​"Wędrówka ludów" i konflikty narodowościowe w Polsce po II wojnie światowej

Wojna i przekształcenia terytorialne radykalnie zmieniły stosunki ludnościowe w państwie. W stosunku do 1939 roku państwo zamieszkiwało o 11,2 mln ludzi mniej.

Wojna i przekształcenia terytorialne radykalnie zmieniły stosunki ludnościowe w państwie. W stosunku do 1939 roku państwo zamieszkiwało o 11,2 mln ludzi mniej.

Według spisu powszechnego z 1946 roku w nowych granicach państwa mieszkało 23,9 mln osób, w tym Polaków 20,5 mln, Niemców - 2,3 mln, Białorusinów i Ukraińców - 0,5 mln i Żydów - 0,3 mln. Struktura narodowościowa państwa już uległa pewnej zmianie do czasu spisu ludnościowego - wskutek przesiedleń i migracji ludności. W następnych latach osiągną one jeszcze większą skalę, stanowiąc część nowej wielkiej wędrówki ludów w powojennej Europie. Zgodnie z Umową Poczdamską wysiedlono do Niemiec 3,5 mln ludności niemieckiej. Na podstawie zaś umów z ZSRR z Polski wyjechało 518 tys. Ukraińców, Białorusinów i Litwinów. Przybyło zaś do Polski z terenów Związku Radzieckiego 1,5 mln Polaków i Żydów. Po śmierci Stalina repatriowano jeszcze kolejne 225 tys. Polaków.

Reklama

Akcja przesiedleńcza w największym stopniu dotknęła ludność niemiecką, która przed wybuchem wojny na przyszłych Ziemiach Odzyskanych liczyła ponad 7 mln osób. Jej znaczną część ewakuowały władze niemieckie bądź też spontanicznie opuszczała ona te tereny przed nadciągającą Armią Czerwoną. Ewakuacja często przemieniała się w marsze śmierci. Zginęły setki tysięcy uciekinierów, nierzadko wskutek masowych samobójstw wywołanych przez władze hitlerowskie psychozą antykomunistyczną i antyrosyjską.

Pozostałą ludność niemiecką poddano najrozmaitszym szykanom i represjom, stosując wobec niej zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Na dawnym pograniczu polsko-niemieckim dochodziło nawet do samosądów nad Niemcami. Ich sąsiedzi - Polacy dokonywali  brutalnych mordów. Polskie zaś władze rządowe przeprowadzały masowe aresztowania wśród ludności niemieckiej, osadzając ją w byłych hitlerowskich obozach koncentracyjnych i jenieckich, np. w Łambinowicach koło Niemodlina. Część wywieziono do Związku Radzieckiego. Zmuszono ją do niewolniczej pracy, najczęściej w kopalniach węgla kamiennego. Wielu też zmarło z  głodu i wycieńczenia, podobnie zresztą jak w czasie wysiedleń do stref okupacyjnych brytyjskiej i radzieckiej. 


Represje i prześladowania dotknęły nawet Polaków-autochtonów, którzy nie zdołali udowodnić swej polskości i podczas akcji weryfikacyjnej ludności przeprowadzonej w latach 1945 - 49, zostali uznani za Niemców. Doznane od Polaków krzywdy i przeżyte tragedie, dla wielu niezasłużone, rzutowały na rozwój stosunków polsko-niemieckich.

Wielce trudnym problemem była sprawa powrotu liczących prawie 250 tys. żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych oraz repatriacja tzw. dipisów z terenu Niemiec, czyli około 3,5 mln Polaków, których jako jeńców wojennych, przymusowych robotników, więźniów obozów koncentracyjnych itp. koniec wojny zastał w Niemczech. Pomimo nasilonej akcji propagandowej władz krajowych, żołnierze nie zamierzali wcale wracać do kraju okupowanego - jak mówiono na Zachodzie - przez Armię Czerwoną.

We wrześniu 1945 roku w przeprowadzonym wśród nich plebiscycie jedynie 18 proc. zadeklarowało chęć powrotu. W marcu następnego roku postanowiono  oddziały  PSZ zdemobilizować i przekształcić je w Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia, by w ten sposób żołnierzom ułatwić przejście do życia cywilnego. Ostatecznie do Polski powróciło około 130 tys. żołnierzy, wśród nich liczna grupa wyższych oficerów z gen. Stanisławem Tatarem na czele. Zaraz po zakończeniu wojny powróciła także znaczna część dipisów, głównie ze wschodnich terenów Niemiec. Niemniej jednak jesienią 1945 roku w zachodnich strefach okupacyjnych nadal przebywało ich około 1,5 mln. W następnych dwóch latach część powróciła do Polski (łącznie z Zachodu przybyło wówczas około 80 tys. Polaków), ale znaczna część wybrała emigrację i wkrótce rozproszyła się po różnych krajach świata.

Konflikt   polsko-ukraiński

Nie zakończyło to jeszcze polskiej wędrówki ludów. Choć wytyczono już nowe granice państwa i nastąpiła ogólna stabilizacja kraju, nadal jednak w Polsce południowo-wchodniej tlił się konflikt polsko-ukraiński. Nad jego rozwiązaniem ciążyła świeża jeszcze pamięć o rzeziach Polaków podczas wojny na Wołyniu i w wielu innych miejscowościach zachodniej Ukrainy oraz o antypolskiej współpracy Ukraińców z okupantem hitlerowskim. Pomimo że od września 1944 roku, tj. od chwili zawarcia porozumienia polsko-ukraińskiego o wzajemnej wymianie ludności, do grudnia 1946 roku    wysiedlono z Polski prawie pół miliona Ukraińców, to jednak nadal pozostało ich jeszcze kilkaset tysięcy.


Ich wysiedlaniu przeciwstawiał się ukraiński ruch nacjonalistyczny, zorganizowany głównie w Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i jej siły zbrojnej - Ukraińskiej Armii Powstańczej. Część społeczeństwa ukraińskiego nie chciała uznać nowego podziału terytorialnego na pograniczu polsko-ukraińskim i słowacko-ukraińskim oraz ustroju komunistycznego, utożsamianego z podporządkowaniem Ukrainy Rosji.

W miarę posuwania się frontu na zachód i wzmożenia represji władz radzieckich wobec podziemia ukraińskiego działacze i żołnierze OUN-UPA przenikali na obszar Polski. Ich kierownictwo uznało, że przyłączone do Polski  tereny Podlasia,  Chełmszczyzny, Zasania i Łemkowszczyzny - położone na zachód od linii Curzona - tworzą obszar etnograficznie ukraiński, tzw. Zakierzoński Kraj, mogący stanowić ukraiński Piemont, który w warunkach nowej, trzeciej wojny światowej stałby się ośrodkiem walki z panowaniem polskim, rosyjskim i czechosłowackim oraz zalążkiem odrodzonego ukraińskiego państwa narodowego.

Świetnie zorganizowany ukraiński ruch nacjonalistyczny - jego centralne kierownictwo znajdowało się w Niemczech, a lokalne w Sanoku - prowadził wszechstronną działalność terrorystyczną wobec Polaków i władz polskich. Pacyfikowano i palono wsie polskie, zabijano osoby cywilne i żołnierzy, likwidowano polskie posterunki graniczne itp. Z rąk ponad dwutysięcznej UPA i parutysięcznej samoobrony ukraińskiej zginęło w latach 1944 - 47 kilka tysięcy Polaków. Ci zaś w ramach samoobrony prowadzili akcje odwetowe napadając na Ukraińców, mordując ich i niszcząc ich dobytek.

Władze polskie nie dysponując odpowiednimi siłami i nie mając rozeznania w stanie ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego nie bardzo sobie radziły z ukraińskim terrorem. O bezradności władz polskich świadczyła m.in. zorganizowana przez Ukraińców w marcu 1947 roku zasadzka na drodze z Baligrodu do Cisnej na gen. Karola Świerczewskiego - wiceministra obrony narodowej, przebywającego tam na inspekcji wojskowej.

Zdarzenie to przyspieszyło decyzję władz o wysiedleniu z tych terenów pozostałej jeszcze ludności ukraińskiej. W kwietniu 1947 roku prezydium rządu podjęło uchwałę o przeprowadzeniu Akcji "Wisła" w celu przesiedlenia ludności ukraińskiej na tereny zachodniej i północnej Polski, by w ten sposób doprowadzić do likwidacji ukraińskiej irredenty. Na pełnomocnika rządu do Akcji "Wisła" i dowódcę oddziałów wojskowych wyodrębnionych do jej przeprowadzenia powołano gen. Stefana Mossora. Przesiedlenia tej ludności z województw lubelskiego, rzeszowskiego i krakowskiego dokonano w trzech etapach od maja do lipca 1947 roku.

Akcją objęto również ludność łemkowską, co wynikało w dużym stopniu z nieznajomości stosunków etnicznych na pograniczu polsko-ukraińskim i utożsamiania kultury łemkowskiej z kulturą ukraińską. W sumie wysiedlono ponad 150 tys. osób, kierując ich głównie w Olsztyńskie i Szczecińskie. Podczas operacji zabito lub ujęto ponad 1500 żołnierzy UPA, około czterech tysięcy osadzono w obozach odosobnienia (w samym Jaworznie około 3800 Ukraińców), przejęto i zniszczono wiele magazynów broni i innych środków walki. Straty polskie oceniano na 90 zabitych i około dwustu rannych.

Po aresztowaniu we wrześniu 1947 roku przywódców OUN-UPA zanikła działalność ukraińskiego podziemia. Dowódca UPA w Polsce - Mirosław Onyszkiewicz - schronił się na Ziemiach Odzyskanych, ale rozpoznany w marcu 1948 roku na ulicy we Wrocławiu został aresztowany. W ten sposób został rozbity ukraiński ruch polityczny i zbrojny. Stało się to możliwe dzięki Akcji "Wisła", co przyznał po latach uczestnik dawnych walk, nacjonalista ukraiński, Łewa Szankowski, wspominając, że walka zbrojna UPA oraz podziemia OUN w Przemyskiem, jak również na całej Zakierzońskiej Ukrainie, została powstrzymana nie dlatego, że była taka lub inna przewaga sił zbrojnych wroga. Została ona wstrzymana dlatego, że zabrakło szerokich mas ludowych, które tę walkę popierały i w ten lub inny sposób w niej uczestniczyły.

Kiedy wysiedlono z Zacurzonia prawie wszystkich Ukraińców, jednych do ZSRR, innych na północne i zachodnie regiony Polski, oddziały UPA oraz podziemie OUN nie mogły dalej istnieć, były więc zmuszone opuścić to terytorium. Dokonano tego za cenę likwidacji skupisk ludności ukraińskiej i łemkowskiej, przez co utrudniono zachowanie im tożsamości i odrębności kulturowej i etnicznej, ale też uniemożliwiono w przyszłości odrodzenie się konfliktu ukraińsko-polskiego i walk ukraińsko-polskich. Opuszczone tereny władze starały się zasiedlić ludnością polską z terenów południowej i centralnej Polski.

Antagonizm polsko - żydowski

Na początku okresu powojennego odżył antagonizm polsko-żydowski. Nadal w społeczeństwie polskim żywe były różne uprzedzenia, stereotypy i fobie antyżydowskie. Pomimo holocaustu nadal w świadomości wielu Polaków tkwiły stereotypy o wyjątkowo szkodliwej roli Żydów w życiu polskim i ich odwiecznym ponoć dążeniu do przekształcenia Polski w judeopolonię. Zagłada Żydów wcale nie spowodowała zaniku antysemityzmu.

Szczególnego znaczenia nabrał w nowych warunkach ustrojowych stereotyp Żyda-komunisty. Trafiał on na podatny grunt, ponieważ już od połowy dziewiętnastego wieku środowiska konserwatywne i tradycjonalistyczne dopatrywały się inspiracji żydowskich w budzących się nowoczesnych, radykalnych ruchach społecznych, np. demokratyzmie czy socjalizmie. Wieloletnia propaganda określająca komunizm jako wytwór rzekomo stale spiskujących Żydów zrobiła swoje. Wszak dla części Polaków umacniające się rządy komunistyczne, w dodatku narzucone przez Kreml, kojarzone były nie tylko pod względem personalnym z odwieczną intrygą żydowską wymierzoną przeciwko chrześcijańskiemu narodowi.

Do tych uwarunkowań psychologicznych doszły jeszcze powody prozaiczne, a mianowicie obawa o utratę zajętego mienia pożydowskiego w sytuacji, gdy do ocalałych w kraju pod okupacją hitlerowską 50 - 60 tys. Żydów doszło kolejnych 300 tys. powracających z ZSRR po tułaczce wojennej. Już nazajutrz po przejściu frontu, bo w pierwszym kwartale 1945 roku - według danych Centralnego Komitetu Żydów Polskich - Polacy mieli zamordować 150 Żydów.

W lipcu i sierpniu tego roku doszło do próby pogromów lub pogromów ludności żydowskiej w Rzeszowie, Krakowie, Tarnowie i Rabce. Zajścia antyżydowskie powtarzały się w innych ośrodkach, również w następnym roku. Szacuje się, że w pierwszych latach powojennych Polacy zamordowali od jednego do kilku tysięcy Żydów ocalałych z pożogi wojennej. Nasilające się akcje antyżydowskie powodowały, że znaczna część ludności żydowskiej czuła się zagrożona i traktowała Polskę jako kraj tymczasowego osiedlenia, wyczekując dogodnej chwili na wyjazd za granicę. Zresztą od pierwszych dni po zakończeniu wojny Żydzi emigrowali - od kwietnia 1946 roku już oficjalnie, ponieważ władze zezwoliły na działalność w Polsce Biura Emigracyjnego Agencji Żydowskiej.

Do największej zbrodni na ludności żydowskiej doszło w lipcu 1946 roku w Kielcach. W wyniku upowszechnianej plotki o porwaniu przez Żydów 8-letniego Henryka Błaszczyka do celów rytualnych, tzn. dla zamordowania go i wykorzystania jego krwi do produkcji macy (przesąd o wykorzystywaniu krwi dzieci chrześcijańskich do wyrobu macy powstał jeszcze w średniowieczu) - zaczęły się pod budynkiem przy ulicy Planty 7, zamieszkanym przez Żydów, zbierać się grupy ludzi, by uwolnić chłopca.

Po jakimś czasie chłopiec się odnalazł cały i zdrowy, ale wcześniej, 4 lipca przed południem, tłum z udziałem milicji zaatakował przebywających w budynku Żydów. Ci bronili się ostrzeliwując atakujących. To wzmogło jeszcze agresję tłumu, który w bestialski sposób kamieniami i kijami mordował zaatakowanych. Dopiero wieczorem   wojsko uśmierzyło pogrom. Bilans jego był tragiczny. Zamordowano 39 Żydów, rany odniosło 40 osób. Zginęło również dwóch uczestniczących w pogromie Polaków.

Dokonano masowych aresztowań. W pięć dni po zajściach odbył się proces przed Najwyższym Sądem Wojskowym na sesji wyjazdowej w Kielcach. 9 uczestników pogromu skazano na karę śmierci i wyroki zaraz wykonano. Kilku innych skazano na długoletnie więzienie. W oddzielnym procesie sądzono milicjantów i pracowników Urzędu Bezpieczeństwa.

Ogłoszenie wyroków wzmogło jeszcze nastroje antysemickie. W Łodzi i Radomiu przeprowadzono strajki protestacyjne. Podczas zajść kieleckich przypadkowi ludzie wyszukiwali Żydów w pociągu na trasie Kielce - Częstochowa i ich zabijali. Nastroje antyżydowskie opadły dopiero jesienią 1946 roku.

Pogrom Żydów w Kielcach stał się głośnym wydarzeniem w Polsce i świecie. Zaraz po nim wyemigrowało 100 tys. Żydów. Wykorzystano go do bieżącej walki politycznej. Wszyscy się wzajemnie oskarżali. Obóz władzy oskarżał opozycję, Kościół i podziemie. Te znowu posądzały o prowokację polskie władze komunistyczne. Nie brakło głosów widzących inspiratorów w radzieckich służbach bezpieczeństwa, a nawet w organizacjach żydowskich, rzekomo zainteresowanych przyspieszeniem emigracji Żydów do Palestyny.

Wszyscy potępiali  pogrom i odcinali się od jego sprawców. Kardynał A. Hlond, prymas Polski, w szczególnym oświadczeniu wyjaśniał: Fakt, że warunki psują się, należy w dużym stopniu przypisać Żydom, którzy zajmują dziś kierownicze stanowiska w rządzie polskim i usiłują wprowadzić strukturę rządową, której większość narodu nie życzy sobie [...]. W fatalnych walkach zbrojnych, na walczącym froncie politycznym w Polsce, godnym pożałowania jest, że niektórzy Żydzi tracą życie, lecz nieproporcjonalnie większa ilość Polaków traci  życie.

Również w antykomunizmie upatrywał źródła pogromu amerykański ambasador w Warszawie, Artur Bliss Lane, donosząc w specjalnym raporcie do Waszyngtonu: "Jedną z głównych przyczyn rosnącej wrogości wobec Żydów, czego świadectwem są liczne akty gwałtu, włączając zabójstwa, dokonywane przez antyrządowe uzbrojone grupy, stanowi negatywny stosunek 80 - 90 proc. narodu polskiego do rządu, a zwłaszcza do niewielkiej, ale zajmującej kluczową pozycję grupy złożonej z Żydów, którzy zostali zindoktrynowani w Związku Sowieckim i którym przypisuje się odpowiedzialność za działalność represywną Policji Bezpieczeństwa, brak wolności prasy i obecny brak niezależności narodowej. Na bardziej złożone i skomplikowane przyczyny pogromu wskazywał ambasador włoski w Warszawie, Eugenio Reale, wyjaśniając, że akty gwałtu dokonywane na Żydach nie wchodzą w skład jakiegoś szerokiego planu politycznego, opracowanego przez reakcję, lecz są wynikiem ogólnego nieładu politycznego, społecznego i gospodarczego, w jakim znalazła się Polska po wojnie. Zbrodni popełnionych na Żydach nie można więc przypisywać w całości albo reakcji, albo antysemityzmowi, lecz raczej wspólnie obu tym przyczynom, do których dochodzą inne, jak na przykład ogólne rozpowszechnienie się przestępczości. Nie należy  zapominać o tym, że w większości wypadków Żydzi padają ofiarą agresji w małych miejscowościach położonych z dala od wielkich centrów miejskich, to znaczy tam, gdzie władze policyjne rozciągają mniej skutecznie kontrolę i gdzie Żydzi należą do klasy zamożnych rzemieślników czy kupców". Opinii podobnych można przytaczać bardzo wiele. Stan naszej wiedzy o tragicznym zdarzeniu w Kielcach wcale się nie poszerzył wraz z upływem lat.

Polityka wobec Ziem Odzyskanych

W warunkach ogromnych zniszczeń i strat materialnych, przeludnienia agrarnego, niechętnego stosunku państw zachodnich do nowych nabytków terytorialnych Polski, szczególne znaczenie miało zagospodarowanie Ziem Zachodnich i Północnych.

W listopadzie 1945 roku powołano Ministerstwo Ziem Odzyskanych z W. Gomułką na czele, które koordynowało akcję osadniczą,  zagospodarowanie tych ziem, integrację ich z pozostałymi obszarami kraju itp. Szybko zaczęto je zasiedlać. Już 1 czerwca 1945 roku przeniosło się tam z terenów centralnej Polski 260 tys. osób. Pod koniec grudnia 1947 roku zamieszkiwało na tych ziemiach 4,5 mln Polaków, a w styczniu 1949 roku - 5,9 mln (w tym: 1,2 mln to autochtoni, 2,4 mln - osadnicy z Polski centralnej, 200 tys. - reemigranci i 2,1 mln wysiedleni ze wschodnich terenów II Rzeczypospolitej).

Jednakże znaczna część Polaków traktowała te ziemie jako obce - niemieckie. Toteż wielu z osadników uważało swój pobyt za tymczasowy, za przystanek przed powrotem w rodzinne strony, zwłaszcza na ziemie utracone na wschód od Bugu. Dlatego nie zawsze przejawiano troskę o właściwe zagospodarowanie i poszanowanie zastanego majątku. Dla wielu innych pozostawione przez Niemców mienie stało się okazją do szabrownictwa i wywózki do centrum kraju.

Poważne również problemy dla zagospodarowania tych terenów stwarzało demontowanie i wywożenie urządzeń przemysłowych przez radzieckie władze wojskowe. Szacuje się, że do lipca 1945 roku wywieziono ich na kwotę 500 mln dol. Dopiero wskutek zawarcia odpowiednich umów przez TRJN z rządem radzieckim od drugiej połowy 1945 roku znacznie ograniczono grabież majątku poniemieckiego przez władze radzieckie.



Źródło: "Wielka Historia Polski" Wydawnictwo Pinnex, Kraków 2000

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Ziemie Odzyskane
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy