W 1919 roku zarząd Tramwajów i Autobusów Miejskich m.st. Warszawy zamówił 29 autobusów marki Benz. Dostawy rozpoczęto w 1920 roku, przy czym część autobusów dotarła do stolicy przez Bitwą Warszawską a reszta dopiero pod koniec roku i na początku następnego.

Zdjęcie

Jeden z autobusów Benz-Gaggenau, które w sierpniu 1920 roku przewoziły żołnierzy na przedpola Warszawy. Za autobusem przyczepka, także marki Benz /Archiwum Tomasza Szczerbickiego
Jeden z autobusów Benz-Gaggenau, które w sierpniu 1920 roku przewoziły żołnierzy na przedpola Warszawy. Za autobusem przyczepka, także marki Benz
/Archiwum Tomasza Szczerbickiego

Powszechnie znana jest historia paryskich taksówek i ich przełomowego udziału w bitwie nad Marną podczas I wojny światowej. W naszym kraju taką samą rolę odegrały autobusy Benz.

Kiedy w 1920 roku u granic stolicy stanęły wojska bolszewickie, to właśnie miejskie autobusy Benz przewoziły żołnierzy na linię frontu. Tak tamte chwile wspomina korespondent wojenny Adam Grzymała-Siedlecki ("Cud Wisły. Wspomnienia korespondenta wojennego", Warszawa 1921):

Reklama

Marszałek Piłsudski czy generał Rozwadowski? Kto pokonał bolszewików w Bitwie Warszawskiej?

Już po zakończeniu zmagań pod Warszawą rozgorzał spór o autora zwycięskiego planu bitwy. Na placu boju pozostali: marszałek Piłsudski, generał Weygand i generał Rozwadowski. Każda z opcji politycznych chciała przypisać zwycięstwo swojemu kandydatowi. Spory trwają do dziś. czytaj więcej

(...) Nieprzyjaciel stał już o 15 kilometrów od mostów warszawskich, na polach między Jabłonną a Radzyminem. Parł naprzód, w niepowstrzymanym, zdawałoby się pędzie. I oto w tym właśnie dniu 15 sierpnia 1920 r., u wrót Warszawy, u brzegów naszej Wisły, jakby za wyraźną sprawą Wszechmocnego, odwraca się karta wojny. (...)

W dniu 15 sierpnia wyruszyły dwie dywizje bolszewickie z Radzymina. Nie skierowali się wprost szosą radzymińską, gdzie atak ich był oczekiwany i gdzie dowództwo nasze przygotowało obronę wszelkiego typu, lecz z Radzymina poszli bocznymi, polnymi drogami w kierunku Jabłonny, by potem w połowie marszu zawrócić na południowy zachód, wprost ku Pradze.

Nie napotykali żadnego oporu. Siły nasze stały na szosie radzymińskiej i w Jabłonnie. W okolicach Nieporętu stróżował jeden batalion pod wodzą porucznika Pogonowskiego. O pewnej godzinie porucznik Pogonowski usłyszał strzały. Formuje swój oddział i najśpieszniejszym marszem podąża w kierunku ognia. (...) Porucznik Pogonowski okiem wytrawnego oficer ocenia grozę położenia: oto jeden jego batalion ma przeciw sobie cała niemal armię. (...) Wysyła do Jabłonny do dywizji gen. Żeligowskiego meldunek o groźnym stanie rzeczy, a sam ze swoimi kilkuset rycerzami przyjmuje bój - i przez kilka godzin powstrzymuje napór nieprzeliczonej przewagi: pada trupem w tym świętym boju, padają wszyscy niemal jego żołnierze, których nieśmiertelne imiona powinna ojczyzna wpisać na pomniku porucznika Pogonowskiego - ale zadanie spełnione.

Przez te kilka godzin nieprawdopodobnego oporu, zdołała się zebrać w szyk bojowy i przyjechać z Jabłonny dywizja gen. Żeligowskiego.

Mieszkańcy Warszawy przypominają sobie zapewne kilkanaście czerwonych autobusów Benz i Saurer. (...) Te oto poczciwe pudła z benzynowym motorem odegrały jedną z ważniejszych ról w owe straszne podradzymińskie godziny. Stały one właśnie w Jabłonnie, zarekwirowane na potrzeby armii, gdy od por. Pogonowskiego przyszła piorunując wieść. Generał Żeligowski nakazuje natychmiast uruchomienie wszystkich autobusów. Napychane plutonami, pędzą z Jabłonny pod wieś Kąty Węgierskie, czym prędzej wracając z powrotem, ładując nowe partie, dowożąc z tą samą szybkością 40 km/h. - i tak bez przerwy aż do chwili, kiedy cała 10. Dywizja wraz z artylerią staje na pozycjach, luzując leżących już pokotem, w wiecznym śnie, lwi batalion porucznika Pogonowskiego.

Wojnę błyskawiczną wymyślili Polacy!

Armia polska jako pierwsza posłużyła się taktyką, która w czasie II wojny światowej przeszła do historii pod nazwą "Blitzkrieg". To dziś niemal nieznany fakt, że dwie dekady przed najazdem Hitlera na Europę, zastosowanie przez Polaków metod wojny błyskawicznej przyniosło nam sukcesy w... czytaj więcej

Rozpoczyna się walka. Każdy żołnierz, każdy szeregowiec tej 10. Dywizji czuje, że to bój o Warszawę. Jeśli ulegnie, stolica Rzeczpospolitej padnie. (...)

Walczą przez całą noc - i zwyciężają. Nad ranem wróg jest już pokonany, złamany. Nie wytrzymuje naszego naporu. Cofa się w popłochu.

"Cud nad Wisłą" - w zwycięstwie w jednej z najważniejszych bitew wszech czasów miały swój udział autobusy miejskie Benz. Po tej morderczej pracy bardzo nadwyrężyła się ich kondycja i musiały zostać poddane poważnym remontom.   

Tomasz Szczerbicki

Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita

Więcej na temat:Bitwa Warszawska | autobusy Benz