Generał Joseph Joffre - dowodzący całością wojsk francuskich nad Marną w 1914 roku - na pytanie: "Który z dowódców wygrał bitwę?", odpowiedział w sposób następujący: "Nie wiem, kto wygrał bitwę nad Marną. Lecz jeśli byłaby ona przegrana, wiem, kto byłby za to odpowiedzialny". W 1920 roku Armia Czerwona została pokonana. Nie obyło się bez sporów, kto jest autorem zwycięstwa.

Zdjęcie

Powitanie "Dzieci Warszawy" - oddziałów polskich powracających z wojny polsko-bolszewickiej - na placu Zamkowym. Reprodukcja pocztówki niepodległosciowej. / Miroslaw Stankiewicz /Agencja FORUM
Powitanie "Dzieci Warszawy" - oddziałów polskich powracających z wojny polsko-bolszewickiej - na placu Zamkowym. Reprodukcja pocztówki niepodległosciowej.
/ Miroslaw Stankiewicz /Agencja FORUM

Latem 1920 roku przeciwko Polsce walczyły dwa ugrupowania wojsk rosyjskich. Front Zachodni Michaiła Tuchaczewskiego maszerował z Rosji na Warszawę, a Front Południowo-Zachodni Aleksandra Jegorowa - z Ukrainy na Lwów. Oba rosyjskie fronty oddzielone były od siebie nieprzejezdnymi Błotami Poleskimi i walczyły nie utrzymując ze sobą kontaktu. Wojska Michaiła Tuchaczewskiego poruszały się szybciej niż wojska Aleksandra Jegorowa, co dawało Polakom szanse na pobicie obu rosyjskich ugrupowań oddzielnie.

Zdjęcie

Tadeusz Piskor już jako generał /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Tadeusz Piskor już jako generał
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Pierwszy plan powstrzymania Frontu Zachodniego Michaiła Tuchaczewskiego narodził się już w lipcu: rozkaz 7945/III wydano 27 lipca. Akcja ta - gdyby się powiodła - nazwana by została "bitwą nad Bugiem". Na stojące tam wojska rosyjskie uderzyłoby z południa - z okolicy Brześcia nad Bugiem - polskie ugrupowanie. Niestety, Brześć został utracony, więc bitwa musiała zostać stoczona w innym miejscu i w innym czasie: dwa tygodnie później.

Reklama

Nowy plan narodził się tam, gdzie poprzedni: w oddziale III (operacyjnym) Sztabu Naczelnego Wodza, czyli w komórce odpowiedzialnej właśnie za przygotowywanie planów strategicznych. Jego autorem był szef oddziału III, pułkownik Tadeusz Piskor, a dokument powstały 4 sierpnia nazywał się "Ogólna instrukcja obronna". Tego samego dnia Józef Piłsudski przedyskutował z generałem "Śmigłym" - dowódcą polskich armii walczących na południu kraju - praktyczną możliwość przerzucenia części sił z Małopolski na Mazowsze. Było to możliwe, a generał "Śmigły" zaczął od razu pomysł ten realizować, niejako przy okazji demolując rosyjską Grupę Mozyrską.

Zdjęcie

Tadeusz Jordan Rozwadowski /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Tadeusz Jordan Rozwadowski
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

W kolejnych dniach do Warszawy zaczęły napływać dane wywiadowcze, co sprawiło, że rozpoczęły się dyskusje i pojawiały się kolejne plany bitwy. Swój pomysł przedstawił nawet przybyły z Francji generał Weygand, który zaproponował ograniczone uderzenie na armie rosyjskie idące na Warszawę. Było to rozwiązanie najskromniejsze, ale i najbezpieczniejsze. Brak rozmachu wynikał z tego, że Francuz nie został dopuszczony do ściśle tajnej wiedzy o czytaniu rosyjskiej korespondencji przez Polaków.

Generał Rozwadowski - szef Sztabu Naczelnego Wodza - tę tajną wiedzę posiadał, zaproponował więc uderzenie od północy, z Modlina, licząc na to, że armie Tuchaczewskiego zakręcą w kierunku Warszawy i odsłonią swoją prawą flankę. Marszałek Piłsudski obstawał przy wcześniejszym pomyśle uderzenia z południa na północ, chciał jednak przesunąć je bliżej Warszawy: znad rzeki Wieprz, nad rzekę Świder.

6  sierpnia sformułowano rozkaz - nadano mu numer 8358/III - przygotowujący do bitwy warszawskiej. Stanowił on połączenie pomysłów marszałka Piłsudskiego i generała Rozwadowskiego. Warszawa miała bronić się w centrum, z południa - znad Wieprza - miało wyjść główne uderzenie, a z północy - znad Wkry - uderzenie o nieco mniejszej sile.

Przygotowania do bitwy wymagały przegrupowania Wojska Polskiego: oderwania się formacji Wojska Polskiego od Armii Czerwonej, błyskawiczny odwrót na zachód, w stronę linii kolejowych, umożliwiających rozdysponowanie wojsk tam, gdzie były one potrzebne.

Zdjęcie

Józef Piłsudski /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Józef Piłsudski
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Tymczasem przechwytywano kolejne depesze radiowe Rosjan, sugerujące, że Front Zachodni Tuchaczewskiego skręca coraz bardziej w stronę polskiej stolicy. Postanowiono więc wzmocnić siły polskie stojące na północ od Warszawy. Ich dowódca - generał Władysław Sikorski - tak opisał proces decyzyjny w swoich wspomnieniach "Nad Wisłą i Wkrą": "Naczelny Wódz natomiast zdecydował na konferencji z gen. Rozwadowskim i gen. Weygand, odbytej 8 sierpnia, częściową zmianę poprzednich postanowień, zgadzając się na utworzenie silniejszej grupy manewrowej w rejonie Modlina i Pułtuska". 9 sierpnia spisano, a następnego dnia wydano rozkaz, który uwzględniał te zmiany.

Fałszywe meldunki do Tuchaczewskiego zmyliły Piłsudskiego

W sierpniu 1920 roku dowódcy rosyjskich armii raportowali, że są one w tych miejscach, w których miały być według planów Tuchaczewskiego, a znajdowały się w rzeczywistości gdzie indziej. Meldunki te przechwytywał polski radiowywiad i na tej postawie Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego planowało... czytaj więcej

13 sierpnia Armia Czerwona rozpoczęła bitwę o Warszawę. Niemal od razu Polacy musieli modyfikować plany bitwy. Okazało się bowiem, że meldunki polskiego wywiadu - zdawałoby się wiarygodne, bo oparte na rosyjskiej korespondencji radiowej - nie są dokładne. Niedokładne były bowiem rosyjskie meldunki radiowe! Okazało się, że 5. Armia generała Sikorskiego zamiast atakować pojedynczą armię rosyjską, musiała odpierać natarcie trzech armii wroga.

Zgodnie z planem Polacy zdołali natomiast przeprowadzić uderzenie z południa, znad Wieprza. Rozpoczęło się ono 16 sierpnia i po dwóch dniach wyszło na tyły Rosjan. W ten sposób rozstrzygnęła się bitwa warszawska: niemal dokładnie tak, jak zakładały to początkowe plany opracowane przez pułkownika Tadeusza Piskora. Bitwa została wygrana, a wojna zakończyła się po kilku miesiącach.

Ojciec zwycięstwa?

Po wojnie zawsze nadchodzi czas pisania nieoficjalnych wspomnień i opracowania oficjalnej historii bitew. Szefem Biura Historycznego polskiego Sztabu Generalnego był pułkownik Marian Kukiel, zdolny historyk i zdolny dowódca. W 1925 roku - spełniając swoje obowiązki - opublikował artykuł: "Pierwsza wytyczna operacji warszawskiej". Wykazał przy tym jednak dwa istotne braki. Pierwszym - deklarował to później sam pułkownik Kukiel - był brak doświadczenia politycznego. Drugim była niewiedza dotycząca pracy polskiego wywiadu.

W swoim artykule pułkownik - a wkrótce generał - Kukiel stwierdził, że koncepcja prowadzenia wojny 1920 roku Józefa Piłsudskiego była zbieżna z koncepcją gen. Rozwadowskiego. Bardzo szybko spodobało się to środowiskom nieżyczliwym marszałkowi Piłsudskiemu, które ogłosiły, że prawdziwym zwycięzcą bitwy warszawskiej był generał Rozwadowski, on bowiem podpisał się pod rozkazem.

Najściślej strzeżona tajemnica wywiadu

Wrzawa polityczna - której Marian Kukiel nie zamierzał wywoływać - postawiła obu dowódców w niewygodnej sytuacji. Obaj doskonale znali prawdę, ale nie mogli jej wyjaśnić: plan bitwy został ukształtowany w dużej mierze dzięki temu, że Polacy odczytywali szyfrowaną rosyjską komunikację radiową. Znajomość szyfrów Armii Czerwonej wciąż była najściślej strzeżona tajemnicą polskiego wywiadu. Niemożność jej ujawnienia zaciemniała zaś kwestię konstruowania planu bitwy warszawskiej i jej rozegrania. W tej sytuacji generał Rozwadowski konsekwentnie przyznawał, że w bitwie warszawskiej dowodził marszałek Piłsudski, co powszechnie odczytywano jako skromność szefa sztabu. Marszałek był mniej skromny i publicznie dawał upust swemu niezadowoleniu, że artykuł Kukiela czynił faktycznie Rozwadowskiego współtwórcą zwycięstwa.

W 1928 roku Marian Kukiel wycofał się ze swoich stwierdzeń: najprawdopodobniej ujawniono przed nim tajemnice polskiego wywiadu, poznał również nowe relacje i dokumenty. Jednak jego artykuł żył już własnym życiem, a pytanie: "Kto jest autorem zwycięstwa w bitwie warszawskiej?" do budzi do dziś wiele kontrowersji. Łatwiej byłoby znaleźć winnego, gdyby Polacy ponieśli klęskę - byłby nim z pewnością wódz naczelny Józef Piłsudski.

Tymoteusz Pawłowski

***

Materiał powstał w ramach cyklu "Bitwa, która ocaliła Europę", którego partnerem jest PKN Orlen.

Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita