Błyskawiczne powstanie prężnej konspiracyjnej organizacji, skupiającej setki aktywnych działaczy, dysponującej własnym kontrwywiadem, dziesiątkami tytułów prasy i podziemną radiofonią – było efektem umiejętnego zagospodarowania potencjału społecznego protestu przeciw poczynaniom komunistycznego reżimu. Zagospodarowywano tym sposobem także potencjał narastającego rozczarowania indolencją przywództwa NSZZ Solidarność.

Zdjęcie

"Solidarność żyje" - rok 1982, Warszawa. /Piotr Cieśla /Agencja FORUM
"Solidarność żyje" - rok 1982, Warszawa.
/Piotr Cieśla /Agencja FORUM

Już 13 grudnia 1981 wielu ludzi Solidarności uważało, że jednym z najpilniejszych zadań jest utworzenie jednej ogólnopolskiej centrali społecznego oporu. Kornel Morawiecki, wówczas jeden z liderów dolnośląskiej "S" był zdania, że jak najszybciej powinno powstać coś na kształt podziemnego Rządu Narodowego, działającego w Polsce w latach Powstania Styczniowego. Ośrodek taki mógłby wskazywać kierunki działań, podejmowanych w skali całego kraju.

Kornel Morawiecki. Zawsze w walce o wolną Polskę

liczba zdjęć: 27

Koordynacja społecznej aktywności była tym bardziej potrzebna, im bardziej reżim Jaruzelskiego dążył do atomizacji wszystkich niezależnych sił społecznych. Wywodzący się z Dolnego Śląska Członek Komisji krajowej NSZZ Solidarność Eugeniusz Szumiejko, którego wprowadzenie stanu wojennego zastało na Wybrzeżu, natychmiast podjął inicjatywę utworzenia Ogólnopolskiego Komitetu Oporu. Szumiejko zabiegał, aby w skład OKO weszli ukrywający się liderzy regionalnych struktur związku. Na jego propozycję aktywnie odpowiedziało tylko jedno podziemne środowisko - krąg opozycyjnych działaczy skupionych wokół Kornela Morawieckiego.

Reklama

Reakcja innych była negatywna. Szumiejko został obrzucony zarzutami. Jeden z liderów mazowieckiej Solidarności posunął się do stwierdzenia, że "Ogólnopolski Komitet Oporu na kilometr śmierdział ubecją". Zarzut ten nigdy nie znalazł jakiegokolwiek uzasadnienia, a Szumiejko do dziś nie został przeproszony za wysuwane przeciwko niemu inwektywy. Środowisko ludzi "S", nastawione na aktywny opór wobec władz PRL-u, odebrało postawę ukrywających się liderów związku jako dążenie działaczy sparaliżowanych całkowitą indolencją do usprawiedliwienia własnej bierności.

Także Kornel Morawiecki już w pierwszych dniach stanu wojennego apelował do Władysława Frasyniuka i innych liderów związku, by jak najszybciej powołać centralny ośrodek solidarnościowego przywództwa. Morawiecki wskazywał, że czas pracuje na niekorzyść Solidarności. Przewidywał, że bierność jej przywódców doprowadzi do załamania społecznych nastrojów i pogrążenia Polski w nocy stanu wojennego na długie lata.

Dzięki informacjom zdobytym przez Marka Petrusewicza (osobie całkowicie pominiętej w filmie Jerzego Krzystka "80 milionów" i większości publikacji na ten temat) dolnośląska Solidarność dysponowała dużym zapasem gotówki. Kornel Morawiecki proponował, by pieniądze te przeznaczać przede wszystkim na pomoc rodzinom ofiar represji. W kolejnych listach do ukrywających się przywódców NSZZ Solidarność Morawiecki pisał: "Stwórzmy sytuację, w której każdy działacz Solidarności będzie miał pewność, że jeśli trafi do więzienia, jego rodzina nie będzie przymierała głodem. Uratowane pieniądze związku powinny służyć dziś ludziom, którzy w walce o prawa związkowe narażają bezpieczeństwo swoich rodzin". Również te apele nie znajdowały zrozumienia.

Kornel Morawiecki różnił się też od Władysława Frasyniuka poglądem na temat metod prowadzonej walki. Frasyniuk był zwolennikiem krótkich strajków. Morawiecki uważał, że taka metoda jedynie dekonspiruje działaczy i bardziej ofiarnych zwolenników Solidarności, którzy po każdym takim strajku są dyscyplinarnie zwalniani z pracy.

Zastanawiające jest dlaczego do utworzenia konspiracyjnej Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ Solidarność doszło dopiero w piątym miesiącu stanu wojennego - 22 kwietnia 1982, kiedy w społeczeństwie zaczęły już zwyciężać nastroje wycofania i apatii.

We Wrocławiu rozgoryczenie taką sytuacją miało powody szczególne. Na apel TKK NSZZ Solidarność 1 i 3 maja 1982 w wielu miastach Polski odbyły się wielotysięczne manifestacje. W stolicy Dolnego Śląska do nich nie doszło, gdyż swój sprzeciw w tej sprawie wyraził Władysław Frasyniuk.

Manifestacja we Wrocławiu 31 sierpnia 1982 roku: Kiedy ZOMO uciekało w panice

Po szoku wywołanym wprowadzeniem stanu wojennego społeczeństwo wypracowało sposoby na prowadzenie oporu. Jednym z nich było organizowanie manifestacji. Do pierwszej fali demonstracji doszło w kilkudziesięciu miastach Polski 1 i 3 maja 1982 r. Panowało powszechne przekonanie, że do decydującej... czytaj więcej

Decyzja ta w szerokich opozycyjnych kręgach Wrocławia spowodowała niemal wrzenie. Do przywództwa związku i redakcji podziemnych czasopism nadchodziły przepełnione goryczą listy z pełnymi emocji zdaniami: "Brak demonstracji we Wrocławiu pozwolił skupić siły ZOMO w innych miastach! Zmuszacie nas do dezercji, która odbija się na plecach naszych braci z Gdańska i Szczecina!". Padały pytania o "przyczyny bierności, o jakikolwiek kierunek działań Solidarności, gdyż żadnego nie sposób się dopatrzeć".

Podobne pytania padały na konspiracyjnych spotkaniach, w których uczestniczył Frasyniuk i Morawiecki. Na przełomie maja i czerwca 1982 jedno z nich doprowadziło do decyzji stworzenia nowej organizacji. Zbigniew Oziewicz i Tadeusz Świerczewski zaproponowali dla niej nazwę: Solidarność Walcząca. W pierwszej swej publikacji, wydrukowanej na początku czerwca 1982 "Porozumienie Solidarność Walcząca" zadeklarowało całkowitą lojalność i nieograniczone poparcie dla NSZZ Solidarność. Zarazem stwierdzało ono, że zastrzega sobie prawo do własnych inicjatyw. Informowało, że nie jest związkiem zawodowym, lecz organizacją polityczną, stawiającą sobie cele daleko dalsze od przywrócenia praw związkowych. Celami tymi stawała się pełna niepodległość Polski, obalenie komunizmu i demontaż systemu sowieckiego.

Ulotki SW rozsypywane we Wrocławiu w pierwszej dekadzie czerwca 1982 wzywały do demonstracji w dniu 13 czerwca 1982. Skala odpowiedzi wrocławian na ten apel zaskoczyła i reżim i podziemie. Pomimo zaangażowania ogromnych sił milicyjnych duża część miasta na kilkanaście godzin została opanowana przez demonstrantów. Po zabarykadowaniu kilkunastu ulic rejon wrocławskiego placu Pereca został przez demonstrantów okrzyknięty "polskim terytorium wyzwolonym spod komunistycznej władzy".

W kolejnych tygodniach do organizacji Kornela Morawieckiego z propozycją bliskiej współpracy zgłaszały się coraz liczniejsze komórki konspiracji. W kręgach opozycji Polski południowo-zachodniej coraz bardziej ton zaczęła nadawać Solidarność Walcząca...

Andrzej Kołodziej

Artykuł pochodzi z kategorii: PRL