Zakupione przez Polskę Archiwum Eissa potwierdza, że państwo polskie nie było obojętne wobec krzywdy Żydów - powiedział PAP wicepremier, minister kultury Piotr Gliński. Wszędzie, gdzie było to możliwe urzędnicy państwa polskiego, często z narażeniem życia, pomagali Żydom - podkreślił.

Zdjęcie

Po blisko 75 latach Polska odzyskała tzw. Archiwum Eissa (fot. Ambasada RP w Bernie) /MSZ /PAP
Po blisko 75 latach Polska odzyskała tzw. Archiwum Eissa (fot. Ambasada RP w Bernie)
/MSZ /PAP

PAP: Polska po blisko 75 latach i po ponadrocznych negocjacjach zakupiła tzw. Archiwum Eissa. Co to za archiwum?

Piotr Gliński: Archiwum Eissa to odnalezione wiele lat po wojnie dokumenty należące do rebbe Chaima Eissa, zuryskiego kupca, jednego z liderów ortodoksyjnego ruchu Aguda Yisrael, który w czasie II wojny światowej współpracował z polskimi dyplomatami, w tym z posłem, ówczesnym ambasadorem Polski w Szwajcarii Aleksandrem Ładosiem i tzw. Grupą Berneńską; w celu pomocy Żydom zagrożonym Holokaustem. Grupą Berneńską zwani są polscy dyplomaci i działacze żydowscy, którzy w czasie II wojny światowej wystawiali fałszywe paszporty Żydom, by umożliwić im ucieczkę do krajów Ameryki Południowej. Niemcy w niektórych okolicznościach honorowali te paszporty. Akcję prowadzono z Berna.

Reklama

PAP: Ile osób zostało uratowanych dzięki tym działaniom?

Tego dokładnie nie wiemy. Listy osób, które miały dostać te paszporty liczą kilka tysięcy. Nasi naukowcy w tej chwili to ustalają, dokumentują, poszukują także śladów tej akcji w naszych archiwach. Mogę zdradzić, że pracownicy Instytutu Pileckiego już takie ślady znaleźli, są także informacje mówiące o tym, że część tzw. Archiwum Eissa znajduje się na Węgrzech.

PAP: Jakie dokumenty z Archiwum Eissa zakupiła Polska?

- Zakupiliśmy osiem sfabrykowanych paszportów Paragwaju, unikatowe i nigdy nieużyte zdjęcia osób ubiegających się o takie paszporty, oryginalną listę z kilkoma tysiącami nazwisk Żydów z gett, którzy w ten sposób próbowali się ratować z Zagłady, a także korespondencję między polskimi dyplomatami i organizacjami żydowskimi. Dodam, że dokumenty zostały zakupione ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego dla Muzeum Auschwitz-Birkenau, ale muzeum będzie udostępniało te dokumenty innym ośrodkom. Bardzo bym chciał, żeby część była prezentowana w Muzeum Historii Polski.

PAP: W jaki sposób zostało odnalezione to archiwum?

- Polskim dyplomatom udało się zlokalizować archiwum w prywatnej kolekcji spadkobierców Chaima Eissa. Kluczowe było przekonanie ich, że miejsce archiwaliów jest w Polsce. Udało się to m.in. dzięki dwóm osobom - ambasadorowi RP w Szwajcarii dr Jakubowi Kumochowi oraz honorowemu konsulowi w Zurychu Markusowi Blechnerowi. W trakcie swojego pobytu w Szwajcarii będę chciał podziękować tym osobom, a także wręczyć panu konsulowi odznaczenie "Zasłużony dla Kultury Polskiej".

PAP: Archiwum Eissa potwierdza zaangażowanie Polaków, państwa polskiego w ratowanie Żydów.

- Archiwum Eissa potwierdza, że państwo polskie nie było obojętne wobec krzywdy Żydów w czasie II wojny światowej. Wszędzie, gdzie było to możliwe urzędnicy państwa polskiego, w tym wypadku dyplomacie, często z narażeniem życia, pomagali Żydom. Powinnością naszego państwa jest to, aby świat się dowiedział o tej akcji i o tym współdziałaniu Polaków i Żydów, polskiego państwa i przedstawicieli społeczności żydowskiej w celu ratowaniu ich pobratymców. Rada Pomocy Żydom Żegota, Irena Sendlerowa, rodzina Ulmów, Kowalskich, Szmul Zygielbojm, który na wieść o upadku powstania w getcie warszawskim, popełnił samobójstwo, emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego, który jako jeden z pierwszych starał się zwrócić uwagę Zachodu na tragedię Żydów europejskich rtm. Witold Pilecki, bohaterowie Grupy Berneńskiej; to są kamienie milowe, epizody, o których musimy mówić światu. Pamiętajmy, że po drugiej stronie była cała machina Holokaustu, zorganizowana przez Niemców i ich nazistowskich sojuszników w celu wymordowania narodu żydowskiego, były pociągi, które rząd francuski, wraz z koloniami francuskimi organizował, żeby wywozić własnych obywateli żydowskiego pochodzenia do miejsc eksterminacji, były holenderskie, francuskie czy norweskie dywizje SS. W Polsce natomiast groziła kara śmierci za pomoc Żydom. Z drugiej strony była także kara śmierci dla szmalcowników, którzy zachowywali się w sposób podły i podczas Holokaustu szantażowali i rabowali Żydów, uczestniczyli także w zbrodniach na swoich współobywatelach.

PAP: Czy historycy z Polski mogli już zapoznać się z dokumentami Archiwum Eissa?

- Częściowo tak, zapoznawali się z nimi wstępnie przy ich odbiorze. W sobotę będą one po raz pierwszy prezentowane na wystawie w Rezydencji Ambasadora RP w Bernie.

PAP: Kiedy Archiwum Eissa zostanie sprowadzone do Polski?

- Po prezentacji Archiwum w Szwajcarii, na początku 2019 r. kolekcja przybędzie do Polski i znajdzie się w zbiorach Muzeum Auschwitz-Birkenau, gdzie dokumenty zostaną poddane konserwacji a potem przeanalizowane przez polskich archiwistów i historyków.

PAP: Dla kogo, oprócz badaczy i historyków, mogą być cenne te archiwa? Dla filmowców, literatów?

- Oczywiście, jest to materiał i dla literatów i dla filmowców. Na pewno zainteresowani tymi archiwami są naukowcy, którzy zajmują się sprawami Holkaustu, relacji polsko-żydowskich, czy postawy polskiego państwa i Polaków w czasie II wojny światowej. Niestety kwestiami tymi mogą interesować się także osoby, które są odpowiedzialne za propagandę przeciwko Polsce na świecie.

PAP: W jaki sposób zatem mogą być wykorzystane propagandowo te dokumenty?

- Nie jest tajemnicą, że jesteśmy pod bardzo dużą presją czarnej, kłamliwej propagandy na temat Polski. Niestety w tej propagandzie uczestniczą także Polacy, jest to przerażające i trudne do komentowania. Kłamstwa, np. o polskim antysemityzmie, szerzone po zakończeniu II wojny światowej np. przez Sowietów stały się elementem propagandy naszych wrogów. Prowokacje, np. ta kielecka z 1946 r., miały dezawuować Polskę w oczach Zachodu. Później to było powtarzane przez historyków i pseudopublicystów i ciągnie się do tej pory.

PAP: Jednak wydaje się, że Archiwum Eissa nie może być źle wykorzystane...

- Wszystko może być źle wykorzystane, jeżeli tylko ktoś ma taki zamiar. Tego nas uczy historia i to jest bardzo przykre. W propagandzie na temat Polskie jest wiele kłamstwa, my przecież nigdy nie twierdziliśmy, że nie było szmalcowników czy prymitywnych, podłych ludzi, którzy zarabiali na czyimś nieszczęściu. To jest zupełnie oczywiste, natomiast mówienie, że Polacy byli obojętnym tchórzami wobec krzywdy narodu żydowskiego jest skandaliczne. To jest ahistoryczna i ideologiczna interpretacja rzeczywistości. Nikt z nas nie wie, jak by się zachował w tamtych realiach, w tamtej rzeczywistości, sami Żydzi mówią, że nie wiedzą, jak by na miejsc tamtych ludzi postąpili. Prawdą jest i tego się nie wypieramy, że wśród społeczeństwa polskiego byli także mordercy, ale robienie z tego stereotypu Polaka jest zwykłym kłamstwem. Państwo polskie, jako jedyne stworzyło instytucjonalne instrumenty pomocy Żydom, a z drugiej strony karano szmalcowników. Także kościół polski poprzez swoich i wyznawców i osoby duchowne pomagał Żydom, przecież większość dzieci żydowskich przechowywana była właśnie w klasztorach. Księża polscy byli masowo eksterminowani i mordowani za pomoc Żydom. Mieszanie polskiego przedwojennego antysemityzmu, z antysemityzmem II wojny światowej i po II wojnie jest również myśleniem ahistorycznym. Nie można tych zjawisk ze sobą łączyć i mieszać, bo były to zupełnie inne rzeczy, dlatego właśnie dla niektórych odkrycie Archiwum Eissa jest niewygodne. Nie potwierdza ich tez, a potwierdza naszą, że polskie państwo tam gdzie to było możliwe pomagało swoim obywatelom pochodzenia żydowskiego.

Rozmawiała Katarzyna Krzykowska (PAP)

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności