W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku, dekretem Rady Państwa został ogłoszony stan wojenny. Władzę objęła utworzona 12 grudnia Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, z gen. Wojciechem Jaruzelskim na czele. Kolejne lata przyniosły nasilone działania środowisk opozycyjnych a także represje władz komunistycznych.

W skład WRON wchodzili m.in. generałowie Czesław Kiszczak, Florian Siwicki, Michał Janiszewski). Zawieszone zostały prawa obywatelskie oraz działalność wszystkich organizacji społecznych, internowano kilka tysięcy czołowych działaczy ruchu solidarnościowego i ugrupowań opozycyjnych (a także przedstawicieli ekipy gierkowskiej z samym Gierkiem), zamknięte zostały szkoły wszystkich szczebli, a spośród środków przekazu dopuszczono ograniczone działanie niektórych, koniecznych z punktu widzenia władz. Były to jedynie niektóre programy radiowe czy telewizyjne (prowadzący je, jeśli mieli stopień wojskowy,  występowali w mundurach), czy ograniczone do minimum gazety codzienne (np. w Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu wychodziła początkowo jedna gazeta jako wspólny "produkt" wszystkich trzech ukazujących się w każdym z tych miast dzienników). 

Dekret o stanie wojennym przewidywał też wiele innych ograniczeń życia społeczeństwa i nakazów, z których społeczeństwo jako całość bezpośrednio najbardziej dotknęły takie, jak godzina milicyjna (od 22 do 6 rano, a w Gdańsku  nawet  od 20 do  6),  ograniczenia w możliwościach komunikowania się (m.in. początkowo całkowite wyłączenie telefonów, a potem kontrola rozmów telefonicznych i korespondencji), podróżowania czy częste kontrole dokumentów, samochodów itd., a także militaryzacja zakładów pracy, co oznaczało m.in. formalistyczne traktowanie dyscypliny pracy, zakaz strajków czy możliwość dodatkowego obciążania pracowników, obecność w zakładach komisarzy wojskowych. Łamiący przepisy dekretu mieli być sądzeni i skazywani w trybie doraźnym. Część ograniczeń miała znaczenie jedynie jako element zastraszenia społeczeństwa, a część była w zasadzie niemożliwa do wyegzekwowania (jak np. obowiązujący przez pewien czas zakaz przemieszczania się między gminami).

Narastający kryzys ekonomiczny i polityczny doprowadził pod koniec dekady Edwarda Gierka do nasilenia nastrojów rewolucyjnych w Polsce. Skutkowało to licznymi strajkami a w efekcie porozumieniem z robotnikami, które doprowadziło do zmian ustrojowych. czytaj więcej

Reklama

Niemniej jednak, nie znana większości wcześniej, a groźnie brzmiąca nazwa "stan wojenny" (w polskim ustawodawstwie nie istniała ówcześnie instytucja stanu wyjątkowego), program radia i telewizji ograniczający się początkowo do wielokrotnej emisji przemówienia Jaruzelskiego, wyłączenie telefonów, obecność uzbrojonych patroli na ulicach, wraz z czołgami i wozami pancernymi itp., spowodowały właściwy z punktu widzenia władz efekt - społeczeństwo w większości zostało spacyfikowane i rozbite i nie przejawiało chęci do aktywnego oporu. Umożliwiło to władzom skoncentrowanie sił i relatywnie szybkie przełamanie protestów (przede wszystkim strajków). Trzeba też pamiętać, że spora część społeczeństwa przyjęła nowe rozwiązanie z pewnego rodzaju ulgą i nadzieją, że być może warunki życia społeczeństwa ulegną poprawie. Spora część oczekiwała też, że spełnią się zapowiedzi realizatorów stanu wojennego, że w miejsce konfliktów i anarchii zostanie wprowadzony ład i porządek w życiu publicznym. W trakcie badań przeprowadzonych w kilka lat później decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego za zdecydowanie lub raczej słuszną uznało 55,7 proc. w 1984 roku i 53,8 proc. w 1985 roku (za niesłuszną odpowiednio 26,7 proc. i 20,0 proc.). Ciekawie brzmiały też późniejsze wypowiedzi niektórych działaczy "Solidarności", że władze wprowadzając stan wojenny przerwały patową sytuację, w jakiej znalazł się związek, co pozwoliło mu odejść zachowując twarz.

Wprowadzenie stanu wojennego od początku budziło wątpliwości, jeśli chodzi o legalność tego aktu. Nastąpiło bowiem w trakcie trwania sesji Sejmu, który był w tej sytuacji jedynym podmiotem uprawnionym do podjęcia takiej decyzji (Sejm tymczasem zaakceptował tę decyzję dopiero pod koniec stycznia 1982 roku - przy tym nie odbyło się to jednogłośnie, co ówcześnie należało do rzadkości). Jednak autorzy stanu wojennego nie chcieli korzystać z "usług" Sejmu, po trosze obawiając się możliwych oporów (w sytuacji, gdy m.in. Episkopat zaapelował do posłów o nieuchwalanie specjalnych ustaw), ale przede wszystkim dlatego, że musieliby  zrezygnować z efektu zaskoczenia, czyli jednego z zasadniczych założeń planu. Rada Państwa (jej przewodniczącym był ówcześnie Henryk Jabłoński) została zebrana w nocy z 12 na 13 grudnia w momencie, gdy cała operacja była już w toku, a dekret został przyjęty większością głosów (przeciwko głosował szef PAX-u, Ryszard Reiff, a wstrzymał się od głosu prof. Jan Szczepański). Zgodnie z prawem dekret mógł wejść w życie  dopiero  w chwili  jego  opublikowania w "Dzienniku Ustaw" (odpowiedni nosił datę 14 grudnia, a faktycznie pojawił się kilka dni później). Organem pozakonstytucyjnym, o bliżej nie sprecyzowanym sposobie powołania, była Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, która przejęła pełnię władzy w państwie. Było to równoznaczne z przejęciem władzy przez wojsko.

Pacyfikacja kopalni Manifest Lipcowy: Wystrzelony przez ZOMO pocisk do dziś nosi w ciele

Byliśmy górnikami, a nie żołnierzami; nie wychodziliśmy z kopalni sądząc, że władza nie użyje broni w zakładzie pracy – wspomina 59-letni dziś Czesław Kłosek, jeden z czterech górników, postrzelonych przez zomowców podczas pacyfikacji kopalni Manifest Lipcowy na początku stanu wojennego. czytaj więcej

NSZZ "Solidarność", główna siła organizująca społeczeństwo, mimo wcześniejszych głosów nawołujących do odpowiedniego przygotowania się na wypadek zastosowania przez władze takiego rozwiązania, okazał się nieprzygotowany - zarówno w sensie materialnym (jedynie we Wrocławiu prowadzący finanse regionu J. Pinior zdołał podjąć z banku 80 mln zł, które można było wykorzystać w zmienionych warunkach; w 1985 roku władze oskarżyły go o zagarnięcie tych pieniędzy), kadrowym, jak i koncepcyjnym. Obradująca w Gdańsku Komisja Krajowa została niemal w całości internowana, a relacje z przebiegu wydarzeń nocy z 12 na 13 grudnia świadczą, że przeważająca większość   przywódców związkowych nie wierzyła, że władze zrealizują wielokrotnie powtarzane groźby. Nie reagowano na napływające od kilku dni informacje o nadzwyczajnych ruchach wojsk,  na  wyłączenie  telefonów w Gdańsku oraz na inne symptomy, że dzieje się coś niecodziennego. Niewielka część działaczy uniknęła internowania w przypadkowy sposób. Oni też podjęli od razu, choć z różnym powodzeniem, działania o charakterze protestacyjnym oraz zmierzające do zorganizowania oporu. Instancje kierownicze "Solidarności" czy raczej to, co z nich zostało, ogłosiły strajk, a same próbowały działać na terenie największych zakładów pracy. 

W Stoczni Gdańskiej uformował się Krajowy Komitet Strajkowy, z udziałem m.in. wiceprzewodniczącego związku, Mirosława Krupińskiego, we Wrocławiu Regionalny Komitet Strajkowy pod przewodnictwem Władysława Frasyniuka. Komitety strajkowe uformowały się w wielu miastach i zakładach, a także na uczelniach, wzywając do rozpoczęcia strajku. Strajki te w większości zostały szybko rozbite przez siły ZOMO lub rozwiązane. Nieco inny przebieg miały wydarzenia w Łodzi, gdzie przywódcy "Solidarności", którzy uniknęli internowania (Andrzej Słowik i Jerzy Kropiwnicki), wzywali z okien siedziby władz regionu do strajku, lecz szybko zostali aresztowani (potem osądzeni i skazani), a gromadzący się ludzie rozpędzeni. Strajki najdłużej trwały na Górnym Śląsku, gdzie 13 grudnia zastrajkowało szereg zakładów, w tym kopalń, a strajk w KWK "Piast" zakończył się dopiero 28 grudnia. Tutaj też protesty miały najbardziej dramatyczny przebieg. Szczególnie strajk w KWK "Wujek" w Katowicach, gdzie 16 grudnia, w trakcie pacyfikacji strajkującej kopalni, w wyniku użycia przez ZOMO broni palnej w celu zdławienia oporu załogi w części przygotowanej do walki, zginęło dziewięciu górników, a ponad dwudziestu zostało rannych.

Mimo wielu protestów, strajków, oporu, wprowadzenie stanu wojennego okazało się łatwiejsze niżby wskazywała na to choćby liczba członków ruchu "Solidarności", najprawdopodobniej łatwiejsze niż oczekiwali sami autorzy stanu wojennego. Było to po części wynikiem dobrego przygotowania się władz i przewagi zorganizowanego aparatu przemocy nad nie dysponującymi bronią załogami zakładów, ale także widocznego w wielu miejscach braku dostatecznej determinacji po stronie protestujących, widocznego zmęczenia i zniechęcenia istniejącą wcześniej sytuacją. Prócz tego, co było już wspomniane, związek dał się zaskoczyć, a jego przywódcy ufali własnym siłom - w sumie, by użyć słów Adama Michnika, "Solidarność" okazała się kolosem na glinianych nogach. Podobnie zresztą jak szereg innych organizacji - w zasadzie przestała istnieć "Solidarność" rolnicza (co było dość oczywiste, jeśli uwzględni   się   trudności z konspiracją na wsi czy komunikacją między poszczególnymi ośrodkami i brak miejsc spotykania się, jakimi w naturalny sposób są zakłady  pracy)  czy Niezależne Zrzeszenie Studentów, które było pierwszą rozwiązaną przez władze organizacją (5 stycznia 1982) i które częściowo przetrwało stan wojenny jedynie w kilku środowiskach akademickich. W marcu zostało rozwiązane Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, a niedługo potem powstała nowa organizacja - Stowarzyszenie Dziennikarzy PRL, które przez wielu dziennikarzy zostało zbojkotowane. Potem podobnie postąpiono z innymi stowarzyszeniami twórczymi, karząc w ten sposób niepokornych artystów.

Powstaje Solidarność, rząd podpisuje porozumienia ze strajkującymi robotnikami, pierwsi Polacy wchodzą zimą na Mount Everest, w Karlinie dochodzi do erupcji ropy naftowej. czytaj więcej

Przeciwko stanowi wojennemu wypowiadało się wiele środowisk i organizacji. Przykładowo znaczna część aktorów podjęła bojkot telewizji, radia i filmów, również wielu innych artystów czy dziennikarzy odmawiało publikowania swoich wypowiedzi. Bojkot obejmował także szereg innych instytucji i organizacji związanych z władzami, a odpowiednie wezwania (czy także "okupacyjne kodeksy etyczne") formułowały podziemne organizacje opozycyjne. W odpowiedzi władze stanu wojennego prowadziły weryfikację osób wykonujących wiele zawodów mających możliwość oddziaływania na otoczenie i kształtowania opinii - dotyczyło to m.in. dziennikarzy i nauczycieli, a często wybór ograniczał się do podpisania deklaracji lojalności lub rezygnacji z pracy. Z pracy zwalniano też na przykład za uczestnictwo w pozbawionych statusu legalności organizacjach czy udział w strajkach i manifestacjach. Warto dodać, że podobnie jak wysokość wyroków zapadających za naruszenie dekretu o stanie wojennym, także i w zakresie zwalniania z pracy prowadzono zróżnicowaną politykę, w zależności np. od regionu kraju.

Przeciwko stanowi wojennemu protestowała także duża część opinii zagranicznej, a konkretnym skutkiem były sankcje ekonomiczne i restrykcje nałożone na Polskę. 23 grudnia prezydent USA, Ronald Reagan ogłosił m.in. wstrzymanie dostaw artykułów rolnych i kredytów eksportowo-importowych oraz przywilejów dla polskiego lotnictwa cywilnego i rybołówstwa na wodach amerykańskich (w październiku 1982 roku, po delegalizacji NSZZ "Solidarność", została zawieszona w odniesieniu do Polski także tzw. klauzula najwyższego uprzywilejowania). 30 stycznia 1982 roku Reagan ogłosił światowym dniem solidarności z narodem polskim. W styczniu w sprawie Polski została zwołana specjalna sesja NATO, której uczestnicy żądali zniesienia stanu wojennego i przywrócenia "Solidarności", zostawiając państwom członkowskim decyzje w sprawie sankcji wobec Polski. 

Polskie władze były dość długo izolowane przez Zachód, choć w wielu państwach i środowiskach politycznych przeważało zadowolenie z rozwiązania polskiego konfliktu siłami wewnętrznymi i z uniknięcia interwencji Układu Warszawskiego, która mogłaby na dłużej zdestabilizować stosunki międzynarodowe. Państwa bloku wschodniego poparły stan wojenny, choć np. władze Związku Radzieckiego w dalszym ciągu uważały, że "kontrrewolucja" w Polsce powinna być zwalczana przy użyciu ostrzejszych środków, władze wschodnio-niemieckie i czechosłowackie były prawdopodobnie zawiedzione, że nie mogły wziąć udziału w ewentualnej interwencji, a rumuński przywódca Ceausescu (w 1989 roku zwolennik interwencji zbrojnej w Polsce) uważał, że stan wojenny niewiele pomógł.

Artykuł pochodzi z kategorii: PRL