- Dochodzili Rosjanie i dowódcy AK chcieli pokazać, że Polacy sami Warszawę wyzwolą. Taki był cel wybuchu powstania – powiedział PAP Eugeniusz Tyrajski "Sęk", "Genek", żołnierz Pułku Armii Krajowej "Baszta", wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich.

Zdjęcie

Eugeniusz Tyrajski "Sęk", "Genek", żołnierz Pułku Armii Krajowej "Baszta", wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich /Robert Gardziński  /Agencja FORUM
Eugeniusz Tyrajski "Sęk", "Genek", żołnierz Pułku Armii Krajowej "Baszta", wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich
/Robert Gardziński /Agencja FORUM

Eugeniusz Tyrajski w czasie Powstania Warszawskiego był żołnierzem pułku "Baszta", batalionu "Karpaty", kompanii K-2. Wraz ze swoim oddziałem został skierowany 1 sierpnia 1944 r. do przejęcia terenu wyścigów konnych na Służewcu. Jak sam tłumaczył, ze względu na stajnie przebywał tam oddział konny SS.

"Między obecną stacją Metro Wilanowska, a terenem wyścigów konnych to właściwie były wsie, po prawej stronie wieś Zagościniec. Mieszkaniec tej wsi wskazał nam wejście na teren wyścigów boczną furteczką przez mur od strony północno-zachodniej" - opowiadał Tyrajski.

Reklama

Akcja opanowania terenu wyścigów rozpoczęła się punktualnie o 17. "Nad miastem zaczęły się pokazywać dymy i słychać było strzelaninę. Wtedy myśmy przystąpili do ataku na teren wyścigów konnych" - opowiadał Tyrajski. "Moment zaskoczenia był bardzo korzystny dla nas, Niemcy uciekali przed nami, także myśmy nawet zajęli dosyć spory teren, przede wszystkim cały teren stajni, a także dalsze budynki, gdzie mieszkali bądź stacjonowali Niemcy" - dodał.

Tyrajski podkreślił, że Niemcy byli wojskiem dobrze zorganizowanym i dwa razy liczniejszym niż powstańcy. "Zaczęli nas spychać z zajętego już terenu, i jeszcze robili to tak umiejętnie, że spychali nas na treningowy tor, który był usytuowany w kierunku północno-zachodnim, w stosunku do głównego toru wyścigowego, który jest wzdłuż ulicy Puławskiej, osłonięty murem dookoła jednolitym. Dlaczego to robili? Spychając nas na ten teren, myśmy musieli się wycofywać przez ten odkryty teren" - mówił.

"Do dzisiaj widzę twarz tego Niemca"

Za swoje największe dokonanie w powstaniu Tyrajski uważa uratowanie ponad 10 lekko rannych kolegów, których wraz z trzema żołnierzami Baszty udało się przerzucić przez mur wyścigów i ocalić od śmierci.

"Dlaczego powstanie wybuchło? To jest ważne pytanie. No właśnie dlatego, że dochodzili Rosjanie i dowódcy polskich oddziałów Armii Krajowej chcieli pokazać, że Polacy sami wyzwolą Warszawę, a nie Rosjanie. Takie było nasze rozumienie celu wybuchu powstania" - wyjaśnił Tyrajski - "Niestety, prawda była inna: Rosjanie się zatrzymali, nie pomogli nam, a Niemcy byli lepiej uzbrojeni. Po dwumiesięcznych walkach skończyło się tak, jak się skończyło".

Powstanie Warszawskie. Najważniejsze fotografie

liczba zdjęć: 8

Eugeniusz Tyrajski powiedział także, że moment wybuchu powstania to był czas euforii. "Przecież przeważająca większość powstańców to byli bardzo młodzi ludzie. Ta młodzież była zazwyczaj przygotowywana w okresie okupacji przez różne szkolenia do tej walki i do tego, że ta walka będzie" - powiedział. Tyrajski odebrał w domu patriotyczne wychowanie, jego ojciec walczył z bolszewikami w 1922 r. Z ojcem widział się ostatni raz, kiedy ten odprowadzał syna na miejsce zbiórki.

"To, co ja teraz mówię, to są moje wspomnienia tego, co ja przeżyłem w bardzo młodym wieku, ale to pozostało w sercu do końca w dalszym ciągu. Przecież to czuję, wiem, dlaczego tak postępowałem, wiem, że byliśmy na to przygotowani, że to młode pokolenie wiedziało, że będzie walczyć, zdawało sobie z tego sprawę, że może zginąć, ale ludzie nie chcieli o tym myśleć" - tłumaczył.

"Do dzisiaj widzę twarz tego Niemca, który decydował moim losie" - powiedział Tyrajski, wspominając chwilę, gdy po upadku Sadyby wychodził z piwnicy jako cywil. "Pistolet maszynowy tego Niemca, który stoi przede mną i przesuwa mnie na jedną stronę. Tych, co poszli na drugą stronę, rozstrzelali" - dodaje.

"Co znaczy szczęście?"

Tyrajski wspominał także pobyt w obozie przejściowym w Pruszkowie, gdy Niemcy z Ukraińcami nagle zaniechali wyłapywania mężczyzn z kolumny kobiet, które kierowano do wagonów. "Co znaczy szczęście? Z daleka widzimy, że Niemcy wyciągają tych mężczyzn. Gdy zbliżamy się do tego wagonu, zrywa się potworna ulewa, potoki wody leją się z nieba. Ci Niemcy z mundurach krzyczą 'Schneller! Schneller!' - nie patrzą, kto do tych wagonów wchodzi. W ten sposób z tego transportu spod Pruszkowa do miejscowości Bossen koło Frankfurt nad Odrą, gdzie nas wysadzono, na ponad 1000 dziewcząt znalazło się koło 15 chłopaków zaledwie" - powiedział.

Po oswobodzeniu obozu przez armię amerykańską 12 sierpnia 1945 r. wziął ślub z koleżanką ze szkolnych lat - Teresą Kuklińską ps. "Basia", którą spotkał właśnie w obozie przejściowym w Pruszkowie.

1 sierpnia 1944 r. na mocy decyzji Dowódcy Armii Krajowej gen. Tadeusza Komorowskiego "Bora" w Warszawie wybuchło powstanie. Przez 63 dni powstańcy prowadzili z wojskami niemieckimi heroiczną i osamotnioną walkę, której celem była niepodległa Polska, wolna od niemieckiej okupacji i dominacji sowieckiej.

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności