Niewyspany, przeziębiony i zmęczony kilkudniową podróżą z magdeburskiego więzienia, wczesnym rankiem 11 listopada 1918 roku Józef Piłsudski zabrał się za porządkowanie sytuacji w stolicy odradzającej się Polski.

Zdjęcie

Pocztówka z okresu międzywojnia. Na zdjęciu gen. Józef Piłsudski i Ignacy Jan Paderewski /Fotonova
Pocztówka z okresu międzywojnia. Na zdjęciu gen. Józef Piłsudski i Ignacy Jan Paderewski
/Fotonova

Niewyspany, znużony prowadzonymi 10 listopada do późnych godzin rozmowami z przedstawicielstwem niemieckiego Soldenratu (rady żołnierskiej), Piłsudski wstał następnego dnia wcześnie. Jeszcze przed godziną 8 udał się do siedziby byłego już Generałgubernatorstwa, by kontynuować rozmowy na temat ewakuacji kilkunastu tysięcy niemieckich żołnierzy. A tych, wraz z urzędnikami cywilnymi, było w Warszawie niemal 30 tysięcy.

W całym mieście dochodziło do walk Niemców z Polakami. Piłsudski, choć to Niemcy dysponowali w stolicy przewagą liczebną i militarną nad żołnierzami Polskiej Organizacji Wojskowej, rozmawiał z nimi z pozycji siły dominującej. Stanowczo nakazał zaprzestania walk i obiecał Soldenratowi, że żołnierze będą mogli w spokoju wrócić do Niemiec.

Reklama

"Ani jednej kropli krwi więcej. Ja, jako przedstawiciel narodu polskiego oświadczam, że naród polski za grzechy waszego rządu nad wami mścić się nie chce i nie będzie" - przekazał niemieckim dowódcom. Ci posłuchali władczego Hauptkommendanta i bohatera bitwy pod Kuklami z 1915 roku, w której niemieckie wojska odniosły sukces nad Rosjanami dzięki odwadze i brawurze polskich Legionów.

Po rozmowach z przedstawicielami Soldenratu Piłsudski musiał uspokoić wrogi Niemcom tłum warszawiaków zbierający się pod siedzibą byłego Generałgubernatorstwa. Do nich również przemawiał zdecydowanie i powiadomił, że "wziął radę żołnierską pod swoją opiekę", a Niemcom "nie może stać się krzywda". Nakazał też się rozejść. Tym samym Piłsudski zapobiegł najpewniej dramatycznemu w skutkach rozlewowi krwi w stolicy.

To nie był jednak koniec pracowitego dnia przyszłego Naczelnika.

Około południa Piłsudski spotkał się z Bogusławem Miedzińskim, przedstawicielem lewicowego Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej (zwanego "rządem lubelskim"), którego premierem był Ignacy Daszyński. Miedziński w imieniu rządu lubelskiego oddał się do dyspozycji Piłsudskiego.

Komendant tego samego dnia musiał uspokajać nastroje zwolenników radykalnej lewicy spod znaku Polskiej Partii Socjalistycznej, z której szeregów zresztą się wywodził. Piłsudski miał jednak świadomość, że walcząc o niepodległą Polskę, nie może wiązać się z jednym nurtem politycznym. Gdy 11 listopada manifestanci z Pogotowia Bojowego PPS próbowali wręczyć Komendantowi czerwoną flagę ugrupowania, ten odmówił.

"Nie mogę przyjąć znaku jednej partii, mam obowiązek działać w imieniu całego narodu" - tłumaczył. Zgodził się jednak z balkonu przemówić do zebranych robotników, którzy - rozchodząc się po przemówienia przyszłego Marszałka - rozbrajali niemieckich żołnierzy.   

Komendanta czekała jeszcze jedna bardzo istotna rozmowa. O godzinie 17 Piłsudski spotkał się z uzurpującą sobie władzę nad krajem Radą Regencyjną Królestwa Polskiego. W mieszkaniu członka rady Józefa Ostrowskiego doszło do rozmów, które potrwały do 20. Trzej regenci, chcąc "kupić" Piłsudskiego, zaproponowali Komendantowi przystąpienie do Rady Regencyjnej. Zostali zbyci zdecydowanymi i brutalnymi w swej szczerości słowami: "Wy nie jesteście zbyt popularni". Regenci nie mieli innego wyjścia, jak przekazać Piłsudskiemu władzę wojskową (cywilna przekazana mu została 14 listopada).

Wieczorem 11 listopada 1918 roku Piłsudski kładł się spać już jako Naczelnik Wojskowy, w Polsce wolnej wciąż jeszcze symbolicznie, ale na pewno już odradzającej się. Tej nocy zapewne spał dłużej i lepiej niż dnia poprzedniego.

Artur Wróblewski

Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita

Więcej na temat:rocznica 11 listopada