Utworzone 20 grudnia 1812 roku przez władze Księstwa Warszawskiego oddziały lekkiej jazdy, której nadano nazwę Krakusi, miały być przeciwwagą dla ruchliwych i tym samym uciążliwych dla wojsk napoleońskich carskich kozaków. Między innymi dlatego Krakusów mocno nietrafnie nazywano "polskimi kozakami".

Zdjęcie

Krakusi na obrazie Piotra Michałowskiego /INTERIA.PL
Krakusi na obrazie Piotra Michałowskiego
/INTERIA.PL

Jedna z konsekwencji klęski Napoleona w Rosji było całkowite unicestwienie i upadek francuskiej kawalerii. Dumni francuscy szwoleżerzy i lansjerzy wracali spod Moskwy na piechotę - o ile w ogóle wracali.

Pobity Cesarz Francuzów w czasie odwrotu już przemyśliwał o rewanżu. Do tego potrzebna mu była nowa armia, w której kluczową rolę odgrywała bitna i szybka jazda. A któż potrafił lepiej walczyć na koniu niż Polacy?

Reklama

W sukmanie i na wiejskim koniu

Powstanie Krakusów poprzedzał ekstraordynaryjny pobór - z każdych 50 dymów, czyli gospodarstw wiejskich, miał się stawić jeździec - jak napisano - "na koniu wiejskim zdrowym i mocnym". Nadwyżki osobowe, które nie trafiły w szeregi regularnej liniowej jazdy, zgodnie z rozkazem ks. Józefa Poniatowskiego postanowiono wykorzystać do stworzenia liczącej 2000 żołnierzy lekkiej kawalerii.

Armia Księstwa Warszawskiego zadbała, by Krakusów wyróżniał narodowy charakter munduru. Z tego powodu kawalerzyści ubrani byli w chłopską sukmanę (granatową lub białą) i charakterystyczną dla Krakowa czerwoną czapkę rogatywkę z czarnym baranim futrem na otoku.

W walce Krakusi posługiwali się lancą - co charakterystyczne - początkowo pozbawioną proporczyków i bardzo długą (miała niwelować braki w fechtunku), szablą i pistoletami, które nosili na smyczy.

To, co jeszcze wyróżniało Krakusów spośród innych rodzajów kawalerii, to niewielkie, ale rącze i żwawe konie, na których jeździli. Zwierzęta miały niewiele ponad 142 cm w kłębie. Dzięki temu Krakusi mogli znakomicie spełniać zadania operacyjne, do których zostali powołani. A były to rozpoznanie, ataki dywersyjne na tyły przeciwnika czy ubezpieczanie czułych punktów armii w czasie bitwy, czyli tyłów i skrzydeł.

"To przecież dzielna jazda!"

Nie oznacza to, że Krakusi byli wyłącznie przeznaczeni do zadań zwiadowczych i pomocniczych.

Początki chłopskiej jazdy były jednak trudne. Ze względu na brak wyszkolenia i wyposażenia, nieumiejętne dowodzenie, oraz strach przed postępującymi do przodu wojskami carskimi, Krakusi podatni byli na dezercję.

Dodatkowo w wyniku porażki w potyczce pod Stawiszewem w lutym 1813 roku, Krakusi poszli w rozsypkę. Ks. Józef Poniatowski musiał przeprowadzić reorganizację utworzonych przez siebie oddziałów. I choć Krakusom dalej brakowało wyposażenia, to jednak w opisach z tamtych czasów znajdujemy informacje o żarliwym patriotyzmie i odwadze chłopskich kawalerzystów.

W czasie walk na terenie Czech i Saksonii, gdzie wycofała się armia cesarska, Krakusi wsławili się zwłaszcza w potyczce pod Neustadt. Będący pod wrażeniem polskich jeźdźców Napoleon miał powiedzieć do bezpośrednio dowodzącego kawalerią generała Jana Nepomucena Umińskiego: ,,To przecież dzielna jazda! Generale Umiński! Ja muszę mieć takich trzy tysiące!".

Dodajmy jako ciekawostkę, że postawione do góry kaptury opończy Krakusów upodabniały Polaków do zwiadowczej nieregularnej jazdy rosyjskiej, co nasi kawalerzyści często wykorzystywali, wprowadzając Rosjan w błąd.

77 krzyży Virtuti Militari

Dalsze losy Krakusów związane były z upadającym Cesarzem Francuzów. Kawalerzyści brali udział w nieszczęsnej bitwie pod Lipskiem, gdzie śmierć poniósł ks. Józef Poniatowski. Krakusi - wraz z pułkiem kirasjerów - stanowili osobistą eskortę naczelnego wodza Wojsk Polskich Księstwa Warszawskiego i marszałka Francji. Niestety, nie byli w stanie zapobiec śmierci księcia.

Co więcej, pojawiły się nawet doniesienia, że Krakusi mimowolnie przyczynili się do śmierci swego wodza. Francuscy saperzy mieli wziąć Polaków za oddział kozacki i przedwcześnie wysadzić most na Elsterze.

Krakusi jechali w honorowym orszaku żałobnym, w którym zwłoki ks. Józefa Poniatowskiego powracały do kraju.

W ostatnim okresie istnienia Krakusów dowodził nimi pułkownik Józef Dwernicki, który wsławił się później w czasie Powstania Listopadowego. Chłopska jazda - po kolejnej reorganizacji już na terenie Francji - walczyła w marcu 1814 roku w obronie Paryża. Po abdykacji Napoleona Krakusi powrócili do Polski. Choć przegrani, to z opinią bitnej jazdy, czego najlepszym dowodem było nadanie - w ciągu krótkiej przecież historii korpusu - członkom oddziałów aż 77 krzyży Virtuti Militari.

Znów przeciwko Rosjanom i Niemcom

Tradycja chłopskiej jazdy odżyła podczas Powstania Listopadowego 1930 roku, Krakowskiego 1846 roku i w trakcie Styczniowego zrywu 1863 roku.

Pomimo katastrofy Powstania Styczniowego przywiązanie do tradycji chłopskiej jazdy było tak silne, że w Galicji zaczęły powstawać tak zwane banderie Krakusów. Były to kilku- lub kilkunastoosobowe oddziały kawalerzystów w sukmanach i rogatywkach, ale już bez lanc i szabel, spełniające zadania wyłącznie reprezentacyjne.

Tradycje jazdy kontynuowane były w czasach II Rzeczpospolitej, kiedy to w Krakowie w 1920 roku powstał ochotniczy oddział Krakusów, który został później wcielony do jednego z pułków ułanów. Po koniec lat 20. zeszłego wieku władze II Rzeczypospolitej uznały, że ochotnicza kawaleria może być przydatna jako siła obronna, a na terenie Małopolski zaczęto organizować oddziały Krakusów na zasadzie konnego Przysposobienia Wojskowego.

W 1939 roku, w czasie wojny obronnej, Krakusi spełniali funkcję rozpoznawczą, czyli taką, do której zostali pierwotnie wyznaczeni w 1812 roku. I ponownie musieli zmierzyć się z żołnierzami niemieckimi i rosyjskimi.

Artur Wróblewski

Artykuł pochodzi z kategorii: Drogi do wolności