Przeważnie spotykamy się z ocenami negatywnymi, jeżeli pisze o nim ktoś związany z lewicą lub narodowcami. Przesadą w drugą stronę są niekiedy niemalże mistyczne obrazy Marszałka prezentowane przez fanatycznych piłsudczyków. Najmniej jest publikacji wyśrodkowanych, tych najbliższych chyba prawdzie.

Zdjęcie

Józef Piłsudski w pociągu, w drodze do Wilna (lata 20.) /Zbiory Muzeum Niepodległości /East News
Józef Piłsudski w pociągu, w drodze do Wilna (lata 20.)
/Zbiory Muzeum Niepodległości /East News

Józef Piłsudski był wybitnie inteligentnym politykiem, obdarzonym pragmatycznym zmysłem, dobrą intuicją i wyczuciem. Będąc wielkim patriotą i mając skrystalizowaną wizję przyszłości, w pewnych sytuacjach musiał podejmować decyzje niepopularne i niezrozumiałe w danej chwili, nawet dla najbliższych jemu współpracowników. Po latach okazywało się jednak, że wskazana przez niego droga była słuszna.

Oceny jego posunięć politycznych często odrywane były od ówczesnych realiów społeczny i gospodarczych, co zniekształcało i wypaczało ich sens. Ale czy zawsze chodziło o sens problemu (?), a nie o zwykłe zdyskredytowanie jego osoby. Aby to zrozumieć nie potrzeba wielkiej wyobraźni, wystarczy przyjrzeć się dzisiejszemu życiu politycznemu, które rządzi się tymi samymi prawami, co 90 lat temu.      

Reklama

Przy tego typu rozważaniach "o Piłsudskim" widzimy jednak tylko pozbawioną emocji postać - męża stanu, członka rządu, żołnierza, dowódcy, bohatera narodowego, osoby pomnikowej - a gubimy obraz zwykłego człowieka, z krwi i kości. Człowieka, który miał wielkie talenty, ale i sporo słabości; wady i zalety; radości i smutki; sympatie i antypatie. Człowieka, który często rubasznie śmiał się do rozpuku, ale też z gradową miną, nie przebierając w słowach, łajał swoich współpracowników.            

W wielu monografiach o Piłsudskim akcentowane jest jego poczucie humoru. Co ciekawe piszą o tym nawet autorzy, nieprzychylni jego osobie. To chyba jedyna cecha wspólna, jaka łączy książki o Piłsudskim jego gorących zwolenników i zażartych przeciwników.

Piłsudski doceniał dobry dowcip, nawet jeżeli był on drwiną z jego osoby. Nieczęsta to cecha wśród rządzących. Dobrym przykładem tego był występy, w 1922 roku, w Belwederze "Pierwszej Szopki Warszawskiej", która w zabawny i wyszukany sposób nie oszczędzała piłsudczyków. Podczas tego spektaklu Marszałek bawił się świetnie, co chwila wybuchając spontanicznym śmiechem.

Dlaczego znani wówczas literaci pozwalali sobie na taką zuchwałości wobec osoby, która była jednym z głównych bohaterów tego przedstawienia? Programy owej "Szopki" zgodne były z prawem i dobrym tonem, a jej sednem był cięty i wyrafinowany humor, tworzony przez tak utalentowanych literatów jak: Tuwim, Lechoń i Słonimski. Pełne bezpieczeństwo artystom gwarantował Bolesław Wieniawa-Długoszowski, jako jeden z inspiratorów tego występu w Belwederze. Znał dobrze Piłsudskiego i widział, że docenia on dobry humor, a tylko chamskiego nie znosi.       

Sam spektakl "Szopki", utrzymywany do ostatniej chwili w tajemnicy, był jednak tylko połową tej zabawnej sytuacji. Dalsza inicjatywa należała do Piłsudskiego. W tym samym czasie miało odbyć się posiedzenie Rady Ministrów. Członkowie rządu przygotowali się do debat nad poważnymi problemami, a tu po rozpoczęciu posiedzenia Marszałek zarządził: Panowie zapraszam na "Szopkę". Co ciekawe, większość członków rządu miała swoich odpowiedników w kukiełkach, które pojawiły się na scenie.   

Często zabawne sytuacje rozładowywały siarczysty gniew Piłsudskiego. Dobrym przykładem jest często wspominany raport, do którego Wieniawa stawił się we fraku zamiast w mundurze. Na pytanie Marszałka: "Cóż to ma znaczyć?" Wieniawa odpowiedział: "Melduje posłusznie, wiem, żem ciężko zawinił i powinienem dostać po pysku od Komendanta. Ale ponieważ bardzo szanuje swój mundur, przeto ubrałem się we frak. We fraku jakoś łatwiej to wytrzymam". Taka postawa rozbawiła Marszałka i tym razem Wieniawie się upiekło.

Piłsudski też potrafił sam inicjować zabawne sytuacje, zwłaszcza gdy nadarzała się ku temu okazja. Znany był wśród bliskich współpracowników jako wielki humorysta. Wiele sytuacji potrafił przekuć na dobry żart, nawet w trudnym czasie I wojny, jak chociażby... 15 września 1915 roku, po krótkim pobycie w Warszawie, Piłsudski powrócił do swoich żołnierzy na front:

"(...) Piłsudski chętnie opowiadał o swoich wrażeniach. Jednakże, kiedy zaczął przesadnie rozwodzić się nad honorem legionisty, odezwały się głosy sprzeciwu:

- Dosyć tego Komendancie - zawołał zażywny i brodaty doktor, kapitan Stanisław Rouppert. - My chcemy być żołnierzami. Dosyć Komendant trzyma nas w cuglach... Wojna to jest gwałt i przemoc, to jest pożoga, to jest gwałcenie kobiet i kto mówi o wojnie, musi wiedzieć, że to nie jest odłączne od wojny... Dosyć tego rycerstwa, Komendancie... Dosyć Komendancie, my chcemy być żołnierzami, chcemy rabować, gwałcić... dosyć tej cnoty! Piłsudski zmarszczył brwi i zawołał:

- Dyżurny oficer! Do mnie!

Wezwany oficer, podporucznik Juliusz Kaden-Bandrowski, wszedł i wyprostowany czekał na rozkaz. 

- Poruczniku - powiedział Piłsudski z ponurą powagą - dostarczyć ma pan i zarekwirować jedną Żydówkę, może być stara, i dać ją doktorowi. Ma ją przy panu zgwałcić. Wykonanie zameldować.

- Dlaczego ja? Komendancie - zapytał lekarz przerażony.

- Wy tu jesteście inicjatorem, a ja na pewno pani waszej to opowiem. Mam dosyć tych skarg. Albo - albo, mój panie.

Piłsudski dobrze wiedział, że doktor-żonkoś więcej bał się żony niż swego Komendanta i wszystkich kozaków w całej carskiej armii.

Doktor oburzał się i rzucał. Oficer ordynansowy Kaden-Bandrowski stał nadal wyprężony na baczność i wodził po wszystkich zdumionym wzrokiem. Całe bractwo ryczało ze śmiechu, obiecując kontrole nad doktorem. Wraz z nimi śmiał się Piłsudski (...)".        

Nikt nie napisał jeszcze książki w stylu "Piłsudski na wesoło". A szkoda, bo była by to zapewne bardzo wesoła i wzbogacająca lektura. Choć przypuszczam, że przez jego sympatyków takie dzieło mogłoby być odebrane jako obraza największego majestatu. Przeciwnicy zaś Marszałka, wszelkimi siłami starający się udowodnić nieudolność jego rządów, i tak nie potrafiliby spojrzeć na aspekt jego osoby obiektywnie.

Myślę, że w pełni rzetelne przedstawienie osoby Marszałka jest bardzo trudne. Warto jednak ku temu dążyć, poszukując prawdy zarówno o bohaterze narodowy i wielkim Polaku, jak i zwykłym człowieku, o wyjątkowo ciekawym poczuciu humoru.      

Tomasz Szczerbicki

Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita