Z przyczyn znanych tylko jego autorom bez końca powtarzają oni informację, wg której to "Tygodnik Mazowsze" był największym z ukazujących się poza zasięgiem cenzury pism lat 80. A przecież "Tygodnik Mazowsze" nie był największy, ani pod względem ilości wydanych numerów, ani częstotliwości czy długości okresu ukazywania się, ani zasięgu, ani też łącznego czy jednostkowego nakładu.

Zdjęcie

"Z Dnia na Dzień”, rok 1981, nr 147, strona 1 (źródło: Encyklopedia Solidarności) /INTERIA.PL
"Z Dnia na Dzień”, rok 1981, nr 147, strona 1 (źródło: Encyklopedia Solidarności)
/INTERIA.PL

Przypomnijmy, że "Mazowsze" ukazywało się od lutego 1982 roku i z jakichś przyczyn "na starcie" było sygnowane już jako numer drugi. Ostatnie wydanie, z kwietnia 1989 roku, miało nr 290. Deklarowany nakład miał wynosić od 50 do 80 tys. egz. Przypomnieć więc warto, że przed ukazaniem się pierwszego numeru "Mazowsza" ukazały się już 24 numery podziemnego pisma Regionalnego Komitetu Strajkowego NSZZ Solidarność Dolny Śląsk "Z Dnia na Dzień". W momencie, w którym "Mazowsze" kończyło swój żywot właśnie z numerem 290 w winiecie - "Z Dnia na Dzień" miało w swojej winiecie liczbę 394, bo tyle numerów tego pisma zostało wydanych od pierwszego podziemnego numeru, kolportowanego w Polsce południowo - zachodniej od świtu 14 grudnia 1981 roku. W winiecie znajdowała się też lista miast - regionalnych struktur Solidarności, mających wpływ na zawartość "Z Dnia na Dzień". Należały do nich także ośrodki znajdujące się poza Dolnym Śląskiem czy Ziemią Lubuską.

Łatwiej, niż w przypadku "Mazowsza" ocenić można rzeczywisty nakład "Z Dnia na Dzień". Warszawskie pismo drukowane było przede wszystkim techniką offsetową, a więc za pomocą nielicznych urządzeń, rzeczywiście potrafiących zapewnić bardzo wysoki nakład. "Z Dnia na Dzień" drukowane było bardzo wieloma technikami. Często ten sam numer drukowany był zarówno techniką sitodrukową, jak i z matryc białkowych. Zachowały się liczne egzemplarze tych samych numerów pisma, z których niemal w każdym da się odnaleźć graficzne różnice. Jest to wynikiem tego, że ten sam numer "Z Dnia na Dzień" powielany był równocześnie w kilkunastu miejscowościach, czasem przez dziesiątki różnych zespołów drukarskich. Do rzadkości należały sytuacje, w których nakład uzyskiwany z jednej matrycy był niższy, niż kilkaset egzemplarzy. Licząc więc typowy nakład uzyskiwany z każdej matrycy (da się wskazać minimalną ilość wykorzystanych matryc właśnie po różnicach graficznych w egzemplarzach tego samego numeru) nakład przynajmniej części wydań możemy z dokładnością bliską pewności szacować jako przekraczający 80 tys. Oczywiście znaczy to także, że do osiągnięcia tak wielkiego nakładu przy takich technikach drukarskich zaangażowana być musiała prawdziwa armia konspiratorów.

Reklama

"Z Dnia na Dzień" zaczęło być wydawane w lutym 1981 roku, jako obok "Solidarności Dolnośląskiej" drugie najważniejsze regionalne pismo związkowe. W składzie redakcji znaleźli się wówczas m.in. Zenon Pałka, Ksenia Wierzbicka, Beata Szczepanik i Marcjanna Śliwińska. Do wprowadzenia stanu wojennego ukazało się 148 numerów. W historii wrocławskich pism niezależnych ważna jest jesień roku 1981, kiedy to zaczęły działać nowoczesne urządzenia poligraficzne, podarowane dolnośląskiej Solidarności przez związkowców z Norwegii. W tej sytuacji przestały być potrzebne wykorzystywane dotąd powielacze. Zajął się nimi wtedy Kornel Morawiecki, dysponujący działającą od lat, dobrze zakonspirowaną siecią drukarni, wydających we Wrocławiu od "czasów gierkowskich" m.in. "Biuletyn Dolnośląski".

W okresie szesnastu miesięcy jawnej działalności NSZZ Solidarność Morawiecki ani przez chwilę nie miał zamiaru ujawniać jakiegokolwiek ogniwa swej tajnej struktury drukarskiej. Przeciwnie - spodziewając się ataku sił reżimu komunistycznego, w dziesiątkach miejsc ukrywał zapasy papieru, farby, matryc, maszyny do pisania i sitodrukowe ramki. W listopadzie 1981 roku po kolejnych domach rozwoził niepotrzebne już dolnośląskiej Solidarności powielacze. Od pierwszych dni grudnia i on i jego najbliżsi współpracownicy - w większości nie nocowali już w swoich domach. To dzięki temu już rankiem 13 grudnia zaczęła działać we Wrocławiu pierwsza prężna struktura zepchniętej do podziemia Solidarności.

Już przed północą z 12 na 13 grudnia 1981roku siekiery esbeków rozwaliły dziesiątki drzwi wrocławskich mieszkań. Jedno z nich należało do Joanny i Wiesława Moszczaków. Funkcjonariusze reżimu zastali w nim jednak tylko matkę Wiesława oraz liczące parę lat dziecko. Moszczakowie znajdowali się wtedy w innej części Wrocławia i już kilka godzin później ich podziemna robota "szła pełną parą".

Krótko po północy z 12 na 13 grudnia 1981 roku  Kornel Morawiecki już wiedział, że spodziewany atak Jaruzelskiego właśnie się zaczął. Nadchodziły informacje o masowych aresztowaniach. Wśród wywleczonych z domów była większość ludzi związanych z pismem "Z Dnia na Dzień", m.in. Ksenia Wierzbicka-Kopystyńska, która w wyniku brutalnego potraktowania straciła dziecko. W czasie pierwszego "wojennego" zebrania Morawiecki rozdzielił zadania swoim, często już przygotowanym do nich współpracownikom. Na czele nowej redakcji "Z Dnia na Dzień" stanął Romuald Lazarowicz. Pierwsze matryce drukowały Jaonna Moszczak i Helena Lazarowicz. Dziesiątki osób dostarczały informacje o zmieniających się jak w kalejdoskopie wydarzeniach. Po południu, we wcześniej przygotowanej, doskonale zakonspirowanej drukarni na wrocławskich Krzykach Wiesław Moszczak zaczął druk pierwszego "wojennego" wydania "Z Dnia na Dzień". Kilkanaście tysięcy numerów tego pisma trafiło do większości zakładów pracy Wrocławia i okolic już przed godziną 6. rano w poniedziałek 14 grudnia 1981 roku. Druk jednak trwał nadal, kolejne tysiące egzemplarzy pojawiły się na ulicach Wrocławia, dotarły do Legnicy, Wałbrzycha, Bolesława, Jeleniej Góry i dziesiątek innych miast.

15 grudnia ruszyła druga drukarnia, ulokowana w domu Tadeusza Świerczewskiego. 16 grudnia drukarni było już kilka. W jednej z nich aż do wiosny powielacz, bez wychodzenia z ukrycia, obsługiwała córka Kornela Morawieckiego - Anna. Na osiedlu Poświętne parę drukarni zlokalizowanych było w nieznacznie oddalonych od siebie domach jednorodzinnych. Konspiratorzy połączyli je więc własną siecią telefoniczną, wplątując kable telefoniczne w płoty i żywopłoty. Dzięki temu treść kolejnych wydań "Z Dnia na Dzień", dyktowana w jednym budynku, była słyszana w kolejnych, co umożliwiało drukowanie matryc na kilku maszynach do pisania równocześnie i bez wychodzenia na ulicę (wszędzie roiło się od patroli i obowiązywała godzina milicyjna!) można było równocześnie rozpocząć druk.

Pomimo wszechobecnego ZOMO ciągle rosnący nakład pisma rozchodził się coraz skuteczniej. Wrocławianie znajdywali gazetki w skrzynkach na listy, pod koniec grudnia

"Z Dnia na Dzień" docierało nawet do najmniejszych miasteczek regionu. Jego konspiracyjne drukarnie pracowały już we wszystkich większych dolnośląskich miastach. Do kwietnia 1982 roku "Z Dnia na Dzień" ukazywało się trzy razy w tygodniu. Potem cykl ten został zmieniony na tygodnikowy, który utrzymany został do roku 1989.

W wyniku powstania w czerwcu 1982 roku organizacji Solidarność Walcząca zmianie uległ skład redakcji, w której znaleźli się m.in. Krzysztof Turkowski i Henryk Zieliński. Większość drukarni, które latem 1982 związały się z organizacją Solidarność Walcząca, nadal jednak powielała także "Z Dnia na Dzień". Wyjątkowo duże ilości tego pisma organizacja Kornela Morawieckiego drukowała szczególnie po falach aresztowań, dotykających podziemną siatkę RKS NSZZ Solidarność. Chyba wszyscy drukarze dolnośląskiego podziemia są zgodni co do tego, że konfliktów między obydwoma podziemnymi organizacjami, przynajmniej na szczeblu szeregowych działaczy, nigdy nie było żadnych. Była natomiast bardzo ścisła współpraca, kontynuowana aż do transformacji ustrojowej z lat 1989-1990.

"Z Dnia na Dzień" jest jedynym pismem drugiego obiegu, które wydało ponad pół tysiąca numerów - 148 przed wprowadzeniem stanu wojennego i 394 po zepchnięciu Solidarności do podziemia. Nie może też być żadnej wątpliwości, że łączny nakład żadnego innego pisma nawet nie zbliżył się do liczb osiągniętych przez "Z Dnia na Dzień". Nie może być więc co do tego absolutnie żadnej różnicy zdań - to "Z Dnia na Dzień" było największym pismem solidarnościowego podziemia.

Andrzej Kołodziej

Artykuł pochodzi z kategorii: PRL