​Wojna polsko-rosyjska narzuca pewne skojarzenia. Prawie każdy wie, że u boku Wojska Polskiego walczyli Ukraińcy, a wszyscy chętnie korzystali z kawalerii. Lecz przecież sojusznikiem Rzeczypospolitej była również Łotwa, a Polacy dysponowali licznymi czołgami.

Zdjęcie

Armia polska we Francji - powitanie generała Józefa Hallera (na pierwszym planie pierwszy z lewej), rok 1918 /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Armia polska we Francji - powitanie generała Józefa Hallera (na pierwszym planie pierwszy z lewej), rok 1918
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Od lata 1917 roku we Francji i we Włoszech, organizowana była Armia Polska znana powszechnie jako Błękitna Armia (od koloru mundurów), czy też Armia Hallera (od nazwiska dowódcy). Jej prawdziwym twórcą był jednak Komitet Narodowy Polski kierowany przez Romana Dmowskiego.

Błękitna Armia powróciła do Polski dopiero wiosną 1919 roku. Było to spowodowane kilkoma czynnikami. Przede wszystkim nie zakończono jej organizacji. Poza tym Francuzi przez kilka miesięcy po 11 listopada 1918 roku - zaprzestaniu działań wojennych - nie wiedzieli, czy nie zostaną one wznowione. Kolejną przyczyną opóźnienia była niechęć Romana Dmowskiego do przekazywania tak potężnego argumentu militarnego w ręce Józefa Piłsudskiego, którego uważał za wroga politycznego.

Przybycie Błękitnej Armii zakończyło proces kształtowania się Wojska Polskiego. Jego pierwsze trzy dywizje wywodziły się z formacji legionowych, dwakroć więcej zmobilizowano w dawnym Królestwie Polskim i dawnej Galicji, trzy kolejne wywodziły się z wojsk powstania wielkopolskiego. Wraz z trzema błękitnymi dywizjami przybyłymi z Francji i z Włoch siły te stanowiły w 1919 roku zrąb Wojska Polskiego. W kolejnym roku wojny liczba polskich dywizji piechoty wzrosła do dwudziestu.

Reklama

Warto wspomnieć, że Polacy postępowali nieco inaczej, niż większość sąsiadów, którzy swoją uwagę poświecili rozbudowie sił zbrojnych, nie dbając o zorganizowanie administracji i zwołanie parlamentów. I chociaż mieli silne armie, to rządy nie miały poparcia społecznego. Prowadziło to do częstych zamachów stanu, a czasem i do upadku państw. W Rzeczypospolitej najpierw wybrano Sejm Ustawodawczy, dzięki czemu Polacy wiedzieli, że Wojsko Polskie jest ich wojskiem, a nie wojskiem dyktatora. Skupienie się najpierw na organizacji państwa, a później na organizacji armii przyniosło ostatecznie doskonałe rezultaty, choć w pierwszych miesiącach swojego istnienia Rzeczpospolita była słabsza militarnie od swoich sąsiadów.

Słabość ta skończyła się wiosną 1919 roku. Zjednoczone Wojsko Polskie zwycięsko zakończyło większość konfliktów granicznych i stanęło do walki z Rosjanami. Nad nimi również osiągnięto przewagę, wyzwalając liczne tereny Kresów Wschodnich. Jesienią 1919 roku walki stopniowo zamierały, jednym powodów była fatalna jesienna pogoda, a drugim - negocjacje pokojowe. Negocjacje - warto dodać - nie zakończone sukcesem.

Nowoczesna technika

Wraz z Błękitną Armią do Polski przybył 1. pułk czołgów. Sformowano go wiosną 1919 roku, a właściwie... nadano polską nazwę francuskiemu 505. pułkowi czołgów. Większość kadry stanowili Francuzi. Gdy pułk dotarł do Polski, miał 5 kompanii, liczących ogółem 120 czołgów. Latem kompanie pojedynczo wysyłano na front, a Francuzi walczyli wraz z Polakami przeciwko Rosjanom. Gdy późną jesienią działania wojenne powoli zamarły, sojusznicy wrócili do swojej ojczyzny, a pułk został niemal w całości spolonizowany.

Zdjęcie

Francuski lekki czołg Renault FT 17 podczas pokonywania przeszkody, zdjęcie z 1927 r. /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Francuski lekki czołg Renault FT 17 podczas pokonywania przeszkody, zdjęcie z 1927 r.
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Jego uzbrojeniem były wozy Renault FT, które zadebiutowały w boju 31 maja 1918 roku. Wciąż trwają spory, która nacja wymyśliła czołgi - Brytyjczycy czy Francuzi - ale to ci ostatni skonstruowali wóz bojowy, na którym wzorują się czołgi budowane do dziś. Z przodu pancernego kadłuba siedział kierowca, w środku znajdował się przedział bojowy, uwieńczony obracającą się wieżą obsługiwaną przez dowódcę, a z tyłu znajdował się silnik, nadający prędkość niespełna 8 km/h. Chociaż niewielka, wystarczała do wspierania piechoty.

Czołgi zostały wykorzystane przez Polaków do pomocy Łotwie. Wschodnie ziemie tego młodego państwa wciąż były okupowane przez Rosjan, których Łotysze nie mogli zmusić do wycofania się. W tej sytuacji poprosili oni Polaków o pomoc. Głównym punktem rosyjskiego oporu było miasto i twierdza Dyneburg. Umocnienia te można było zniszczyć ogniem artylerii ciężkiej, ale wówczas ucierpieliby mieszkańcy, w tym Polacy. Zdecydowano się więc na masowe użycie czołgów.

Dyplomacja i wojna

Rozmowy polityczne pomiędzy Rygą a Warszawą zakończyły się 30 grudnia 1919 podpisaniem polsko-łotewskiego porozumienia wojskowego. Wspólną operację zaplanowano na 3 stycznia 1920 roku. Polakami dowodził najzdolniejszy z generałów - Edward "Śmigły" Rydz.

Zdjęcie

Edward Rydz-Śmigły, zdjęcie z roku około 1935 /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Edward Rydz-Śmigły, zdjęcie z roku około 1935
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Podlegały mu doborowe siły: 1.Dywizja Piechoty Legionów oraz 3. Dywizja Piechoty Legionów oraz 2. kompania czołgów, licząca 24 czołgi. Pomocy miała udzielić łotewska 3. Dywizja Piechoty. Siły Rosjan były podobne: 3. Dywizja Strzelców stała w Dyneburgu, a dwie kolejne - 3. DSt. oraz 11. DSt. - trzymały front nieopodal miasta. Rosjanie ufali silnym fortyfikacjom, ale sojusznicy mieli czołgi.

Ofensywę rozpoczęto zgodnie z planem - 3 stycznia 1920 roku. Okazała się ona dużym zaskoczeniem dla Rosjan, panował bowiem wówczas mróz dochodzący do 25 stopni. Co jakiś czas nad frontem przechodziły śnieżyce, więc Rosjanie - dowodzeni przez Władimira Gittisa - nie spodziewali się polskiego uderzenia.

Zdjęcie

Dyneburg, Kościół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Dyneburg, Kościół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Zamieszanie w szeregach wroga powiększyło się, gdy pojawiły się czołgi. Rosjanie nie byli w stanie im się przeciwstawić i wówczas popełnili błąd. Powinni walczyć w mieście, gdzie wąskie uliczki ułatwiały niszczenie czołgów, a zgromadzone zapasy pozwalały na przetrwanie okrążenia. Zamiast tego - opuścili Dyneburg. Rosyjski odwrót przemienił się w paniczną ucieczkę, a Polacy i Łotysze wyzwolili miasto. Do końca stycznia sojusznicze wojska dowodzone przez generała "Śmigłego" wyparły bolszewików z całej Łotwy.

Wyzwolenie Dyneburga - zwane czasem "Operacją <<Zima>>" - jest przykładem starannie przygotowanej bitwy przeprowadzonej planowo w bardzo ciężkich warunkach atmosferycznych. Polskie straty były minimalne, przede wszystkim dzięki przewadze technicznej. Warto pamiętać, że już sto lat temu Polacy dysponowali bronią pancerną i potrafili jej używać.

Tymoteusz Pawłowski

***

Materiał powstał w ramach cyklu "Bitwa, która ocaliła Europę", którego Partnerem jest PKN Orlen.

Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita