"Idą posępni a grają im dzwony ze wszystkich kościołów a grają im dzwony żałobne / Idą posępni a niosą korony ozdobne, misterne a dla nich ciążące jak ołów, korony szczerniałe, pogrobne / A grają im dzwony ze wszystkich kościołów a szumią łopocą szarfami przyczołów chorągwie, proporce pogrzebne / A grają im dzwony ze wszystkich kościołów ogromne, tętniące podniebne" – tak po kilkudziesięciu latach, powtórne pochowanie szczątków Kazimierza III Wielkiego 8 lipca 1869 roku, w rapsodzie zatytułowanym imieniem ostatniego Piasta opisał Stanisław Wyspiański.

Zdjęcie

Jan Matejko "Wnętrze grobu Kazimierza Wielkiego" /Wikimedia
Jan Matejko "Wnętrze grobu Kazimierza Wielkiego"
/Wikimedia

Jak doszło do powtórnego pochowku zmarłego 5 listopada 1370 roku Kazimierza Wielkiego? W czasie robót konserwatorskich w katedrze na Wawelu 14 czerwca 1869 roku przypadkiem natrafiono na zwłoki ostatniego z Piastów na polskim tronie. Wcześniej miejsce pochówku Kazimierza Wielkiego nie było bowiem ustalone.

Dla pogrążonych w popowstaniowej żałobie Polaków informacja o odnalezieniu szczątków króla, który jako jedyny z polskich władców zapracował na miano "Wielkiego", była niezwykle pokrzepiająca. Ponowny pochówek syna Władysława Łokietka był szansą na zaakcentowanie polskości w czasach zaborów.

Reklama

Niestety, 8 lipca 1869 roku nie wszyscy mogli uczestniczyć w pochówku, który przerodził się w potężną patriotyczną manifestację. W zaborze rosyjskim udział w ceremonii groził represjami, w głowach i sercach mieszkańców porozbiorowego Królestwa Polskiego wciąż były sceny i emocje z okresu tłumienia powstania styczniowego przez carskie wojska.

Nie zawiedli za to Polacy z zaboru austriackiego, najbardziej liberalnego, ale też i z represyjnego pruskiego. W Krakowie pojawiły się tłumy reprezentujące właściwie wszystkie warstwy społeczne: od szanowanych profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i Lwowskiego, przez posłów na galicyjski Sejm Krajowy i parlamentarzystów wielkopolskich, przedstawicieli najróżniejszych popularnych wówczas towarzystw naukowych i rolniczych, członkowie izb przemysłowych, prawnicy, lokalni politycy, rzemieślnicy, włościanie, wreszcie również i przedstawiciele gminy żydowskiej. Nie zabrakło oczywiście duchowieństwa. Dominowały uniformy narodowe bądź stroje żałobne.

Orszak pogrzebowy wyruszył po mszy o godzinie ósmej rano spod  kościoła Najświętszej Maryi Panny na Wzgórze Wawelskie przy dźwiękach dzwonu Zygmunta. Pochód obserwowany był przez setki krakowian, którzy wciskali się w udekorowane barwami narodowymi i żałobnymi okna kamienic przy ulicy Grodzkiej i okupowali strome dachu domów. Jak wspominają świadkowie, panowała cisza. W orszaku nie uczestniczyła bowiem żadna orkiestra, nie słychać było również komend policyjnych wojskowych, gdyż Austriacy z wyczuciem i rozsądkiem nie wysłali na manifestację mundurowych.  

Trumnę nieśli - to również symboliczne - dwaj chłopi z królewskiego Łobzowa, gdzie często przebywał Kazimierz Wielki, dwaj studenci założonej przez ostatniego Piasta wszechnicy krakowskiej oraz wiceprezydent miasta Feliks Szlachtowski. Marszałek krajowy Leon Sapieha niósł ułożone na aksamitnej poduszce odnalezione w grobie kopie insygniów królewskich.

W katedrze wawelskiej na orszak oczekiwał zaprojektowany przez Jana Matejkę katafalk, który - według opisów - sięgał do połowy wysokości świątyni. Nie zabrakło również i akcentów patriotycznych, jak amarantowych flag z symbolami Orła i Pogoni, przypominającymi o wielkości Rzeczpospolitej Obojga Narodów.   

Po uroczystej mszy celebrowanej przez biskupa Antoniego Gałeckiego, orszak wraz z trumna przeszedł z nawy głównej świątyni przed przygotowany do powtórnego pochówku pomnik Kazimierza Wielkiego. Po złożeniu trumny sarkofag został zamurowany.

Na koniec dodajmy, że dzięki przypadkowemu odnalezieniu szczątków Kazimierza Wielkiego, potwierdzona została przyczyna śmierci władcy. Rzeczywiście, jak pisał  kronikarz Janko z Czarnkowa "goniąc jelenia, gdy się koń pod nim przewrócił, spadł z niego i otrzymał niemałą ranę w lewą goleń". Odnalezione szczątki wykazały bowiem złamanie lewej nogi, które nie leczone znacząco przyczyniło się do śmierci ostatniego z Piastów.

Artykuł pochodzi z kategorii: Drogi do wolności