Historyk Piotr Gontarczyk zarzuca publikacji "Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski" Centrum Badań nad Zagładą Żydów "naukową mistyfikację". W rozmowie z PAP mówi, że opisując historię Żydów w Bochni "zniknęła żydowska policja, wstawili polską".

Zdjęcie

Historyk Piotr Gontarczyk zarzuca publikacji Centrum Badań nad Zagładą Żydów "naukową mistyfikację" /Andrzej Hulimka  /Reporter
Historyk Piotr Gontarczyk zarzuca publikacji Centrum Badań nad Zagładą Żydów "naukową mistyfikację"
/Andrzej Hulimka /Reporter

W numerze "Sieci", który ukaże się w poniedziałek, historyk Piotr Gontarczyk w artykule "Naukowa mistyfikacja" opisuje znalezione przez siebie nieścisłości zawarte w książce "Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski" wydaną przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

"Historia Żydów w Bochni to jedna z części książki 'Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski' pod redakcją Jana Grabowskiego i Barbary Engelking przedstawianej jako sztandarowe dzieło nowej 'polskiej szkoły badań Holokaustu'" - pisze portal wPolityce.pl cytując treść artykułu. "Sięgnięto w niej po akta sprawy karnej OD-manna (skrót od Ordnungsdienst, Jüdischer Ordnungsdienst, dosł. Żydowska Służba Porządkowa, czyli żydowska policja - PAP) Samuela Frisha, ich sygnaturę przywołując w przypisie (IPN Kr 502/725), choć ani sam Frish, ani to, kim był, ani żadna informacja dotycząca działalności OD w Bochni nie znalazły się w książce" - czytamy.

Reklama

Jak pisze dalej Gontarczyk, "powołując się na te akta, doktorantka Instytutu Filozofii i Socjologii PAN Dagmara Swałtek-Niewińska napisała tylko: 'Grupy poszukujące [w Bochni] ukrytych Żydów składały się z kilku osób, zwykle policjanta niemieckiego, kilku policjantów polskich oraz często osoby zatrudnionej do wyważania drzwi'".

Historyk podkreśla w artykule komentując słowa doktorantki IFiS PAN: "W świetle przywołanych akt jest jasne, że polska policja była wykorzystywana przez Niemców do pilnowania getta z zewnątrz, a nie do wyszukiwania i otwierania bunkrów w jego wnętrzu. Tym zajmowała się zwykle żydowska, nie polska policja".

W rozmowie z PAP Gontarczyk mówi, że w getcie w Bochni działy się "dantejskie sceny z udziałem żydowskiej policji, tam żadnych Polaków nie było, a oni to w książce na podstawie akt tej sprawy, gdzie jest wszystko opisane: kto to robił, co i jak, opisali, że tych bunkrów szukała polska policja". "Zniknęła żydowska policja, wstawili polską - to jest gruba sprawa" - ocenił historyk.

Gontarczyk powiedział, że czeka na reakcje autorów publikacji. "Nie mam żadnych oczekiwań poza naukowymi odpowiedziami, naukowymi argumentami. Czekam teraz co w tej sprawie autorzy będą mieli do powiedzenia" - mówi.

Podkreśla, że informacji, o których pisze w "Sieci", to tylko jedne z kilku - jego zdaniem - nieścisłości zawarte w publikacji. 

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności