Był jednym z tych rodaków, którzy zapisali się w historii odległych państw, i to zapisali chwalebnie: nie jako kolonizatorzy czy wielbiciele boga Marsa, lecz autentyczni dobroczyńcy.

Zdjęcie

Ignacy Domeyko - geolog, podróżnik, profesor Uniwersytetu w Santiago w Chile. Fotografia portretowa. /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Ignacy Domeyko - geolog, podróżnik, profesor Uniwersytetu w Santiago w Chile. Fotografia portretowa.
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Kogo jak kogo, ale Ignacego Domeykę (1802-1889) śmiało można nazywać dobroczyńcą Chilijczyków: dokonane przezeń odkrycia zasobów surowców naturalnych dały ich ubogiemu krajowi źródło wielkich dochodów, pozwoliły na rozwinięcie się przemysłu, podejmowana z kolei działalność oświatowa podniosła poziom kulturalny społeczeństwa, inicjatywy zaś, podejmowane z pozycji rektora uniwersytetu w Santiago, rozbudziły aspiracje intelektualne w środowisku, którego aktywność na tym polu pozostawiała wiele do życzenia. Nic więc dziwnego, że nazwisko tego Polaka po dziś dzień wymawiane jest w południowoamerykańskim państwie z najwyższym szacunkiem i uznaniem.

Zanim Domeyko stał się wybitną postacią zamorskiego społeczeństwa, przeszedł długą i nieprostą drogę. Zaczęła się na Białej Rusi, w rodzinnym majątku oraz w domu stryja, który po śmierci ojca Ignacego roztoczył nad bratankiem opiekę i zainteresował go mineralogią. Wykształcony na Cesarskim Uniwersytecie Wileńskim (magister filozofii - z zakresu matematyki), być może zostałby prowincjonalnym hreczkosiejem, jako że po zakończeniu studiów zajął się prowadzeniem majątku ziemskiego, gdyby w jego życiu nie zamieszała polityka.

Reklama

Najpierw dopadła go z powodu przeszłości. Jako student należał otóż do filomatów i odgrywał wśród nich poczesną rolę kierownika działu przyrodniczego (a i przyjaźnił się z Adamem Mickiewiczem), dlatego kiedy spokojnie już gospodarzył na wsi został poddany śledztwu z powodu dawnej przynależności. Uniknął wprawdzie dotkliwych represji, ale posiedział trochę w areszcie i obłożony został dozorem policyjnym, wymagającym m.in. uzyskiwania zgody na każdy wyjazd poza granice macierzystego powiatu. Po raz drugi polityka upomniała się o Domeykę, kiedy wybuchło powstanie listopadowe. Wziął w nim udział, uczestniczył w kampanii litewskiej - a po jej fiasku musiał emigrować.

Rudolf Weigl. Człowiek, który pokonał tyfus

Historia zadrwiła z Rudolfa Weigla okrutnie. Pierwszy raz stracił szansę na Nobla, bo chciał być Polakiem, a nie Niemcem, drugi, bo znaleźli się Polacy, którzy uznali, że był złym Polakiem - pisze Mariusz Urbanek w książce "Profesor Weigl i karmiciele wszy". czytaj więcej

Osiadł wtedy - nielegalnie, bo bez zgody władz - w Paryżu, i wykorzystał możliwości, stwarzane przez wielki ośrodek akademicki: uczestniczył w wykładach i kursach, a na koniec odbył studia w Wyższej Szkole Górniczej (dyplom otrzymał w 1837 r.). Zdążył potem tylko podpisać umowę o pracę w charakterze geologa, poszukującego złóż rud dla planowanej w Alzacji huty żelaza, i otrzymał propozycję objęcia stanowiska wykładowcy chemii i mineralogii w szkole górniczej w Coquimbo w Chile. Przyjął ją - zwłaszcza, że rekomendował mu to przyjaciel: Mickiewicz.

Pracę na nowym miejscu rozpoczął w połowie 1838 r. Tym, czego od niego najbardziej oczekiwano, było przekazanie umiejętności wytapiania srebra; stanął na wysokości zadania. Sprawdził się również jako organizator nauczania, a następnie wykładowca fizyki, chemii, mineralogii i metalurgii w szkole górniczej, szef laboratorium naukowego (sam je stworzył), badającego zawartość pozyskiwanych w terenie próbek, a także... sędzia górniczy, od którego werdyktów nie było odwołania.

Jako naukowiec z prawdziwego zdarzenia każdy rok szkolny poświęcał pracy zawodowej, okresy wakacyjne zaś przeznaczał na podróże badawcze po Andach. W ich trakcie odkrył m.in. jedno z największych na świecie złóż miedziowo-molibdenowych El Teniente, wiele złóż węgla, złota, a także nieznany nauce minerał, nazwanego potem na jego cześć domeykitem.

W Coquimbo Ignacy Domeyko pracował do 1846 r. Wykształcił w tym czasie wielu specjalistów; najzdolniejszych, których wysyłał na studia do Francji, przygotował do objęcia sukcesji po sobie, jako że planował wrócić do Paryża. I kiedy zamierzał już to zrobić, przedstawiciele rządu Chile złożyli mu niespodziewaną ofertę: aby przyjął posadę profesora chemii (zajmującego się wszelako także fizyką i mineralogią) uniwersytetu w Santiago, a także pomógł w zreformowaniu tej uczelni. Oferta skusiła uczonego.

Jan Dybowski. Na Saharze i w tropikach

Z jego odkryć najwięcej korzyści czerpała wprawdzie Francja, ale Polakiem był, za Polaka się uważał i kiedy tylko było to możliwe – pracował dla Polski. Biografia Jana Dybowskiego jest dobrym przykładem poplątanych i zawiłych losów rodaków, zmuszonych żyć bez własnego państwa. czytaj więcej

Pozostanie w Chile uniemożliwiło Domeyce udział w kłębiących się na macierzystym kontynencie ruchach, znanych w historii jako Wiosna Ludów - choć na wieść o ich rozpoczęciu nosił się z zamiarem powrotu do podzielonej przez zaborców Polski. Zatrzymał go jednak nie (będący swoją drogą wyjątkowym honorem, gdyż podjęty bez jego zabiegów) akt nadania przez parlament obywatelstwa Chile, co względy osobiste: małżeństwo z Enriquette de Sotomayor. Będący już w mocno średnim wieku profesor nie miał wcześniej czasu na sprawy osobiste...

Przez wiele następnych latach Ignacy Domeyko zajmował się nauką i dydaktyką. Pisał i publikował nowatorskie podręczniki oraz prace naukowe (po hiszpańsku, francusku, niemiecku i polsku), tworzył i wzbogacał uniwersytecką kolekcję minerałów, wychodził z praktycznymi inicjatywami szerokiego wykorzystania w rodzimym rolnictwie nawożenia saletrą. Przede wszystkim jednak pracował na rzecz podniesienie poziomu naukowego kraju. Jego wyłączną zasługą jest uczynienie z uniwersytetu w Santiago nowoczesnego ośrodka naukowego, zorganizowanego na wzór Uniwersytetu Wileńskiego i uczelni niemieckich. Przyjętą w 1867 godność rektora tej uczelni piastował przez 16 lat, do 1883 roku, w którym otrzymał od rządu dożywotnią rentę określoną jako "pensja wdzięczności".

Okres pobytu na krańcu świata nie przyćmił w Domeyce patriotyzmu. Zawsze utrzymywał bliskie kontakty z rodakami, słał im regularnie przesyłki, zawierające niełatwo dostępne w Europie próbki minerałów. Kiedy więc przeszedł w stan spoczynku, zaraz wyruszył - w 1884 r. - w podróż do ojczyzny (a także do mieszkającej na Litwie córki i bawiącego w Galicji syna). W czasie trwającej 3 lata wizyty był niezwykle aktywny: zwiedzał polskie miasta, wyprawił się do Paryża, Rzymu i Ziemi Świętej, w Krakowie przyjął doktorat honoris causa uniwersytetu.

Pod koniec 1888 r. postanowił wrócić do domu. Dwumiesięczna podróż okazała się zabójcza. Domeyko podupadł wtedy na zdrowiu i już go nie odzyskał. Zmarł po kilku tygodniach choroby. W Chile ogłoszono wtedy żałobę narodową. Koszt uroczystego pogrzebu wziął na siebie rząd. Prasa pisała: "Domeyko był więcej niż profesorem, był apostołem nauki w Chile. Zasługi jego zdobyły mu niezmierną wdzięczność narodu.".

(wald)

Artykuł pochodzi z kategorii: Drogi do wolności