było po prostu związane z tym, że to były rozważania osoby z głęboką duchowością.

- Nigdy nie odczułem rozmawiając z nim jakiegoś niesmaku, czy, nie daj Boże, nienawiści. Nie spotkałem się, naprawdę z tym, to jest ciekawe, żeby on coś złego o kimś powiedział. To świadczy o jego głębokiej niezwykłej skromności i duchowości. I nie mówię o nim tak dlatego, że jest zasada, że o zmarłych się źle nie mówi. Jestem politologiem, który jest zainteresowany realistyczną oceną, jak najbardziej, ale w tym przypadku uważam, to jest właśnie taka realistyczna ocena.

Co było charakterystyczną cechą Mazowieckiego jako polityka, co go wyróżniało?

- Niewielu komentatorów teraz o tym mówi, ale  przede wszystkim to, że Mazowiecki miał niesłychany dar długoterminowego rozumienia wyzwań. Jego polityka to nie była polityka z dnia na dzień, on miał wizję. Ta wizja, wgląd w to, co z perspektywy długoterminowej jest najważniejsze, wspaniale można zobaczyć w jego przedsięwzięciach w związku z polską granicą zachodnią (14 listopada 1990 roku podpisano traktat  potwierdzający granicę między Polską i Niemcami - przyp. red.).

- To było coś wspaniałego, bo wtedy była naprawdę otwarta możliwość, że tę granicę będzie się negocjowało, była otwarta kwestia na przykład Szczecina, a on zabrał się za to zaraz po zostaniu premierem. I to było wspaniałe, bo bez tej zachodniej granicy to nie byłoby współczesnej architektury Europy. Wszystko by było negocjowane i nie wiadomo, do czego by to doprowadziło. Bez tego nie byłoby konsolidacji Unii Europejskiej.

Zdjęcie

Na zdjęciu Tadeusz Mazowiecki i prof. Bogdan Szajkowski (Exeter) /University of Exeter /INTERIA.PL
Na zdjęciu Tadeusz Mazowiecki i prof. Bogdan Szajkowski (Exeter)
/University of Exeter /INTERIA.PL

- I on miał właśnie takie długoterminowe spojrzenie, widoczne także poparcie dla bardzo bolesnych reform Balcerowicza, bez których jednak Polska nie utrzymałaby się ekonomicznie. To sprawia, że jest postacią na scenie politycznej nie tylko Polski, ale i całej Europy, wyjątkową.

12 września 1989 roku w swoim expose premier Mazowiecki powiedział: "Jestem świadom, że dla moich rodaków najważniejsze jest pytanie, czy może być lepiej". Duża część polskich komentatorów i polityków od tego czasu poświęca swój czas rozważaniom, czy w tych pierwszych miesiącach istnienia Rzeczpospolitej Polskiej można było coś zrobić inaczej, lepiej. Wystawia się Mazowieckiemu negatywne oceny. Czy pana zdaniem mogło być lepiej?

- Przemiany musiały być bardo trudne. Nagle trzeba było nie tylko zmienić cały system, zbudować nowe instytucje, partie polityczne, zmieniła się rola Kościoła itd. Ale trzeba było też w pewnym sensie przekształcić sposób myślenia znacznej większości Polaków - i to było trudne, bardzo bolesne.

- To nie jest taka prosta sprawa, że jeśli ktoś zadeklaruje, iż od dziś jest demokracja, to jest demokracja i jest pięknie. Wprost przeciwnie. Ale jak popatrzymy na Polskę dzisiaj i porównamy ją z tym, co było, jak Mazowiecki zostawał premierem, to przecież nasz kraj to ważny członek Unii Europejskiej z walutą, która broni się przed kryzysem. Rzecz, o której wtedy można było tylko śnić!

- To Mazowiecki odegrał decydującą rolę w inicjacji procesu, który sprawił, że Polska jest znaczącą częścią Europy dzisiaj.

- Czy mogłoby być lepiej? To jest problem, który się zawsze powtarza z punktu widzenia perspektywy historycznej. Oczywiście, że to, co jest dzisiaj, jutro już będzie inaczej wyglądało i patrząc na dziś z punktu widzenia jutra, to można się zastanawiać, że można coś było inaczej zrobić. Perspektywy historyczne są interesujące dla historyków, ale nie są właściwie pomocne, jeśli chodzi o zrozumienie sedna sprawy.

- Ja przypuszczam, że jakby zadać to pytanie dzisiaj Tadeuszowi Mazowieckiemu, to by powiedział, że oczywiście można było. Ale to jest to, co my widzimy dzisiaj, a czy były takie możliwości w tym momencie, w tym czasie, nie jestem pewien. Podejmowanie decyzji wymaga odwagi, której Mazowieckiemu nie zabrakło i dlatego dzisiaj możemy go wymienić obok Karola Wojtyły wśród najwybitniejszych Polaków XX wieku.

-----

Bogdan Szajkowski - emerytowany profesor University of Exeter, profesor zwyczajny w Instytucie Socjologii UMCS w Lublinie, promotor doktoratu honoris causa przyznanego Tadeuszowi Mazowieckiemu przez Uniwersytet Exeter w 1998 roku.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska współczesna