Nic ponoć nie potrafi być równie poplątane jak ludzkie losy - jeśli ktoś nie wierzy w prawdziwość tej tezy, powinien udać się na wiejski cmentarz (pięknie zresztą położony, na zboczu ponad zabudowaniami, skąd roztaczają się piękne widoki na długie łańcuchy wzniesień Pogórza Strzyżowskiego) w Gogołowie, odczytać epitafium na grobie Ignacego Kruszewskiego, a potem zagłębić w źródła, opisujące życie tego pułkownika wojsk polskich i generała armii belgijskiej.

Zdjęcie

Bitwa pod Młynarzami w powstaniu listopadowym, 15 lipca 1831 r. Mal. Wojciech Kossak. Pocztówka wydana w Poznaniu przed 1918 r. /Muzeum Niepodległości /East News
Bitwa pod Młynarzami w powstaniu listopadowym, 15 lipca 1831 r. Mal. Wojciech Kossak. Pocztówka wydana w Poznaniu przed 1918 r.
/Muzeum Niepodległości /East News

Kruszewski otóż - a ściślej Ignacy Marceli Skarbek-Kruszewski - potomek ziemiańskiego rodu pieczętującego się herbem Awdaniec (zwanym też Abdank; to jeden z najstarszych polskich klejnotów szlacheckich), przyszedł na świat 6 stycznia 1799 r. w Lusławicach na ziemi kaliskiej.

Rodzice, Wincenty i Katarzyna z Kossowskich, przeznaczyli go do służby wojskowej. W 1815 r. ukończył więc korpus kadetów w Kaliszu i 34 maja 1816 r. wstąpił do pułku strzelców konnych gwardii Królestwa Polskiego. Rychło (już 3 sierpnia) mianowany oficerem (w stopniu podporucznika), piął się powoli wzwyż: po czterech latach został adiutantem dowódcy pułku, gen. Zygmunta Kurnatowskiego, po kolejnych pięciu awansował na porucznika. Prawdopodobne jest, że w tym czasie należał do tajnych organizacji polskich - zapewne do Wolnomularstwa Narodowego lub Towarzystwa Patriotycznego.

Świadomy powinności, spoczywających na Polaku - choćby i był oficerem armii carskiej - włączył się do działań powstania, które wybuchło w listopadzie 1830 r. i przyznać trzeba, że odznaczył się odwagą, wykazał kwalifikacjami dowódczymi oraz zrobił w wojsku powstańczym iście napoleońską karierę. Zaczynał jako adiutant naczelnego wodza (generała dywizji Józefa Chłopickiego, wraz z którym brał udział w bitwie pod Olszynką Grochowską; potem zajmował to samo stanowisko u boku gen. dyw. Michała Gedeona Radziwiłła i gen. dyw. Jana Zygmunta Skrzyneckiego. 31 marca 1831 r. odniósł ranę pod Dębem Wielkiem, gdzie wojska polskie rozbiły korpus gen. Grigorija Rosena.

W ciągu zaledwie pięciu miesięcy przeskoczył aż cztery szczeble w hierarchii. W lutym awansował na kapitana, w kwietniu był majorem, w maju, w nagrodę za odwagę, jaką wyróżnił się w bitwie pod Przetyczą, stoczoną podczas akcji ostrołęckiej, został podpułkownikiem, w lipcu zaś, gdy od dwóch miesięcy dowodził 5. Pułkiem Ułanów, na czele którego rozbił zgrupowanie rosyjskich dragonów pod Młynarzami, otrzymał epolety pełnego pułkownika oraz Złoty Krzyż Orderu Virtuti Militari.

Reklama

Nie był to koniec jego awansów: po przejściu do II Korpusu generała Girolamo (znanego jako Hieronim) Ramorino objął komendę nad 3. Brygadą Jazdy. Udział w walkach zakończył wycofaniem się wraz ze swym dowódcą, który faktycznie zdezerterował z powstania, do Galicji, a kiedy nie udało mu się dostać do wojsk korpusu gen. Samuela Różyckiego, wciąż walczących w Krakowskiem, zmuszony był udać się na emigrację.

Śladem jakże wielu powstańców wyruszył więc przez Kraków i Drezno do Paryża. Związawszy się w stolicy Francji z grupą wyższych dowódców, skupionych wokół gen. Karola Ottona Kniaziewicza, wypełniał różne misje (m.in. próbował zorganizować - w imieniu gen. Józefa Bema - przemarsz ekspowstańców do Francji), aż wreszcie otrzymał od płk. F. Prószyńskiego, występującego w imieniu króla Belgów Leopolda I, ofertę wstąpienia do armii belgijskiej i objęcia w niej dowództwa pułku.

Kruszewski skorzystał z zaproszenia. Zaangażowany jako oficer kontraktowy, w wysłużonej na polach bitew randze pułkownika objął komendę nad 2. Pułkiem Strzelców Konnych, wraz z którym brał udział w kampanii holenderskiej 1833 r. Po nastaniu pokoju stacjonował w garnizonie Namur - tam został oficjalnie uznany za oficera armii belgijskiej, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Leopolda i awansowany w 1839 r. na dowódcę 2. Brygady Kawalerii. Także z tą jednostką walczył przeciw Holendrom.

Zadomowiony w nowej rzeczywistości Polak przyjął w 1841 r. obywatelstwo belgijskie, rok później - nominację na stopień generała majora i przeniesienie na wyższe stanowisko dowódcy 1. Brygady Kawalerii, stacjonującej w Mechelen na północy kraju. Mimo osiągnięcia życiowej stabilizacji (i pozycji: w 1846 r. monarcha nadał mu Krzyż Oficerski Orderu Leopolda) nie odwrócił się od spraw polskich - a też i środowiska patriotyczne o nim nie zapomniały - i w 1848 r., po wybuchu powstania w Wielkopolsce, od Adama Jerzego księcia Czartoryskiego otrzymał propozycję objęcia dowództwa nad 30-tysięczną armią. Lojalny wobec belgijskiego monarchy powstrzymał się jednak od złożenia dymisji z uwagi na sytuację wewnętrzną w królestwie, zagrożonym niebezpieczeństwem rewolucji republikańskiej.

Dopiero po zażegnaniu rewolty poprosił o zwolnienie z wojska - Leopold I udzielił mu jednak tylko urlopu. Kruszewski wyjechał wtedy do Poznania, zwizytował obóz wojsk w Miłosławiu, zarządzany przez Ludwika Mierosławskiego, ale zorientowawszy się w sytuacji politycznej i militarnej, a zwłaszcza rozczarowawszy stanem przygotowań - odmówił wzięcia odpowiedzialności za dowodzenie niezorganizowanym wojskiem.

Powrócił wtedy do Belgii, objął na powrót swoją brygadę, by pod koniec tegoż 1848 r. objąć czasowo dowództwo Dywizji Jazdy Lekkiej, co było zapowiedzią kolejnego awansu. Niestety, nie był mu dany.

Generał bowiem wdał się w polemikę z częścią prasy belgijskiej, wyrażającej krytyczne i niepochlebne opinie o polskich dążeniach niepodległościowych. Publikując swoje stanowisko wyszedł niejako z cienia i został uznany za niebezpiecznego wroga Rosji (zaszkodziło mu też opublikowanie w 1849 r. w Paryżu "Regulaminu dla jazdy powstającej Polski"). A że - na jego nieszczęście - belgijski rząd postawił sobie za cel nawiązanie stosunków dyplomatycznych z Cesarstwem Rosyjskim, publiczne wystąpienia nie przeszły bez echa: car postawił Belgom warunek - porozumienie za cenę usunięcia Polaków z ich wojska.

W 1852 r. król Leopold, kierujący się racją stanu, zasugerował Kruszewskiemu odejście ze stanowiska. Ten posłusznie złożył dymisję; na pożegnanie otrzymał dożywotnią pensję w wysokości 6 tys. franków, płatnych bez względu na miejsce zamieszkania.

Król wszelako nie przestał cenić Polaka - dowód tego miał nadejść po 11 latach, kiedy generał, niezależny materialnie, osiadł w Galicji i dał się wciągnąć w akcje polityczne. Wcześniej, zaraz po odejściu z belgijskiej armii, odrzucił propozycję objęcia stanowiska szefa sztabu dywizji wojsk tureckich, a także zastępcy dowódcy wojsk w Królestwie Polskim; osiadł za to w Krakowie, zakupił majątek Łazany pod Wieliczką i wiódł stateczny żywot (miał w końcu już grubo ponad 50 lat...).

Ten spokój przerwał wybuch powstania styczniowego. Kruszewski, choć przeciwny zbrojnemu wystąpieniu, nie pozostawał neutralny: działał w stronnictwie Białych, brał udział w posiedzeniu, na którym zapadła decyzja o powierzeniu dyktatury powstania Marianowi Langiewiczowi, i uczestniczył w powołaniu "jawnego ministerium", w którym - od 26 marca do 3 kwietnia - piastował godność dyrektora Wydziału Wojny i w tym charakterze przygotowywał oddziały, wysyłane w bój do Królestwa.

Ta aktywność nie uszła uwadze sprzyjających Rosjanom Austriaków. 3 kwietnia 1863 r. gen. Kruszewski został aresztowany i przez kilka miesięcy był więziony. Na koniec wydano mu nakaz natychmiastowego opuszczenia terytorium Austrii.

I wtedy w sprawę zaangażował się belgijski król - osobista interwencja Leopolda na dworze Franciszka Józefa spowodowała cofnięcie decyzji o wydaleniu generała. Kruszewski pozostał więc w Krakowie, acz aktywności publicznej już nie przejawiał.

Zdjęcie

Miejsce spoczynku generała Ignacego Kruszewskiego na cmentarzu w Gogołowie /Waldemar Bałda /Archiwum autora
Miejsce spoczynku generała Ignacego Kruszewskiego na cmentarzu w Gogołowie
/Waldemar Bałda /Archiwum autora

W 1874 r. doznał ataku apopleksji; podleczony zdecydował się na przenosiny na wieś, z dala od miejskiego gwaru. Kupił wtedy majątek Gogołów na Podkarpaciu i osiadł w nim na stałe. Nie był to najlepszy okres życia dzielnego oficera - jak pisał jego biograf Eligiusz Kozłowski, nie interesował się ani zarządzaniem gospodarstwem, ani życiem politycznym; zdziwaczał i zdewociał.

W Gogołowie przyszła po Ignacego Skarbek-Kruszewskiego z Kruszewa herbu Awdaniec, kawalera Orderu Virtuti Militari i Orderu Leopolda, odznaczonego także w 1860 r. belgijskim krzyżem za wysługę lat, śmierć. Zmarł 25 grudnia 1879 r.

Decyzją rodziny (z żoną, Eufrozyną z Moszczeńskich, którą poślubił w 1842 r., miał dwóch synów i trzy córki) pochowany został na miejscowym cmentarzu, w grobie położonym w sąsiedztwie kaplicy. Długa droga z ziemi kaliskiej przez pola bitew Królestwa Polskiego, Niemcy, Francję, Belgię i Holandię, dobiegła końca w Galicji.

Waldemar Bałda

Fot. autor

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Drogi do wolności