Akt z 7 października to deklaracja woli tworząca pewną rzeczywistość prawną i sygnalizująca ambicje Polaków – mówi PAP prof. Przemysław Waingertner, historyk z Uniwersytetu Łódzkiego. 100 lat temu, 7 października 1918 r., Rada Regencyjna ogłosiła odezwę "Do Narodu Polskiego", w której proklamowała niepodległość Polski i rozwiązywała Radę Stanu.

Zdjęcie

Obchody święta 11 listopada w Warszawie w 1934 roku. Defilada oddziałów piechoty przed marszałkiem Józefem Piłsudskim (na trybunie) /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Obchody święta 11 listopada w Warszawie w 1934 roku. Defilada oddziałów piechoty przed marszałkiem Józefem Piłsudskim (na trybunie)
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

PAP: Czy 7 października powinniśmy świętować jako rzeczywisty moment odzyskania przez Polskę niepodległości? Jeśli tak, to dlaczego tego nie robimy?

Prof. Przemysław Waingertner: Należy zdawać sobie sprawę, że w życiu społecznym potrzebne są pewne symbole, którymi mogą być również daty. Ogniskują one uczucia patriotyczne. Data 11 listopada 1918 r. jest jednym z takich symboli. Trzeba też jednak pamiętać, że odzyskiwanie niepodległości było procesem. Nie rozpoczął się on i nie zakończył 11 listopada 1918 r. Myślę, że można sięgnąć daleko głębiej w lata I wojny światowej. Niezwykle ważnym, przełomowym momentem, którego znaczenia nie uświadamiali sobie ówcześni obserwatorzy, było lato 1916 r. Na froncie wschodnim trwała ostatnia wielka ofensywa rosyjska, zwana ofensywą Brusiłowa. Jej postępy zostały zahamowane wielkim wysiłkiem m.in. trzech walczących wspólnie brygad legionowych. Był to sygnał do rozpoczęcia bardzo ożywionej korespondencji między politykami niemieckimi a austriackimi. Ton wszystkich tych listów jest niemal jednakowy. Pisano w nich, że Polacy pokazali się jako znakomici żołnierze i należy ich wykorzystać jako sojusznika. Należy więc "coś im dać". W najbardziej radykalnych opiniach niemieckich polityków stwierdzano, że Austriacy zawiedli i należy ich zastąpić Polakami. Bezpośrednim efektem bitwy pod Kostiuchnówką latem 1916 r. był akt 5 listopada. Obaj monarchowie państw centralnych ogłosili w nim plan utworzenia Królestwa Polskiego. Nastąpiło umiędzynarodowienie sprawy polskiej. To był pierwszy krok w stronę niepodległości. Gdy przypominamy, że później sprawę niepodległej Polski uznała Rosja, potem postulat ten pojawił się w planie prezydenta Wilsona, a w końcu Komitet Narodowy Polski został uznany przez państwa alianckie za reprezentanta polskich interesów, to musimy wiedzieć, że droga do tych sukcesów wiodła przez umiędzynarodowienie sprawy polskiej, które nastąpiło jesienią 1916 r. 7 października 1918 r. jest więc jedną z istotnych dat na drodze do niepodległości. Funkcjonująca od roku 1917 Rada Regencyjna ogłosiła akt proklamowania niepodległego państwa polskiego. Oczywiście w sensie faktycznym akt ten mijał się z prawdą, ponieważ do wyłącznych kompetencji Rady i powoływanych przez nią rządów oraz tworzonej administracji polskiej należały zaledwie sprawy sądownicze i szkolne. Pozostałe decyzje musiały być konsultowane z Austriakami i Niemcami. Władze okupacyjne mogły również wprowadzać własne zarządzenia bez konsultacji z Radą Regencyjną. Z jednej strony to więc "akt papierowy", z drugiej jednak deklaracja woli tworząca pewną rzeczywistość prawną i sygnalizująca ambicje Polaków. Przypomnijmy, że w ślad za tym aktem nastąpiły kolejne działania. Gen. Hans Hartwig von Beseler zrzekł się zwierzchnictwa nad Polską Siłą Zbrojną. Kierowanie nią przeszło w ręce rządów Rady Regencyjnej. Szefem Sztabu Generalnego został gen. Tadeusz Rozwadowski. Mówiąc o przejęciu przez Józefa Piłsudskiego zwierzchnictwa nad wojskiem, należy również wspomnieć o wcześniejszym przejęciu władzy wojskowej przez Radę Regencyjną. 7 października to bardzo istotny krok na drodze do pełnej niepodległości Polski, której ukoronowaniem był 11 listopada. Akcentujemy tę drugą datę także z powodu podpisanego tamtego dnia zawieszenia broni na froncie zachodnim.

Reklama

PAP: Niestety w 1918 r. nie prowadzono badań nastrojów społecznych, trudno więc oceniać rzeczywisty poziom zaufania do rządów Rady Regencyjnej. Bez wątpienia jednak jej działania były przez wielu postrzegane jako nadmiernie ugodowe wobec okupantów. Czy akt z 7 października 1918 r. nie był zatem ostatnią próbą zyskania społecznej legitymizacji Rady Regencyjnej?

Prof. Przemysław Waingertner: Nad instytucjami państwowymi tworzonymi w latach 1916-1918 ciążył pewien "grzech pierworodny", ponieważ zostały powołane wprost przez państwa centralne lub w porozumieniu z nimi. Niemcy i Austro-Węgry były przecież państwami okupacyjnymi, choć należy podkreślić, że mimo rabunkowej gospodarki i głębokiego kryzysu gospodarczego ich działania w takich aspektach jak funkcjonowanie samorządu polskich sądów i szkolnictwa były o wiele bardziej liberalne niż rządy zaborców rosyjskich. Drugim problemem tworzonych wówczas instytucji było to, że w świetle agresywnej, niepodległościowej i moim zdaniem słusznej polityki Piłsudskiego były ustawiane w jednym szeregu z państwami okupacyjnymi. Rada Regencyjna została powołana, gdy Polakom trzeba było "otrzeć łzy" po rozczarowaniu kryzysem przysięgowym latem 1917 r. i internowaniu polskich legionistów. Józef Piłsudski był w tamtym momencie postrzegany jako męczennik za sprawę polską, tymczasem z nadania okupantów były powoływane "polskie" instytucje. Ich dorobek jest niedoceniany. Rada Regencyjna i podległe jej instytucje przygotowały wiele działań administracyjnych, które ułatwiły przejęcie władzy przez Piłsudskiego i funkcjonowanie państwa w początkach jego istnienia. Bez wątpienia jednak na genezie tych instytucji kładł się cieniem fakt ich powołania przez okupantów oraz skontrastowania ich działań z pryncypialnie niepodległościową postawą i legendą Komendanta I Brygady Legionów Józefa Piłsudskiego. Te dwa elementy nie sprzyjały wizerunkowi tych instytucji, szczególnie w momencie, gdy państwa centralne zaczęły przegrywać wojnę i Polacy nie rozumieli, dlaczego wciąż mają dotrzymywać lojalności Berlinowi i Wiedniowi. Jednak mówiąc o przegrywaniu wojny przez oba cesarstwa i równi pochyłej, na której się znajdowały, należy jednocześnie pamiętać, że odradzająca się Polska była ze wszystkich stron otoczona ich wojskami i okupowana przez ich siły. Przypomnijmy, że Niemcy były wówczas okupantami na terenie powstających państw bałtyckich, a także na Białorusi i dalekiej Ukrainie. Ten czynnik trzeba brać pod uwagę, gdy oceniamy powody kontynuacji współpracy z państwami centralnymi. Działania Rady Regencyjnej wynikały z ostrożnego realizmu politycznego reprezentowanego przez jej członków, głównie odgrywającego w niej najważniejszą rolę księcia Zdzisława Lubomirskiego. Pewnym odstępstwem od tej polityki była Rada Ministrów pod prezydencją Józefa Świeżyńskiego, która podniosła bunt przeciwko Radzie Regencyjnej. Okazało się jednak, że regenci mają na tyle sił i możliwości, że bez trudu zdławili tę próbę zamachu stanu z 3 listopada 1918 r.

PAP: Na ile regenci ufali władzom niemieckim, a na ile skupiali się na stopniowym, organicznym budowaniu różnych instytucji państwowych, które mogłyby poszerzać zakres niezależności odbudowywanego państwa? Czy można oddzielić szerszą wizję polityczną od pragmatyzmu działań Rady Regencyjnej?

100 lat temu Rada Regencyjna ogłosiła odezwę "Do Narodu Polskiego"

100 lat temu, 7 października 1918 r., Rada Regencyjna odezwą "Do Narodu Polskiego" zapowiedziała powstanie niepodległej Polski. Podstawą prawną było tzw. 14 punktów Thomasa Woodrowa Wilsona, czyli zaakceptowany przez państwa centralne fundament przyszłych rokowań pokojowych, kończących... czytaj więcej

Prof. Przemysław Waingertner: Widziałbym obie płaszczyzny tych działań. Byłbym daleki od przypisywania Zdzisławowi Lubomirskiemu i pozostałym regentom stanowiska politycznego, wedle którego maksymalnym celem ich działań było powołanie kondominium zdominowanego przez państwa centralne. Pamiętajmy, że sytuacja polityczna w okresie I wojny światowej zmieniała się bardzo dynamicznie, a wraz z nią marzenia o powstaniu polskiej państwowości. Oczywiście byli tacy, którzy od początku mówili, że ich celem jest odrodzenie w pełni suwerennej Polski. Inni przyjęliby takie rozwiązanie z wielką radością, ale sądzili, że nie jest ono możliwe do zrealizowania. Jednak kolejne zmiany sytuacji politycznej sprawiały, że na horyzoncie można było zobaczyć wolną Polskę. Owi realiści także dostrzegali wówczas taką możliwość i starali się ją wykorzystać. Nie chodziło więc o programową współpracę z Niemcami. Rada Regencyjna przegrała z dynamiką sytuacji. Na początku wojny romantyczny, maksymalistyczny program odzyskania pełnej niepodległości był uznawany za nierealny, ale wydarzenia kolejnych lat sprawiły, że możliwe było jego urzeczywistnienie. Ci, którzy wysuwali koncepcje powolnych kroków do częściowej suwerenności, również starali się uchwycić szansę realizacji idei pełnej niepodległości. Przykładem takiej postawy są działania księcia Zdzisława Lubomirskiego, który nawet przez przeciwników politycznych i ideowych był traktowany jako bardzo uczciwy, wręcz kryształowy. Zauważał, że pojawiają się nowe możliwości polityczne i perspektywy, które trzeba wykorzystywać. Rozumiał też, że należy organizować polskie społeczeństwo, ponieważ trzeba wypełnić pustkę po odejściu rosyjskiego zaborcy. Stąd wynikało pełnienie przez niego urzędu prezydenta Warszawy oraz uczestnictwo w Radzie Regencyjnej. Budowanie takich instytucji i przyczółków niezależności było lepsze niż pustka po upadku zaboru rosyjskiego.

PAP: Listopad 1918 r. i kolejne miesiące byłyby dużo trudniejsze bez wysiłku Rady Regencyjnej...

Prof. Przemysław Waingertner: Tak, należy podkreślić, że wkład Rady Regencyjnej jest nieco niedoceniany. Jej działania zostały przysłonięte postaciami dwóch tuzów polskiej polityki - naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego oraz przywódcy Komitetu Narodowego Polskiego Romana Dmowskiego. Rada Regencyjna przecież poza działaniami symbolicznymi podjęła się realizacji wielu celów praktycznych. Ten dorobek nie został zanegowany przez II Rzeczpospolitą, lecz był rozwijany. Szkolnictwo po 1918 r. było budowane na fundamencie stworzonym przez Radę Regencyjną. Podobnie było z polskim sądownictwem. W skład rządów Rady Regencyjnej wchodziło wielu zasłużonych potem polityków i urzędników. Przykładem może być Stanisław Bukowiecki, późniejszy wieloletni prezes Prokuratorii Generalnej. Rada Regencyjna budowała także zręby polskiej służby dyplomatycznej. Korzenie polskiej dyplomacji tkwią nie tylko w okresie działań Komitetu Narodowego Polskiego, lecz i placówek dyplomatycznych powoływanych przez Radę Regencyjną w stolicach państwach centralnych. Co równie ważne, Rada ma zasługi dla powstania odrodzonego Wojska Polskiego, nad którym władze przekazała 11 listopada 1918 r. Józefowi Piłsudskiemu.

Rozmawiał Michał Szukała (PAP)

Artykuł pochodzi z kategorii: Drogi do wolności