Bitwa pod Czarnobylem była pierwszym zwycięskim starciem okrętów odrodzonej Polskiej Marynarki Wojennej nad jednostkami przeciwnika. Dzięki niemu została otwarta droga w kierunku Kijowa.

Zdjęcie

Na zdjęciu działo 75 mm zwane przez załogę "Pancernego I" "Kachną" /archiwum S. Zagórskiego /materiały prasowe
Na zdjęciu działo 75 mm zwane przez załogę "Pancernego I" "Kachną"
/archiwum S. Zagórskiego /materiały prasowe

Zimą 1920 roku okręty Flotylli Pińskiej stały w Pińsku na przeglądach i remontach po ciężkiej kampanii poprzedniego roku. Załogi przechodziły szkolenia i kursy specjalistyczne. Na lądzie linia frontu zatrzymała się na linii rzek Ptycz-Prypeć-Uborć. Jednak, kiedy wody rzek nadal były skute lodem powoli przygotowywano się do ofensywy. Działania zaczepne zaczęto pod koniec lutego 1920 roku.

Jeszcze w czasie, kiedy flotylla leżała na swych zimowych łożach, w wyniku operacji przeprowadzonej przez 9. Dywizję Piechoty na kierunku Mozyrz-Kalinkowicze 5 marca 1920 roku zdobyto port w Mozyrzu, a w nim 22 statki parowe, w tym 3 pancerne, 10 motorówek, 19 przystani i 61 berlinek. Siły te właściwie zaspokajały zapotrzebowanie flotylli na okręty. Z drugiej strony pojawił się problem nadmiaru, gdyż dla przejętych okrętów brakowało odpowiednio wyszkolonych załóg.

Reklama

Zdobycie nowych jednostek przez żołnierzy płk. Władysława Sikorskiego wydrenowało kadry marynarki doszczętnie. Departament Spraw Morskich wysłał do Mozyrza 260 marynarzy, którzy do końca marca obsadzili i uruchomili siedem statków, w tym dwa opancerzone ("Trachtomirow" oraz "Burżyn") i dwa transportowe, które trafiły do oddziału transportowego flotylli.

Zdobyty "Trachtomirow" miał opancerzoną od wewnątrz sterówkę i mostek płytami pancernymi o grubości 6-8 mm, z zewnątrz oszalowany był grubymi belkami drewna, a przestrzeń pomiędzy nimi a sterówką została wypełniona workami z piaskiem. Dzięki posiadaniu tego "opancerzenia" został przechrzczony na "Pancerny 1".

Ponieważ okręt został zdobyty bez uzbrojenia, na jego rufie zainstalowano na obracalnej belce działo polowe kalibru 75 mm wraz z łożem i kołami osłonięte pancerną traczą. Dodatkowe uzbrojenie stanowiły cztery umieszczone na nadbudówce karabiny maszynowe Maxim.

W ten sposób opancerzony i uzbrojony okręt wszedł do linii 29 marca 1920 roku. Dowódcą został mianowany por. mar Giedroyć, oficerem artylerii mianowano por. mar. Oszeka, a później por. mar. Hryniewieckiego. "Pancerny 1" był ówcześnie największym okrętem, jaki wchodził w skład Polskiej Marynarki Wojennej. Wraz z dwoma innymi statkami miał utworzyć I oddział bojowy. Do II oddziału bojowego miały wejść 3 łodzie motorowe.

Zdjęcie

Marynarze II Dywizjonu Flotylli Pińskiej na pokładzie kutra uzbrojonego /archiwum S. Zagórskiego /materiały prasowe
Marynarze II Dywizjonu Flotylli Pińskiej na pokładzie kutra uzbrojonego
/archiwum S. Zagórskiego /materiały prasowe

Flotylla ponownie w boju

Gdy tylko w końcu marca zeszły lody, na patrole wyruszyły motorówki, które 6 kwietnia stwierdziły obecność oddziału Czerwonoarmistów uzbrojonego w karabiny maszynowe we wsi Łomacze. Generał Sikorski zdecydował, aby natychmiast wysłać pluton desantowy flotylli w eskorcie okrętów, w celu oczyszczenia brzegu Prypeci.

W nocy z 11 na 12 kwietnia na statek transportowy "T.1" (były "Ataman") pod dowództwem por. mar. Stefana Kwiatkowskiego został zaokrętowany oddział desantowy liczący 40 marynarzy. Do wsparcia jednostek desantowych wyznaczono "Pancernego 1" i 3 łodzie motorowe M.B. I, M.B.II oraz M.B.III. Całością operacji desantowej dowodził kpt. mar. Olszewski z "T.1".

Tuż przed przybyciem pod Łomacze motorówki oraz "Pancerny 1" weszły w jedno z koryt rzeki, w którym prąd był niezwykle silny i znosił okręty na mulisty brzeg. Aby nie osiąść na mieliźnie okręty musiały ruszyć pełną mocą maszyn na głębszą wodę, co zaalarmowało przeciwnika, który natychmiast otworzył ogień. "Pancerny 1" został zmuszony do odwrotu. Jednak nie na długo.

Po wyjściu z wąskiej gardzieli por. mar. Giedroyć obróciwszy okręt rufą, wszedł w nią ponownie. Dzięki temu 75 mm działo, nazwane przez załogę "Kachna" mogło otworzyć ogień w kierunku rywala. Pod osłoną ognia okrętów ppor. mar. Jan Fruziński spróbował wysadzić desant w pobliżu wsi.

Tymczasem od strony lądu na pomoc przyszła piechota porucznika Sienkiewicza, która szybkim uderzeniem zdobyła Tulhowicze. Szturm ten był przełomem w bitwie. Bolszewicy będąc zagrożeni z obu skrzydeł próbowali wycofać się z Łomacz. Jednak oskrzydleni z jednej strony przez piechotę, a z drugiej przez marynarzy rozpoczęli rozpaczliwy, bezładny odwrót w kierunku wschodnim.

W obu wsiach zdobyto broń, tabory i amunicję. Flotylla straciła jednego zabitego, plut. mar. Ryczkowskiego, i trzech rannych, w tym por. mar. Giedroycia, który zdał dowodzenie okrętem por. mar. Hryniewieckiemu.

Zdjęcie

"Pancerny I" wiosną 1920 roku /archiwum S. Zagórskiego /materiały prasowe
"Pancerny I" wiosną 1920 roku
/archiwum S. Zagórskiego /materiały prasowe

Operacja Czarnobylska

W następnych dniach 4. Armia rozpoczęła ofensywę pomiędzy Dniestrem a Prypecią. Oddział bojowy flotylli został przydzielony do Grupy mjr. Jaworskiego. Zgodnie z rozkazem "(...) Część bojowa flotylli współdziała w myśl dyspozycji majora Jaworowskiego z oddziałami operującymi na obydwóch brzegach Prypeci."

W skład oddziału bojowego stojącego w Michnowie przy ujściu Sławecznej, wchodziły łodzie motorowe M.P. I oraz M.P.II. Statek "Pancerny I" nie był jeszcze gotów do działań. Po doświadczeniach spod Łomacz postanowiono zamontować na nim jeszcze jedno działo trzycalowe, co spowodowało, że jednostka utknęła w Mozyrzu.

Naprzeciwko tej niewielkiej sile stało 25 sowieckich statków uzbrojonych w większości w dwa-cztery działa kalibrów 75-130 mm i 4-5 karabinów maszynowych. Ponadto przeciwnik dysponował sporą ilością uzbrojonych łodzi motorowych, w tym opancerzonych, dwoma trawlerami i wodnopłatowcem rozpoznawczym Grigorowicz uzbrojonym w karabin maszynowy Maxim.

Zdjęcie

Wszystkie jednostki rzeczne biorące udział w walce były improwizowane. Na zdjęciu bolszewicki statek uzbrojony "Sachton" walczący na Dwinie /archiwum S. Zagórskiego /materiały prasowe
Wszystkie jednostki rzeczne biorące udział w walce były improwizowane. Na zdjęciu bolszewicki statek uzbrojony "Sachton" walczący na Dwinie
/archiwum S. Zagórskiego /materiały prasowe

Preludium

Polskim okrętom pierwszy raz przyszło się spotkać z jednostkami przeciwnika pod Koszarówką 25 kwietnia 1920 roku. Tego dnia motorówki uzbrojone flotylli przeprowadziły wypad na kotwicowisko na Prypeci, skąd radzieckie statki uzbrojone ostrzeliwały polskie linie zaopatrzeniowe.

Motorówki miały pod osłoną nocy sprowokować radzieckie statki uzbrojone do pogoni i wciągnąć w zasadzkę urządzoną przez 2. baterię 2. pułku artylerii lekkiej. Cztery motorówki, w tym jedna (M.P. I) uzbrojona w działo 75 mm, a pozostałe w działka 37 mm i karabiny maszynowe, wypłynęły na szeroko rozlaną Prypeć z jednej strony zamknięta wysoką skarpą, a z drugiej szeroko rozlaną na niskie łąki.

Manewrowano bardzo ostrożnie, uważając by jednostki nie osiadły na łące. W dodatku na jednej z motorówek nastąpiła awaria silnika. Kiedy już się z nią uporano zapadł zmierzch, a oddziały lądowe Grupy Operacyjnej mjr. Jaworowskiego rozpoczęły szturm na wieś. Na szczęście dla polskiego zespołu tuż po wzejściu księżyca, w odległości 300-400 metrów zauważono trzy bolszewickie statki uzbrojone.

Motorówki powoli, na najniższych obrotach silników, aby nie zdradzić swej pozycji, zaczęły ustawiać się rufami w kierunku wroga. Nagle na pokładzie jednego z wrogich okrętów podniesiono alarm, sekundy później polscy artylerzyści otworzyli huraganowy ogień z "piesków", czyli dział 37 mm i karabinów maszynowych.

Bolszewicy zaczęli podnosić kotwice, więc kutry rozpoczęły zaplanowany odwrót, by wciągnąć wroga w zasadzkę. Nagle, tuż po rozpoczęciu manewru stało się najgorsze: wszystkie cztery jednostki równocześnie osiadły na mieliźnie. Sowiecki ogień stawał się coraz celniejszy. Odezwały się również dwa okręty ukryte za zakrętem rzeki.

Sytuacja polskich motorówek zdawała się być beznadziejna i wówczas polskim marynarzom dopisało szczęście. Porucznik de Walden, dowodzący "M.P. I", rozkazał otworzyć ogień z "Magdusi", pokładowego działa 75 mm. Wystrzelono z niej jeden jedyny pocisk, który trafił kanonierkę "Prytkij" w podstawę komina, przebił się do kotłowni, gdzie uszkodził kocioł i wywołał pożar w maszynowni. Po tym wystrzale działo uległo uszkodzeniu - zablokował się wyrzutnik. Mimo awarii ten jeden celny strzał zmienił losy potyczki pod Koszarówką.

Rosjanie zajęli się ratowaniem tonącego "Prytkiego", a motorówki, przy pomocy "M.P. I", po kolei zeszły z mielizny. Gęsto ostrzeliwując się zaczęły odwrót w górę rzeki, mając nadzieję na wciągnięcie przeciwnika w zasadzkę. Jednak Sowieci nie kwapili się do pościgu i wycofali się w dół Prypeci. Co jak się okazało uratowało zespół motorówek, gdyż żołnierze 2. baterii artylerii pogubili się w terenie i nie zajęli swoich pozycji. Jednak mimo to wypad można uznać za bardzo udany. Pomimo problemów i osadzenia kutrów na mieliźnie, udało się uszkodzić jeden z pięciu bolszewickich statków uzbrojonych i zmusić pozostałe do wycofania się. 

Zdjęcie

Motorówka uzbrojona Flotylli Pińskiej w czasie starć w 1920 roku /archiwum S. Zagórskiego /materiały prasowe
Motorówka uzbrojona Flotylli Pińskiej w czasie starć w 1920 roku
/archiwum S. Zagórskiego /materiały prasowe

Droga ku chwale

Dzień później do motorówek dołączył "Pancerny I", dzięki czemu wraz z piechotą Grupy majora Jaworskiego można było zacząć marsz w dół rzeki. W nocy z 26 na 27 kwietnia "Pancerny I" pod Lelowem po raz pierwszy natknął się na dwa statki pancerne przeciwnika. Rosjanie byli skoncentrowani na ostrzeliwaniu dróg prowadzących do wsi, którymi podchodziła polska piechota.

Porucznik Hryniewiecki, tymczasowo dowodzący "Pancernym I", nie otwierał ognia ponieważ wróg zastopował ukryty w cieniu skarpy. Dopiero kiedy na brzegu zapłonął stóg siania i rozświetlił okolicę, zdecydował się na otwarcie ognia zmuszając Rosjan do podzielenia uwagi pomiędzy okręt a piechotę z 34. pułku piechoty.

Dzięki temu żołnierze majora Jaworskiego mogli szybkimi skokami przemieścić się do opuszczonej przez wroga wsi. Mimo długiej wymiany ognia żadna ze stron walczących na rzece nie uzyskała trafienia. Po dwóch godzinach walki por. Hryniewiecki rozpoczął odwrót mając nadzieję, że uda mu się wciągnąć przeciwnika w zasadzkę artylerii nadbrzeżnej. Jednak komuniści w ciemnościach nie zauważyli wycofania "Pancernego I" i po chwili zawahania sami odpłynęli w dół rzeki.

Nad ranem sytuacja się powtórzyła. Tym razem pięć radzieckich statków ostrzeliwało polską piechotę, jednak nagły atak zespołu bojowego zmusił przeciwnika do wycofania się. Porucznik Hryniewiecki, aby zniwelować przewagę wroga rozkazał strzelać szybkimi seriami po cztery pociski na jednej nastawie celownika. Potem następowała korekta i znów strzelano czterema pociskami. Taki sposób strzelania pozwalał na szybkie nakrycie celu.

W czasie tej potyczki polskie okręty znalazły się w lepszej sytuacji taktycznej. "Pancerny I" wraz z "M.P. I" zamaskowane stały w cieniu skarpy skąd ostrzeliwały coraz lepiej widoczne na tle wschodzącego słońca okręty bolszewików. Po godzinnej wymianie ognia Sowieci zrezygnowali z pojedynku i wycofali się. W tym momencie piechota zdążyła się przegrupować i ruszyła w kierunku nieodległego Czarnobyla.

Oddział bojowy Flotylli Pińskiej natychmiast ruszył w pogoń za wrogiem. W tym czasie pierwsze oddziały 34. pp dowodzone przez porucznika Galińskiego podchodziły pod Czarnobyl. Rosjanie widząc zbliżające się polskie oddziały rozpoczęli chaotyczny odwrót na wschód. Marynarze Flotylli Dnieprzańskiej zaczęli ewakuację taboru rzecznego i magazynów, jednak uderzenie kolumny 3. batalionu 34. pp na południowe rubieże miasta przerwało prace w porcie, z którego wkrótce pluton desantowy Flotylli wyparł wroga.

Zdjęcie

Kliknij, aby powiększyć. Pierwsza faza bitwy pod Czarnobylem: Pojedynek ogniowy na prostym odcinku rzeki
/INTERIA.PL

Ostateczne starcie

Radzieckie okręty uciekające w kierunku Uży przepłynęły przez miasto ostrzeliwując port oraz polską piechotę. Po minięciu Czarnobyla zajęły pozycje w odległości 7-8 kilometrów od miasta, na zakolu rzeki pod lasem, ustawiając się burtami do nurtu rzeki. Tam dogonił je "Pancerny I" wraz z motorówkami.

W każdym możliwym punkcie przewaga należała do przeciwnika. Sowieci posiadali przewagę liczebną, byli lepiej uzbrojeni, rzucili kotwice na szerokim odcinku rzeki i byli osłonięci wysokim brzegiem. Naprzeciwko "Pancernego I" i "M.P. I" stały kanonierki "Gubitelnyj" (2xI 76 mm i 4 ckm), "Gierojskij" (2xI 76 mm i 4 ckm), "Mołodeckij" (4xI 76 mm i 4 ckm), "Mudryj" (4xI 76 mm i 4 ckm) oraz najsilniej uzbrojony "Mstitelnyj", na pokładzie którego znajdowały się dwa pojedyncze działa 130 mm i cztery karabiny maszynowe. Całością zespołu dowodził wojenmor Stiepanow.

W sumie Sowieci posiadali 14 dział głównego kalibru przeciwko trzem polskim. W dodatku polskie okręty znalazły się na otwartej przestrzeni, widoczne z daleka, wschodzące słońce świeciło prosto w oczy polskich artylerzystów, a rosyjskie kanonierki niknęły w porannej mgle stojąc w dodatku na tle skarpy i lasu.

Por. Hryniewiecki rozpaczliwie szukał miejsca, gdzie można by było zainstalować punkt obserwacyjny. Początkowo planował umieścić go na szczycie komina platformę, jednak w pewnym momencie zauważono grupkę wysokich sosen rosnącą około 2 kilometry od obecnego stanowiska i 4-6 kilometrów od okrętów wroga.

Dowódca zaryzykował dostanie się pod ogień wroga i ruszył pełną prędkością, przegrzewając kocioł, w kierunku nowej pozycji. O dziwo Sowieci nie otworzyli ognia. Czekali. "Pancerny I" przycumował do drzew, a porucznik Hryniewiecki wdrapał się na jedną z sosen. Będąc na szczycie ujrzał piękny widok.

Mgła powoli się rozeszła, słońce z wolna wznosząc się oświetlało pięć kanonierek ustawionych jak na strzelnicy. Nim jednak por. mar. Hryniewiecki ustalił namiar, padły pierwsze pociski wroga. Strzały były jednakowoż bardzo niecelne. Fontanny wody wytrysnęły ponad 1000 metrów przed "Pancernym I". Niektóre z pocisków podniosły w górę błoto na przeciwległym, bagnistym brzegu rzeki.

Podobnie niecelne były kolejne salwy. Nikt nie koordynował ognia bolszewickich statków uzbrojonych. Artylerzyści wzajemnie sobie przeszkadzali i żaden z nich nie mógł ustalić, które strzały należały do jego dział.

Tymczasem por. mar. Hryniewiecki strzelając swoim zwyczajem seriami po cztery, szybko obramował kolejne kanonierki. Niestety taki sposób strzelania miał swoją wadę. Wstrząsy spowodowały obluzowanie nitów w dziobowej części podwodzia. W dodatku jeden z wrogich pocisków padł tuż przy burcie zwiększając jeszcze uszkodzenie.

Dowódca już miał wydać rozkaz do zmiany pozycji, kiedy po dwóch godzinach wymiany ognia artylerzyści "Pancernego I" trafili nieprzyjacielski okręt. Pocisk przebił improwizowane opancerzenie "Gubitelnego" i detonował w kotłowni powodując eksplozję kotła i amunicji artyleryjskiej. Natychmiast jednostka zniknęła z powierzchni wody. Jedynie wtórne wybuchy amunicji i kłęby dymu świadczyły o jego niedawnym istnieniu. Zginęła cała, licząca około 30 osób załoga, wraz z dowódcą, kapitanem Tugowem. 

Zdjęcie

Kliknij, aby powiększyć. Drugi etap bitwy pod Czarnobylem: Dobijanie bolszewickiej flotylli na zakolu Prypeci
/INTERIA.PL

Jak do kaczek

Pozostałe okręty natychmiast podniosły kotwice i wycofały się za zakręt rzeki, skąd nadal prowadziły ogień. W pościg ruszyły "Pancerny I", "P.M. I" i "M.B. III". Tym razem punkt kierowania ogniem musiano umieścić na kominie statku. Na szczycie komina ustawiono naprędce skleconą z desek platformę, na której stanął wyposażony w lornetkę najmłodszy oficer na pokładzie - ppor. mar. Robert Oszek, który "trochę przy tym przebierał nogami, bo dym gorący", jak wspominał po latach ppor. mar. Taube.

Mimo tak prymitywnego sposobu koordynowania ognia, po kilku kolejnych salwach oddanych z niewielkiej odległości następny radziecki okręt okrył się dymem. Jeden z próbujących wziąć go na hol okrętów został trafiony i skrył się za oparami buchającej pary. Były to prawdopodobnie "Mudryj" i "Mołodeckij".

Sowieci zajęli się ratowaniem rozbitej flotylli i zaprzestali prowadzenia ognia. Zatopionym statkiem, według relacji ppor. mar. Karola Taube, był "Gubitelnyj". Natomiast miejscowa ludność poinformowała władze wojskowe, że jednym z uszkodzonych okrętów, któremu udało się uciec był miejscowy statek "Sonia". Wydaje się to być pomyłką, ponieważ w sowieckich dokumentach pojawia się informacja, że "Sonia" to przedwojenna nazwa "Gubitelnego", który został prawdopodobnie zarekwirowany przez białych Rosjan i zdobyty przez Sowietów pod nazwą "Dobrowolec". Dziś prawdopodobnie już nie uda się ustalić prawidłowych nazw uszkodzonych przez Polaków okrętów wroga.

Dalszy pościg nie był możliwy, ponieważ od wstrząsów wywołanych bardzo szybkim ogniem prowadzonym przez marynarzy por. mar Hryniewieckiego rozszczelnieniu uległa dziobowa część kadłuba i okręt zaczął nabierać wody. Niektórzy marynarze pracowali już po kolana w wodzie, a kierownik maszyn, sierżant sztabowy marynarki Alojzy Szpringer, apelował o szybki powrót do portu, bo okręt może zatonąć.

Walki pod Lelowem i Czarnobylem trwały bez przerwy około 12 godzin. Były to najbardziej zacięte starcia na wodach Prypeci, a bitwa rzeczna pod Czarnobylem była największym bojem rzecznym wojny polsko-bolszewickiej. Równocześnie pierwszą bitwą, w której walczyły przeciwko sobie okręty uzbrojone obu flotylli.

Marynarze Flotylli Pińskiej wyparli flotyllę sowiecką na Dniepr, mimo posiadania dużo mniejszych sił i ograniczonych możliwości. W dodatku nie dość, że zatopiono jeden statek, a trzy kolejne uszkodzono, to w czarnobylskim porcie zdobyto 6 statków, 6 pogłębiarek, 8 łodzi motorowych i warsztaty polowe. Jednym ze zdobytych statków okazał się "Prytkij", który wcześniej został poważnie uszkodzony pod Koszarówką.

Generał Sikorski, dowodzący 9. Dywizją Piechoty, której podlegała Flotylla, w raporcie do dowództwa 4. Armii pisał:

"(...) Flotylla Pińska podczas akcji zatopiła dwa pancerne statki nieprzyjacielskie. Flotylla nieprzyjacielska, która ostrzeliwała Czarnobyl, wycofała się do ujścia Prypeci. Ludność cywilna potwierdza wiadomości o spaleniu statku bolszewickiego przez własną flotyllę, przy czem cała obsługa zginęła od eksplozji kotła i powstałego na statku ognia."

Przez następne dni po zdobyciu miasta jednostki flotylli ograniczały się jedynie do patrolowania ujścia Prypeci i trałowania rzeki z min, które ponoć zostały postawione przez Sowietów. Dzięki tej operacji została otwarta droga w kierunku Kijowa, a oczyszczone szlaki wodne pozwoliły na dostarczanie zaopatrzenia nacierającym na stolicę Ukrainy Armiom. Kijów został zdobyty nieco ponad tydzień późnej - 7 maja 1920 roku.

Tutaj możesz się dowiedzieć więcej o flotyllach rzecznych.

Źródła:

J. Bartlewicz; "Flotylla Pińska i jej udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1918-1920"; Warszawa 1933
J.W. Dyskant; "Czarnobyl 1920"; Warszawa 1994
J.W. Dyskant; "Flotylle rzeczne w planach i działaniach wojennych II Rzeczypospolitej"; Warszawa 1991
A. Szyrokorad; "Dawny spór Słowian. Rosja, Polska, Litwa"; Moskwa 2006
S. Zagórski; "Polskije monitory i broniekat'eria"; Petersburg 2010
Archiwum Marynarki Wojennej FR w Sankt Petersburgu

Wykorzystano fragmenty przygotowywanej książki "Rzeczne pancerniki. Polskie monitory i kanonierki opancerzone"

Sławek Zagórski


Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita