W tym roku mija 200 lat od założenia niezwykle zasłużonego dla kultury polskiej Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

Zdjęcie

Gmach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie (zdjęcie archiwalne) /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Gmach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie (zdjęcie archiwalne)
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

30 maja br. z okazji rocznicy powstania Ossolineum Ośrodek KARTA, Zakład Narodowy im. Ossolińskich i Dom Spotkań z Historią zapraszają na dyskusję.

Temat spotkania: "Ossolineum instytucja trwalsza od państwa. Dwieście lat Zakładu Narodowego im. Ossolińskich (Lwów/Wrocław 1817-2017)".

Reklama

W spotkaniu udział wezmą:

- dr  Adolf Juzwenko, dyrektor Ossolineum i wykonawca testamentu Józefa Maksymiliana Ossolińskiego,

- Tomasz Kuba Kozłowski, twórca Warszawskiej Inicjatywy Kresowej,

- Zbigniew Gluza, prezes Ośrodka KARTA.

Spotkanie poprowadzi dr Wojciech Stanisławski (Muzeum Historii Polski).

Punktem wyjścia do dyskusji będzie najnowsza "Karta" nr 91/2017, której tematem głównym jest historia Ossolineum. Opowiedziane: początki - głosem Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, fundatora; powab ossolińskiej czytelni - ilustrowanymi wspomnieniami lwowian w początkach XX wieku; walka o zachowanie zbiorów w polskich rękach i powojenne przeniesienie Zakładu do Wrocławia - montażem tekstów źródłowych; współczesność  - głosem  dyrektora (od 1990 roku). 

30 maja (wtorek), godz.18.00, Dom Spotkań z Historią, Warszawa, ul. Karowa 20.


Zbigniew Gluza: Dwuwiecze arki

Czy Polskę można było zetrzeć z mapy Europy na zawsze? Dzisiaj taki jej los nie wydaje się możliwy - jednak dwa stulecia temu Józef Maksymilian Ossoliński, założyciel Ossolineum, żyjąc w Wiedniu, nie mógł być tego pewien. W swym akcie założycielskim nie odwoływał się do wyobrażonej przyszłości, lecz docenionego przez siebie państwa sprzed upadku, widząc trwałe dobro swojego narodu w dokonaniach kultury, a nie polityki. Okazał się jednym ze skuteczniejszych polskich wizjonerów, fundując w czerwcu 1817 arkę, która duchowo połączyła Pierwszą Rzeczpospolitą i z Drugą, i z Trzecią.

Późniejsze powroty Polski z niebytu, mimo głęboko doświadczanej systemowej opresji, wyrastały w największym stopniu z powszechnego wyboru polskiej identyfikacji. W końcu to, że Polacy nie poddali się ani zaborcom, ani okupantom, ani peerelowskiej urawniłowce, nie wynikło z inicjowanej w ich imieniu światłej działalności niepodległościowej. Obroniło nas przekonanie, idące z dalszej przeszłości, że polska tożsamość kulturowa jest wartością uniwersalną. Tak rozumiano to też w Ossolineum.

Zdjęcie

Kwartalnik "Karta" nr 91/2017 /materiały prasowe
Kwartalnik "Karta" nr 91/2017
/materiały prasowe

Dwustuletni Zakład Narodowy im. Ossolińskich sytuuje się wobec każdego z dwóch swoich wieków zasadniczo inaczej. W pierwszym, jego formuła, zgodnie z nazwą, była ściśle narodowa - bronił polskości, zagrożonej przez dominujące nacje i kultury. W drugim (z dużą przerwą - tą bez niepodległości), gdy odgrywa rolę szacownej placówki utożsamianej z państwem, ma za powinność przyjmować wzorzec obywatelski, uznając równorzędność "innych". W czasach zewnętrznej opresji "sprawa narodowa" działa integrująco; w okresach ładu wewnętrznego - zwykle dzieli społeczeństwo. Ossolineum pełniło głównie funkcję ocalającą - w jego dwustu latach ledwie pół wieku przypadło na byt niepodległy.

Najpierw zdawało się działać w zastępstwie Polski. To ówczesne bycie "zamiast" oddala podejrzenia o partykularyzm czy egoizm elity potentatów majątkowych. Zakład Narodowy, zawierający też Muzeum Książąt Lubomirskich, stanowił przedsięwzięcie ściśle arystokratyczne. Hrabia Ossoliński i książę Lubomirski wytyczyli drogę. Bez ich "jaśniepańskości" nie byłoby tego przedsięwzięcia, bo przenikliwość koncepcji wymagała od startu podstaw ekonomicznych, których nie dałyby inne sfery. Arka nie powstała oddolnie, z "podglebia narodu", z czasem jednak posłużyła całemu społeczeństwu.

Ossolineum wymyślono tak, że przetrwało kilka wojen, zmieniające się państwowości, okupacje, ustroje. Nawet przeniesienie go - wraz z Polską - ze Lwowa do Wrocławia nie naruszyło fundamentu. Trwalsze niż państwo, stało się przykładem istnienia niezideologizowanego, którego nawet zdeklarowani przeciwnicy naszego kraju nie uznawali za zagrożenie dla siebie. O tej neutralności decydowały zapewne i wartości konstytutywne Zakładu, i jego ludzie - żaden z nich nie popełnił błędu strategicznego, po którym instytucja musiałaby upaść. Odpowiedzialność ossolińczyków wyraźnie wzrastała wraz z kolejnymi dekadami.

Zakład Narodowy, w którego nazwie przymiotnik wyjątkowo nadała kultura, a nie polityka - to dobro nieskierowane przeciw innym nacjom. Dlatego też stanowi paradoks, że większość jego zbiorów została zatrzymana we Lwowie.

Gdy decydowali Sowieci, trudno było im tłumaczyć racje narodowe. Gdy straż nad polonicami przejęli Ukraińcy, można by uznać za oczywiste, że papiery dotrą tam, gdzie ustanawiająca je tożsamość; niestety, nie docierają. A jest to warunek ładu Europy Wschodniej - osobne identyfikacje narodowe, które nie są wymierzone w sąsiadów. Może tak tu kiedyś będzie: niezawisłe kraje, samodzielnie stanowiące o sobie, szanujące siebie nawzajem. Bez utrzymywania twierdz obronnych czy konieczności budowy odrębnej arki.

Zbigniew Gluza

Artykuł ukazał się w kwartalniku "KARTA" nr 91/2017

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności