Zdjęcie

Tor wyścigów konnych na Służewcu w Warszawie (1974 r.). Mężczyzna w ortalionowym płaszczu /Wojciech Kryński    /Agencja FORUM
Tor wyścigów konnych na Służewcu w Warszawie (1974 r.). Mężczyzna w ortalionowym płaszczu
/Wojciech Kryński /Agencja FORUM

W latach 60. gładkie płaszcze ortalionowe były synonimem wyszukanej elegancji. Noszono je na wszystkie okazje z wyjątkiem ślubu, bo jak podpowiadał tygodnik „Przekrój”: „mógłby swoim szelestem zakłócić ceremonię”.

Ortalion to nazwa tkaniny poliamidowej wprowadzonej pod koniec lat 50. przez włoską firmę Bemberg.

Reklama

Zanim w PRL-u ruszyła produkcja krajowych włókien sztucznych imitujących ortalion, importowano go prywatnymi kanałami z Włoch.

Prywaciarze dorabiali się fortun, bo tam płaszcz kosztował 2 dolary, a u nas sześć razy więcej.

Zdjęcie

Warszawa, 1962 r. Kobiety w plaszczach ortalionowych /Bogdan Łopieński /Agencja FORUM
Warszawa, 1962 r. Kobiety w plaszczach ortalionowych
/Bogdan Łopieński /Agencja FORUM

Najpopularniejszymi kolorami noszonymi przez Polaków były granatowy, zielony i brązowy. Do tego obowiązkowy pasek, podkładka pod kołnierz i patki na ramionach.

Ortalionowe szaleństwo skończyło się pod koniec lat 70. Wtedy ortaliony nosili nawet ciecie. „Ortalion szary chwytam za bary”– śpiewał zespół Perfect.

Zdjęcie

Warszawa, plac na Rozdrożu - milicjant w służbowym ortalionie legitymujacy obywatelkę /Janusz Fila  /Agencja FORUM
Warszawa, plac na Rozdrożu - milicjant w służbowym ortalionie legitymujacy obywatelkę
/Janusz Fila /Agencja FORUM

Artykuł pochodzi z kategorii: PRL

Dobry Tydzień