Arystokrata, dyplomata, polityk i przedsiębiorca - Aleksander Skrzyński, był wybitną postacią II RP. Dla uczniów II LO im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie jest starszym kolegą, absolwentem z 1900 roku. Przypomina o tym pamiątkowa tablica odsłonięta 14 listopada na zakończenie obchodów 130-lecia szkoły.

Zdjęcie

Aleksander Skrzyński (1882-1931) /FoKa /Agencja FORUM
Aleksander Skrzyński (1882-1931)
/FoKa /Agencja FORUM

Aleksander Skrzyński był wybitnym aktorem polskiej sceny politycznej początków II RP. Urodzony 19 marca 1882 r. w rodowym majątku Zagórzany ad Gorlice, po ukończeniu ówczesnego III Gimnazjum im. Sobieskiego w Krakowie studiował prawo, początkowo w Uniwersytecie Wiedeńskim (1900-1904), a następnie Jagiellońskim (1904-1905). W 1906 r. uzyskał stopień doktora praw. W latach 1908-1909 pracował w administracji cesarstwa habsburskiego, początkowo we Lwowie, a następnie w starostwie w Gorlicach.
W końcu 1909 r. rozpoczął karierę dyplomatyczną jako attaché ambasady Austro-Węgier przy Watykanie. W 1912 r. otrzymał szambelanię na dworze cesarza Franciszka Józefa I i został skierowany do pracy w dyplomacji monarchii, początkowo w poselstwie w Hadze, a następnie w ambasadach w Berlinie, Paryżu i Waszyngtonie, wreszcie w poselstwie w Stuttgarcie. Po wybuchu Wielkiej Wojny Aleksander Skrzyński wstąpił do armii austro-węgierskiej, biorąc udział m.in. w wielkiej ofensywie gorlickiej wiosną 1915 r. Jako podporucznik został przeniesiony do rezerwy w 1916 r.

Politycznie był aktywnym członkiem konserwatywnego Stronnictwa Prawicy Narodowej, a po jego rozwiązaniu w listopadzie 1918 r. został wiceprzewodniczącym Stronnictwa Budowy Zjednoczonej Polski, a potem członkiem zarządu Stronnictwa Pracy Konstytucyjnej. Po wybuchu polskiej niepodległości znalazł się w MSZ i w latach 1919-1922 kierował poselstwem w Bukareszcie. Przyczynił się tam wydatnie do podpisania traktatu o wzajemnej pomocy miedzy Polską i Rumunią w marcu 1921 r.

Reklama

Od grudnia 1922 do maja 1923 r. Skrzyński był ministrem SZ w rządzie premiera gen. Władysława Sikorskiego, i w tym czasie jego wysiłki koncentrowały się głównie na doprowadzeniu do uznania przez Konferencję Ambasadorów wschodnich granic Polski, włącznie ze spornymi terytoriami wokół Wilna i w Galicji Wschodniej (15 marca 1923 r.). Po ustąpieniu z urzędu 16 maja 1923 r. na kilka miesięcy wyjechał do Anglii, gdzie opublikował pracę Poland and Peace. Od kwietnia 1924 r. do końca 1925 r. był stałym pełnomocnym delegatem RP przy Lidze Narodów w Genewie i jednym z jej wiceprzewodniczących. W tym czasie (grudzień 1924) po raz drugi został powołany na stanowisko ministra SZ, tym razem w rządzie premiera Władysława Grabskiego, odgrywając kluczową rolę w uregulowaniu stosunków z Czechosłowacją poprzez podpisanie traktatu arbitrażowego, porozumienia handlowego i układu o mniejszościach narodowych w obu państwach.

Włożył też wielki wysiłek na rzecz poprawy stosunków z państwami bałtyckimi. W lutym 1925 r. był sygnatariuszem konkordatu ze Stolicą Apostolską. Brał aktywny udział w negocjacjach postanowień paktu w Locarno 16 października 1925 r., który jednak nie był korzystny dla RP, pozostawiając praktycznie bez żadnych gwarancji sprawę jej granicy zachodniej.

Po upadku rządu Grabskiego, w obliczu ponownie narastającej inflacji, Aleksander Skrzyński został 20 listopada 1925 r. premierem rządu (zachowując tekę ministra SZ), popartego przez szeroką koalicję partii i stronnictw, w tym endecji, chadecji, PPS i Narodowej Partii Robotniczej. Jednak wysiłki Skrzyńskiego na polu poprawy gospodarki nie powiodły się z uwagi na obstrukcję PPS, która sprzeciwiła się zrównoważeniu budżetu poprzez podniesienie podatków i redukcję zatrudnienia w sektorze publicznym. Po wyjściu z koalicji przez PPS Skrzyński 4 maja 1925 r. złożył rezygnację na ręce prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, który początkowo jej nie przyjął. Jednak w dniu następnym w obliczu strajków i demonstracji cały rząd podał się do dymisji.

Po przewrocie majowym marszałka Józefa Piłsudskiego, Skrzyński wycofał się z polityki, zajmując się gospodarką. Firmował swym nazwiskiem kilka przedsięwzięć, w tym m.in. firmę "Przemysł Drzewny Dr. Al. Hr. Skrzyńskiego" w Gorlicach. Oprócz tego był prezesem Pierwszej Fabryki Lokomotyw w Polsce oraz wiceprezesem Zarządu Towarzystwa Międzynarodowych i Krajowych Zawodów Konnych w Polsce.

Hr. Aleksander Józef Skrzyński zmarł w Ostrowie Wielkopolskim w następstwie obrażeń po wypadku samochodu prowadzonego przez attaché wojskowego w Berlinie, ppłk. Witolda Morawskiego, na szosie Krotoszyn-Ostrów między Daniszynem i Łąkocinami, w drodze na polowanie pod Częstochową. Ppłk Morawski wyszedł z wypadku bez szwanku.

Pochowany początkowo w kaplicy w Kobylance, w 1932 r. został przeniesiony do rodzinnego mauzoleum w pobliskich Zagórzanach. Mauzoleum, w formie piramidy stojącej obok wielkiego krzyża, zostało zaprojektowane przez Teodora Talowskiego.

Zdjęcie

Tablica ku czci Aleksandra Skrzyńskiego /Archiwum autora
Tablica ku czci Aleksandra Skrzyńskiego
/Archiwum autora

Tablica ku czci Aleksandra Skrzyńskiego w II LO została umieszczona w eksponowanym miejscu, w pobliżu popiersia patrona Liceum, króla Jana III Sobieskiego. Osobliwym zrządzeniem losu w jej bliskim sąsiedztwie znajduje się tablica Virtute et Armis, poświęcona dziesięciu generałom Polski Niepodległej, absolwentom III Gimnazjum im. Sobieskiego. Na pierwszym miejscu widnieje na niej nazwisko gen. broni hr. Stanisława Szeptyckiego, który pojedynkował się ze Skrzyńskim we wtorek 15 czerwca 1926 r.

Powodem pojedynku był zarzut ze strony Szeptyckiego, że poprzez zdymisjonowanie go i oddanie teki ministra spraw wojskowych gen. Lucjanowi Żeligowskiemu, zaufanemu oficerowi Marszałka, Skrzyński miał się przyczynić do powodzenia przewrotu majowego. Jak pisze łódzka "Ilustrowana Republika" z 16 czerwca 1926 r. pod sensacyjnym tytułem "Pojedynek premiera z generałem: Zatarg honorowy między b. premjerem p. Aleksandrem Skrzyńskim, a gen. Szeptyckim zlikwidowany został wczoraj wczesnym rankiem w spotkaniu z bronią w ręku. [...]"

"Oświadczenie sądu honorowego zmusiło gen. Szeptyckiego do odpowiedzialności za demonstracyjne odmówienie podania ręki przy powitaniu w klubie ziemiańskim w Krakowie. Gen. Szeptycki przybył do Warszawy przed dwoma dniami. Sekundanci ustalili warunki: jedna wymiana strzałów z pistoletów niegwintowanych z muszkami, dystans 15 kroków. Spotkanie wyznaczono na wczoraj na godz. 6 minut 30 rano [...].

Obie strony przybyły w towarzystwie sekundantów prawie jednocześnie. Odmierzono dystans, nabito i rozlosowano broń. Na komendę prowadzącego przeciwnicy podnieśli pistolety do t.zw. "górnej parady".[...]

 -Pal! Pistolet gen. Szeptyckiego na wysokości głowy przeciwnika szuka celu. P Skrzyński patrzy śmiało nie mrużąc oka. Pada strzał. Chybiony. P. Skrzyński, jakby tylko na to czekał, opuszcza swój pistolet, czeka aż prowadzący pojedynek odliczy przepisany czas, poczem oświadcza głosem spokojnym, choć widocznie wzruszonym:

"- Stwierdzam, że strzału świadomie nie oddałem. Ktokolwiek w Polsce sądzi w swoim honorze i sumieniu, że ma prawo strzelać do mnie i do tego, co ja reprezentuję - niech strzela. Ja strzelać nie będę." [...] Przeciwnicy zeszli z placu nie pojednani uściskiem dłoni. [...] Wiele osób ze świata politycznego złożyło p. Skrzyńskiemu wizyty gratulacyjne. Stanowisko swe w tej sprawie krótko i dobitnie określił p. Skrzyński w rozmowie z jednym z przyjaciół:" - Chybić nie umiem - trafić nie chciałem".

Tu warto dodać, że w skład sekundantów, którzy wydali stosowny komunikat, iż pojedynek był pod każdym względem zgodny z wszelkiemi prawidłami honorowemi, wchodzili oficerowie tej miary, co generałowie Gustaw Orlicz-Dreszer, Emil Przedrzymirski i Tadeusz Kutrzeba. I chyba nie tylko Aleksander Skrzyński nie chciał trafić oponenta. Trudno sobie wyobrazić, aby gen. Szeptycki, rasowy wojskowy potężnej postury, w swoim czasie dowódca Legionów i jeden z głównych frontowych generałów czasu wojny bolszewickiej, chybił z odległości parunastu kroków do nieruchomego przeciwnika. Po prostu obaj panowie byli arystokratami, prawdziwymi ludźmi honoru. Dziś patrzą na siebie z dwóch odległych o parę metrów tablic kommemoratywnych. Dziwne zaiste są losy ludzkie, szczególnie post mortem...

Dr Tomasz Podgórski

Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita