Latem 1920 roku Rosjanie atakowali Polskę z dwóch stron: od północnego-wschodu szły cztery armie Frontu Zachodniego Michaiła Tuchaczewskiego, a od południowego-wschodu trzy armie Frontu Południowo-Zachodniego Aleksandra Jegorowa. Bitwa warszawska stoczona w połowie sierpnia doprowadziła do zniszczenia wojsk Tuchaczewskiego. Polacy musieli poradzić sobie jeszcze z wojskami Jegorowa.

Zdjęcie

Kawaleria czasów wojny polsko-bolszewickiej /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Kawaleria czasów wojny polsko-bolszewickiej
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Na szczęście dla Rzeczypospolitej Aleksandr Jegorow nie był zainteresowany rolą pomocnika w zdobywaniu Warszawy. Wolał osiągnąć samodzielne zwycięstwo pod Lwowem, samodzielnie przekroczyć Karpaty i samodzielnie podbić Węgry, Słowację, a może również Austrię. Opinie Jegorowa podzielali jego podwładni, komisarz frontu Józef Stalin oraz dowódca 1. Armii Konnej, Siemion Budionny. Cała trójka chciała przede wszystkim zdobyć Lwów i kompletnie ignorowała rozkazy płynące z Moskwy oraz polecenia Tuchaczewskiego. Dopiero 20 sierpnia zdecydowano się zrezygnować z prób zdobycia Lwowa, by skierować Armię Konną na kilkudniowy odpoczynek. Następnie zarządzono przemarsz w okolice Sokala, a manewr ten zajął kolejny tydzień.

Zdjęcie

Aleksandr Jegorow /Wikimedia
Aleksandr Jegorow
/Wikimedia

Siemion Budionny ruszył na Warszawę dopiero 27 sierpnia. Wraz z nim miała wyruszyć również XII Armia rosyjska, ale jej żołnierze byli wyczerpani walkami, a dowódcy nie wykazywali się zbytnią aktywnością.

Reklama

Wiele jednak wskazywało, że Budionny będzie miał łatwą drogę do Warszawy. Jego przeciwnikiem była słaba 3. Armia Wojska Polskiego, generała Zygmunta Zielińskiego, która nie wydawała się zbyt groźnym przeciwnikiem. Była bardzo egzotyczną mieszanką. W jej skład wchodziła polska 7. Dywizja Piechoty, ukraińska 6. Dywizja Piechoty, rosyjska Brygada Kozaków Dońskich oraz białoruska grupa bojowa generała Stanisława Bułak-Bałachowicza. Jednak wraz z zakończeniem bitwy warszawskiej na południe poczęły spływać posiłki: 2. Dywizja Piechoty Legionów oraz 10. Dywizja Piechoty.

Zdjęcie

Siemion Budionny /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Siemion Budionny
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Niewiele brakowało, by wzmocnienia nie dotarły do niego na czas. Jednak wieczorem 28 sierpnia, gdy Konarmia pojawiła się pod Zamościem, w mieście znajdował się już jeden z pułków 10. DP. Dołączył on do słabej liczebnie ukraińskiej 6. DP, której dowódca Marko Bezruczko dowodził obroną. Walki o Zamość trwały trzy dni, po czym Budionny rozpoczął odwrót.

Polskie siły wciąż bowiem rosły. Przybyły trzy kolejne dywizje piechoty: 9., 13. oraz 18. Dotarły również - z południa - dwie brygady 1. Dywizji Jazdy pod dowództwem pułkownika Juliusza Rómmla oraz kolejne dwie z 2. Dywizji Jazdy znad Wkry. Dowodził nimi pułkownik Gustaw Orlicz-Dreszer. Ciężko chorego generała Zielińskiego zastąpił Władysław Sikorski.

Ostatnia w dziejach Europy bitwa kawalerii

Wojska Budionnego niemal zdołały się wymknąć. Kontakt bojowy z Konarmią nawiązała tylko 1. Dywizja Jazdy i 13. Dywizja Piechoty. Rosjanie nie potrafili się przebić przez pozycje polskich piechurów i w tej sytuacji część Konarmii uderzyła na polską jazdę. W ten sposób, 31 sierpnia 1920 roku pod Komarowem doszło do ostatniej w dziejach Europy bitwy kawalerii. 

Rosjanie mieli przewagę, dysponowali około 4 tysiącami ludzi. Po stronie polskiej walczyło niespełna 1,5 tysiąca jeźdźców.

Rankiem Polacy z 7. Brygady Jazdy uderzyli na dwie dywizje Konarmii i - korzystając z przewagi ogniowej - zmusili Rosjan do odwrotu i przeszli do pościgu. Gdy jednak zaczęła kończyć się amunicja, jeźdźcy Budionnego przeszli do kontrataku. Wówczas na placu boju pojawiła się polska 6. Brygada Jazdy, która odrzuciła Rosjan.

"Spektakl, jakiego Europa nie oglądała już nigdy więcej"

Sytuację uznano za opanowaną i 6. Brygadę odesłano na północ. Wtedy jednak Budionny ponownie uderzył. Tym razem ze względu na dużą przewagę liczebną zaatakowano białą bronią, Wydarzenia, jakie wówczas miały miejsce, przypominały pola bitew z dawnych epok. Do walki stanął nawet osobiście płk Rómmel ze swoim sztabem.

"[...] Sowieci wyszli z lasu [...] i ustawili się do ataku - opisywał brytyjski historyk, Norman Davis w książce Orzeł biały, czerwona gwiazda - Była to bardzo nerwowa chwila. Czerwona kawaleria wyła, gwizdała i szczękała szablami w prawdziwie kozackim stylu. Polacy jeszcze opatrywali rany. 9. Pułk Ułanów, który najbardziej ucierpiał w boju, ruszył z kopyta, by wygrać wyścig przed starciem. Ułani wpadli na nadjeżdżające szeregi i zmieszali się z nimi, walczono w starciu za pomocą rewolwerów, sztyletów, a nawet gołych rąk, by wysadzić przeciwnika z siodła. Okrzyk »Hurra!« po prawej ogłosił przybycie galopem 8. Pułku Ułanów Krzeczunowicza [pułk imienia księcia Poniatowskiego], po którym pojawił się 1. Pułk (krechowiecki) z samym Rómmlem na czele. Jakimś sposobem 9. Pułk wykrzesał siły, by wydostać się ze zwarcia i zaszarżować ponownie. Sowiecka 6. Dywizja runęła do tyłu, pozostawiając za sobą pole zasłane ludzkimi i końskimi szczątkami. Był to spektakl, jakiego Europa nie oglądała już nigdy więcej".

W całodziennej bitwie polskie straty wyniosły 300 zabitych i rannych żołnierzy oraz 500 koni. Straty rosyjskie są nieznane.

Zdjęcie

Inscenizacja bitwy pod Komarowem /Leszek Kotarba  /Agencja FORUM
Inscenizacja bitwy pod Komarowem
/Leszek Kotarba /Agencja FORUM

Wojska Siemiona Budionnego została pobite, ale nie zniszczone. Poległa jednak większość dowódców Konarmii i tylko połowa żołnierzy zdołała przedrzeć się na wschód. Należał do nich korespondent wojenny i pisarz Izaak Babel, który stracił łączność ze swoim oddziałem. W Sitańcu, w towarzystwie kwatermistrza sztabu, sterroryzował wiejską kobietę, żądając żywności.

"Nie zdążyliśmy nawet zjeść połowy - wspominał w Opowiadaniach odeskich - gdy na dworze zaczęły bić wystrzały. Było ich mnóstwo. Biły długo i obrzydły nam. Skończyliśmy mleko i Wołkow wyszedł, aby dowiedzieć się, co się dzieje.

- Osiodłałem twojego konia - odezwał się do mnie przez okno - mojego podziurawili, że trudno lepiej. Polacy ustawiają kulomioty o sto kroków od nas.

W ten sposób został nam jeden koń na dwóch. Ledwo wyniósł nas z Sitańca. Siadłem na siodło. Wołkow ulokował się z tyłu [...]

- Przegraliśmy kampanię - mruczy Wołkow i zaczyna pochrapywać.

- Tak - odpowiadam".

Bitwa pod Komarowem nie zakończyła walk w Małopolsce. W walkach wzięły udział formacje zmotoryzowane: 11 września 1920 roku Kowel został zdobyty przez dwa bataliony piechoty przewożonej na samochodach, kompanię samochodów pancernych i dwie baterie artylerii. Do akcji wyruszono z odległego o 80 kilometrów Włodzimierza Wołyńskiego. Po dwóch dniach miasto zostało opanowane, a przy okazji w ręce polskie dostała się stacja kolejowa wraz ze zgromadzonymi tam zapasami. W efekcie rosyjska XII Armia straciła możliwości zaopatrzeniowe i bez większych problemów została wypchnięta za graniczną rzekę Zbrucz. Wkrótce po tym podpisano zawieszenie broni.

Tymoteusz Pawłowski

***

Materiał powstał w ramach cyklu "Bitwa, która ocaliła Europę", którego partnerem jest PKN Orlen.

Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita