Konspiracja, powstająca po wprowadzeniu stanu wojennego, formowała się w sposób podobny do Polskiego Państwa Podziemnego, początkowo składającego się z wielu rozproszonych organizacji. Tak, jak w czasach okupacji hitlerowsko–sowieckiej, tak też w czasie wojny polsko–jaruzelskiej spontaniczne tworzone organizacje z czasem konsolidowały się w struktury duże i dobrze zorganizowane.

Zdjęcie

Lato 1982 r. Stan wojenny we Wrocławiu. Patrol milicyjny na ulicach miasta. Funkcjonariusze uzbrojeni w długą broń /Chris Niedenthal /Agencja FORUM
Lato 1982 r. Stan wojenny we Wrocławiu. Patrol milicyjny na ulicach miasta. Funkcjonariusze uzbrojeni w długą broń
/Chris Niedenthal /Agencja FORUM

Dla niemal całej opozycji i dla zdecydowanej większości przywódców NSZZ Solidarność wprowadzenie stanu wojennego było całkowitym zaskoczeniem. Tylko nieliczne ogniwa związku i jedynie niektóre środowiska działaczy niepodległościowych były przygotowane do działania w warunkach otwartej konfrontacji.

Efekt zaskoczenia

Pozytywnie wyróżniał się pod tym względem region dolnośląski "S", gdzie zdołano uratować przed konfiskatą związkowe fundusze a podziemna sieć drukarska "Biuletynu Dolnośląskiego" przez 16 miesięcy legalnego działania NSZZ Solidarność ani na chwilę nie zrezygnowała z praktykowania ścisłej konspiracji. Ludzie tego środowiska wiele miesięcy przed grudniem 1981 r. mieli przygotowane miejsca, w których mogli się ukryć natychmiast, kiedy tylko władze zaostrzą kurs swej polityki.

Reklama

Kornel Morawiecki. Zawsze w walce o wolną Polskę

liczba zdjęć: 27

Od listopada 1981, kiedy propagandowe ataki rządu PRL osiągały swoje apogeum, ludzie ci starali się już nie nocować w swoich mieszkaniach. Do podobnego zachowania zachęcali innych. Zwykle - bezskutecznie. Stąd w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 kilka tysięcy związkowych liderów bezpieka, wojsko i milicja wyciągała wprost z pościeli, a wielu z tych, którym udało się umknąć, błąkało się po opanowanych przez czołgi miastach, szukając dla siebie jakiegokolwiek bezpiecznego miejsca.

Część działaczy późniejszego solidarnościowego podziemia pierwsze grudniowe noce spędzała na strychach przypadkowych kamienic. Leszek Budrewicz, znany działacz wrocławskiego SKS-u a później Solidarności, przez pierwsze noce stanu wojennego ukrywał się we wnętrzach świątyń, chowając się po ostatniej mszy świętej przed osobami zamykającymi kościoły. Duża część jego przyjaciół została bowiem już pierwszego dnia stanu wojennego uwięziona, inni znajdowali się pod czujną obserwacją, a bliscy znajomi byli tak przerażeni wszechobecnymi represjami, że odmówili udzielenia pomocy.

Początki podziemia w grudniu 1981 r. często tak właśnie wyglądały.

Pierwsze organizacje

W pierwszych dniach stanu wojennego ludzie gotowi do działania zwykle mieli słabą orientację w zaistniałej sytuacji. Nie zawsze było jasne, kto ze współpracowników już siedzi w więzieniu, a kto powinien się tego spodziewać. Często nie było wiadome, kto jest obserwowany przez SB, a kto nie znalazł się jeszcze w obozie internowanych tylko dlatego, że władze kogoś traktują jako przynętę, którą schwytają wraz z większym gronem organizujących się do stawiania oporu.

Pomimo tego już w grudniu 1981 r. zawiązały się organizacje tworzące dalekosiężne programy działania, drukujące swoją prasę i podejmujące spektakularne akcje. Jedną z nich była utworzona we Wrocławiu w grudniu 1981 r. Narodowa Organizacja Wyzwoleńcza "Lechia".

"Standardowy" błąd reżimu

Jednym z mniej rozsądnych kroków, podejmowanych przez różne opresyjne systemy, jest karanie swoich oponentów usunięciem ze szkoły lub pracy. Robotnicy wyrzucani z fabryk za udział w strajkach roku 1905 r. automatycznie zyskiwali czas na to, by zamiast protestów w zakładach zajmować się czymś znacznie groźniejszym.

Podobnie inteligencja, pozbawiona zajęcia w czasie niemieckiej okupacji, od razu zajęła się tajnym nauczaniem i coraz bardziej zaawansowanymi formami konspiracji.

Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża swój rozwój zawdzięczały także temu, że ich działaczy wyrzucano z pracy i relegowano ze szkół wieczorowych. Dzięki temu wielu z nich wreszcie znajdywało czas na to, by w końcu porządnie nauczyć się drukować, by zorganizować kolejne konspiracyjne punkty poligraficzne, by w większym nakładzie wydawać obszerniejszą i lepiej zredagowaną podziemną gazetkę. 

Nie inaczej było w grudniu 1981, kiedy rodzące się niejawne struktury zasilane były aktywnymi i ofiarnymi uczestnikami strajków. Dopóki nie zostali karnie wyrzuceni z pracy - często z trudem znajdowali czas na działalność. Czyli na to, co dla tych ludzi po pozbawieniu zatrudnienia na długie lata stanowiło już główną treść ich życia.

Organizacja o jasnym celu

Wprowadzenie stanu wojennego Antoni Ferenc uznał za narzucenie Polakom realiów uzasadniających stawianie twardego i czynnego oporu. Uczestnicząc w organizowaniu strajku w swoim zakładzie pracy uważał, że teren trzeba przygotować do obrony, której służyć mogą m.in. butle z acetylenem.

Do szturmowania strajkujących wrocławskich fabryk czołgi gen. Jaruzelskiego ruszyły jednak zaskakująco szybko i w zdumiewająco dużej liczbie. Nie przejmowały się przy tym rozbijaniem murów i rozjeżdżaniem stojących na parkingach samochodów.

Już w pierwszych dniach stanu wojennego Antoni Ferenc - jak tysiące innych - został wyrzuconych z pracy za udział w proteście przeciwko zdławieniu rewolucji "S". Od tej chwili każdy jego dzień wypełniony był wysiłkami na rzecz budowy podziemnych struktur.

Jak doszło do powstania Solidarności Walczącej

Region dolnośląski był, obok śląsko-dąbrowskiego i Mazowsza, jednym z trzech największych w strukturze NSZZ "Solidarność" w okresie do wprowadzenia stanu wojennego. Do Związku należało tu prawie milion członków. czytaj więcej

Ferenc uznał, że wolny związek zawodowy to teraz już za mało. Interesowała go inna działalność: walka o pokonanie komunizmu i odzyskanie przez Polskę niepodległości. Szybko nawiązał kontakt ze znajomymi, przed wprowadzeniem stanu wojennego związanymi z Konfederacją Polski Niepodległej. Okazało się, że niektórzy z nich skupiają się już na podobnym celu.

Dzięki kuzynom, studiującym na Politechnice Wrocławskiej, dotarł do młodzieży z Niezależnego Zrzeszenia Studentów, wśród których znajdowały się osoby należące do szerokiego kręgu współpracowników Kornela Morawieckiego. W grudniu 1981 nie mieli oni jednak z nim bliższego kontaktu.

Już jednak w pierwszych dniach stycznia 1982 r. Antoniemu Ferencowi grupę, która przyjęła nazwę Narodowa Organizacja Wyzwoleńcza "Lechia". Do tworzącej się nowej, podziemnej struktury niepodległościowej należeli Krzysztof Błachut, Andrzej Pawlak, Marek Szatkowski, Janusz Szewczyk i Piotr Winiarski. "Lechia" rozpoczęła wydawanie pisma pt. "Goniec Polski".

W krótkim czasie wśród współpracowników nowej organizacji znaleźli się m.in. późniejsi wieloletni drukarze i wydawcy - Krzysztof Zwierz i Mirosława Łątkowska. Dzięki członkom organizacji zatrudnionym w PKP działacze "Lechii" mogli docierać do innych regionów Polski, co w pierwszym półroczu stanu wojennego było bardzo utrudnione. Do rygorów, narzuconych Polakom 13 grudnia 1981 r. należał bowiem także surowo egzekwowany zakaz opuszczania miejscowości, w której jest się zameldowanym.

Współpracownicy zatrudnieni w ambulansach pocztowych PKP umożliwiali jednak kolportaż prasy organizacji na terenie Ziemi Lubuskiej i Wielkopolski. Ogniwo organizacji w Zagłębiu Miedziowym wiosną 1982 r. tworzył m.in. Edward Patrzałek. W kilku miastach "Lechia" przeprowadziła kilkadziesiąt akcji, polegających na rozrzucaniu ulotek, rozwieszaniu transparentów, malowaniu napisów na murach.

W artykułach, zamieszczanych na łamach swej prasy, organizacja jako cel wskazywała ostateczne pokonanie komunizmu. Apelowała o podjęcie przygotowań do strajku generalnego, przewidując stawianie czynnego oporu interweniującym siłom milicyjnym i wojskowym.

Akcja scaleniowa

W czerwcu 1982 r. także do działaczy NOW "Lechia" dotarła wiadomość o utworzeniu organizacji Solidarność Walcząca. Nowa struktura, na czele której stanął Kornel Morawiecki, miała podobne cele, lecz zakres jej działalności już na starcie był o wiele większy. SW proponowała konsolidację różnych podziemnych inicjatyw, które w łonie jednej wielkiej organizacji będą miały możliwość zachowania autonomii oraz wyboru form działalności.

Członkowie Narodowej Organizacji Wyzwoleńczej "Lechia" uznali, że propozycja Solidarności Walczącej jest adresowana właśnie do takich, jak oni. Już w czerwcu 1982 r. został nawiązany pierwszy kontakt "Lechii" z SW.

Kolejnym miesiącom wytężonej działalności towarzyszyło pozytywnie zakończone sprawdzanie wiarygodności członków "Lechii". W październiku 1982 r. kilkunastu pierwszych działaczy tej organizacji zostało członkami Solidarności Walczącej.

Andrzej Kołodziej

Artykuł pochodzi z kategorii: PRL