Obrońcy Festung Krakau ponownie posiedli wiedzę o przygotowaniach przeciwnika, tym razem wykorzystując lotnictwo, śledzące bez przeszkód ruchy wojsk. Rosjanie siłami XXI Korpusu opanowali podkrakowskie wsie Bogucice i Bieżanów i zaatakowali fort 51 Rajsko. Pomimo ciężkiego ostrzału znakomitej artylerii fortecznej, w tym słynnych ciężkich moździerzy kalibru 305 mm, nieprzyjaciel dotarł aż do wzgórza Kaim (265 m n.p.m.), ok. 10 km od krakowskiego rynku.

W dniu św. Mikołaja, 6 XII 1914 roku, załoga krakowska wsparta potężnym ogniem artylerii, uderzyła na Rosjan i odrzuciła ich ku południowemu wschodowi.

Reklama

Ciężkie walki pod Krakowem i Wieliczką trwały do 15 grudnia i zakończyły się dotkliwą porażką armii gen. Dimitriewa, który musiał skierować swoją uwagę na zlekceważony początkowo sektor frontu w okolicy Limanowej. Na legionistów polskich i żołnierzy grupy Nagy'a natarł tam silny VIII Korpus z 8. Armii gen. Brusiłowa, jednego z najlepszych carskich dowódców. Już 6 grudnia nasi legioniści natknęli się na nadciągające rosyjskie posiłki. W kolejnych dniach żołnierze Józefa Piłsudskiego (który dowodził nimi osobiście, a wspomnienia z tej akcji zawarł w tomiku "Moje pierwsze boje") stoczyli szereg walk z przeważającymi siłami przeciwnika, stopniowo wycofując się pod ich naporem ku Limanowej.

Sytuację wykrwawionych i wyczerpanych wcześniejszymi walkami batalionów legionowych niespodziewanie pogorszyło samowolne opuszczenie sąsiedniej linii obronnej przez oddziały Landsturmu (pospolitego ruszenia), złożone w większości z polskich rezerwistów. Jeśli wierzyć relacji świadka, "był to jedyny przypadek, gdy (Piłsudski) widział źle walczących Polaków".

Dla pełni obrazu sytuacji trzeba przypomnieć, że w batalionach pospolitego ruszenia służyli zwykle panowie często o nienajlepszym zdrowiu i kondycji fizycznej, a w tamtych dniach panowały silne mrozy, którym towarzyszył obfity śnieg. Aby załatać powstałą w ten sposób niebezpieczną lukę w linii frontu, dowodzący na zagrożonym odcinku gen. mjr Herbert von Herberstein, dysponujący w rezerwie brygadą jazdy, skierował w krytyczny punkt bitwy spieszonych kawalerzystów z 9. i 13. pułku huzarów, którzy zapobiegli porażce obrońców.

Bohaterską kartę w swoich dziejach zapisał 42. Feldkanonen Regiment (pułk armat polowych) w boju o Polankę. Zdeterminowani artylerzyści własnymi siłami skutecznie odparli atak rosyjskiej piechoty, zmuszając nieprzyjaciół do odwrotu. Groźna sytuacja powstała także w sektorze między Wieliczką a Gdowem, gdzie gen. Dimitriew zamierzał oskrzydlić stanowiska habsburskiej 3. Dywizji Piechoty. W krytycznej chwili na pomoc zagrożonym drajerom przybyli polscy "pospolitacy" z 95. Brygady Landsturmu płk. Wiktora Grzesickiego. Obrońcy utrzymali swoje pozycje, a mróz, śnieg i nocne ciemności przyniosły wyczerpanym piechurom obu armii upragnione godziny względnego spokoju.

Było to jednak tylko chwilowe wytchnienie. Nadchodzący kolejny dzień miał przynieść niezwykle ciężkie walki. Szczególna, dramatyczna rola przypadła węgierskim kawalerzystom z 9. pułku huzarów. "Czerwone diabły" z tego regimentu szefostwa Franza Leopolda hrabiego von Nadasdy okryły się wielką sławą 11 XII 1914 r. w boju na wzgórzu Jabłoniec pod Limanową. Ten taktycznie ważny punkt opanowany został przez nieprzyjaciół, którzy w ten sposób wreszcie zyskali możliwość wywalczenia upragnionego przełamania frontu. Kolejny atak Rosjan mógł spowodować załamanie obrony wojsk austro-węgierskich, a w konsekwencji klęskę, skutkującą utratą Krakowa i otwarciem przez wroga drogi na Śląsk, Czechy i Węgry.

Pojął to dowódca pułku, który osobiście poprowadził desperacki atak na Jabłoniec. Z niesłychaną pogardą śmierci huzarzy rzucili się do szturmu na pozycje rosyjskie, ziejące ogniem broni maszynowej. W wyniku brutalnej walki wręcz nieprzyjaciel został wyparty ze strategicznie ważnej pozycji na wzgórzu kosztem niezwykle wysokich strat. Poległa większość oficerów pułku, w tym i jego komendant, płk Othmar Muhr, pośmiertnie odznaczony za odwagę i obdarzony dziedzicznym szlacheckim przydomkiem "von Limanowa". Pozostali przy życiu huzarzy w śnieżnej zadymce odpierali uporczywe ataki Rosjan, usiłujących odzyskać panowanie nad Jabłońcem.

Bój trwał aż do nadejścia nocy. Wówczas wstrząśnięta porażką carska 15. Dywizja Piechoty rozpoczęła odwrót, silnie naciskana przez uskrzydlone wieściami o limanowskim zwycięstwie oddziały austro-węgierskie. W pościgu za nieprzyjacielem wzięły udział także bataliony legionowe Józefa Piłsudskiego. Rosyjski front zaczął się kruszyć. Wkrótce odwrót rozpoczął VIII Korpus, a za nim cała 3. Armia odważnego, lecz pechowego gen. Dimitriewa. Tego samego dnia do ataku przeszły habsburskie armie (1. i 2.) walczące na północ od Krakowa między Wisłą a Pilicą, a 12 grudnia austro-węgierska 3. Armia walcząca w Beskidzie Niskim wyzwoliła szereg miejscowości. Rosyjski pochód na zachód, który - jak się zdawało - zgniecie armię habsburską, został zatrzymany.

Artykuł pochodzi z kategorii: Drogi do wolności

Więcej na temat:Kraków | Limanowa