Już po zakończeniu zmagań pod Warszawą rozgorzał spór o autora zwycięskiego planu bitwy. Na placu boju pozostali: marszałek Piłsudski, generał Weygand i generał Rozwadowski. Każda z opcji politycznych chciała przypisać zwycięstwo swojemu kandydatowi. Spory trwają do dziś.

Zdjęcie

Generał Tadeusz Rozwadowski (drugi z lewej) w czasie manewrów na początku lat 20. /East News
Generał Tadeusz Rozwadowski (drugi z lewej) w czasie manewrów na początku lat 20.
/East News

Zwycięstwo w operacji warszawskiej chciały sobie przywłaszczyć wszystkie siły pragnące z jakichś powodów zdobyć poklask ludu. Stronnicy Piłsudskiego, aby ugruntować jego pozycję jako Naczelnego Wodza i ojca opatrznościowego ojczyzny. Endecja, by zdobyć kapitał polityczny i przekonać społeczeństwo do swojej wizji państwa i Kościół katolicki, który zaczął wiązać zwycięstwo ze świętem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Oczywiście z tą koncepcją nie zgadzali się piłsudczycy i osoby związane z lewicą, które w Marszałku widziały jedynego bohatera bitwy.

Jak to zwykle bywa, sukces ma wielu ojców, a do porażki nie chce przyznać się nikt. W przypadku Bitwy Warszawskiej ojców sukcesu było trzech: marszałek Józef Piłsudski, który był wówczas Naczelnym Wodzem; generał Maxime Weygand - szef francuskiej misji wojskowej w Polsce, zajmującej się sprawami szkolenia i zaopatrzenia Wojska Polskiego, oraz generał Tadeusz Rozwadowski - uzdolniony oficer, zwycięzca bitwy pod Gorlicami z 1915 roku i szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Reklama

Pierwszego popierała lewica i środowiska legionowe, drugi miał zwolenników po prawej stronie sceny politycznej, zwłaszcza wśród profrancuskiej endecji, a generał Rozwadowski pozostawał w cieniu i z czasem zyskał "wsparcie" centroprawicy.

Francuski łącznik

Najmniej zasłużoną osobą w opracowaniu planu bitwy był bez wątpienia generał Maxime Weygand, który w Polsce pełnił role doradcze, a swoje doświadczenie wojenne wyniósł głównie ze sztabów, gdzie służył w czasie I wojny światowej. W końcowym jej okresie został szefem Sztabu Generalnego i z tego powodu często domagał się od polskich oficerów wglądu w plany wojenne, a także rościł sobie prawa do stanowiska piastowanego przez gen. Rozwadowskiego.

Przez pierwsze lata po wojnie polsko-bolszewickiej Weygand zaprzeczał, że miał cokolwiek wspólnego z planem Bitwy Warszawskiej - w swoich wspomnieniach narzekał, że nie był przez polskich oficerów dopuszczany do narad sztabowych, więc nie mógł mieć wpływu na przebieg wydarzeń.

Jest w tym sporo prawdy, gdyż Weygand wyniósł doświadczenia z wojny pozycyjnej Frontu Zachodniego i jego defensywna taktyka irytowała polskich dowódców. Uważali oni, że nie była przystosowana do rozległych równin środkowego wschodu Europy, gdzie w czasie Wielkiej Wojny dominowała walka manewrowa. W dodatku zarzucali mu chęć zmarginalizowania roli kawalerii, którą sobie w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego bardzo ceniono.

Bitwa Warszawska

liczba zdjęć: 27

Faktem jest, że w nocy z 5 na 6 sierpnia u Piłsudskiego zameldował się gen. Rozwadowski z dwoma planami - jeden z nich, uderzenia spod Garwolina, miał być autorstwa gen. Weyganda. Czy tak było? Weygand bardzo długo zaprzeczał. Dopiero po śmierci Piłsudskiego i Rozwadowskiego zaczął w większym stopniu przypisywać sobie zasługi co do operacji na Mazowszu. Bardzo szybko jego słowa trafiły na pierwsze strony polskich gazet, zwłaszcza tych przeciwnych rządom sanacji.

Geniusz marszałka czy generała?

19 lipca 1920 r. generał Rozwadowski wrócił z Paryża, gdzie pełnił funkcję szefa Polskiej Misji Wojskowej, a trzy dni później otrzymał stanowisko szefa Sztabu Generalnego. Był to najtrudniejszy moment w czasie wojny polsko-bolszewickiej - Sowieci parli naprzód za uciekającym w bezładzie Wojskiem Polskim. Dopiero przegrupowanie wojsk i operacja zaczepna nad Bugiem, opracowana przez Rozwadowskiego i Sosnkowskiego, wyhamowała bolszewickie natarcie.

Ważniejsze jednak było spotkanie w nocy z 5 na 6 sierpnia z marszałkiem Piłsudskim i przedstawienie mu dwóch planów operacyjnych przyszłej bitwy. Pierwszy, ostrożniejszy, popierany przez gen. Weyganda, a może i stworzony przy jego współpracy, zakładał skoncentrowanie wojsk blisko Warszawy i wykonanie płytkiego manewru oskrzydlającego, który w razie potrzeby mógłby przemienić się w obronę statyczną. Drugi, opracowany przez gen. Rozwadowskiego, zakładał uderzenie szerokim manewrem oskrzydlającym na północny wschód.

Piłsudski przystał na drugą wersję planu. 6 sierpnia pojawiła się ona jako rozkaz nr 8358/III podpisany przez generała Rozwadowskiego.

Pomysł takiego natarcia miał pojawić się już na początku lipca 1920 roku, kiedy w dyrektywie Piłsudski pisał o planach manewru zaczepnego na południowym odcinku frontu, gdzie po wyeliminowaniu Armii Konnej Budionnego, Wojsko Polskie miało wejść na tyły wojsk Tuchaczewskiego. Problem w tym, że do takiej operacji nie doszło i nigdy nie opracowano jej założeń taktycznych. I choć Bitwa Warszawska rozegrała się, to nie została rozegrana według planu ujętego rozkazem nr 8358/III, który został zaakceptowany przez Piłsudskiego.

Zdjęcie

Marszałek Piłsudski i gen. Śmigły-Rydz w czasie operacji grodzieńskiej. Koniec sierpnia 1920 roku /East News
Marszałek Piłsudski i gen. Śmigły-Rydz w czasie operacji grodzieńskiej. Koniec sierpnia 1920 roku
/East News

Rozkaz nr 10000

W nocy z 8 na 9 sierpnia został opracowany "rozkaz operacyjny specjalny nr 10000". Zakładał wzmocnienie 5 Armii generała Sikorskiego kolejnymi dywizjami piechoty i Flotyllą Wiślaną. To dzięki temu posunięciu udało się powstrzymać trzy sowieckie armie próbujące sforsować Wisłę.

Rozkaz ten spowodował protesty marszałka Piłsudskiego, ponieważ wzmocnienie sił Sikorskiego odbyło się kosztem "jego" 4 Armii, która miała zaatakować znad Wieprza. Na zmianę dyslokacji było jednak za późno i bitwa została rozegrana zgodnie z rozkazem nr 10000, na którym widnieje podpis gen. Rozwadowskiego jako jego autora, a marszałek Piłsudski podpisał się, jako ten, który przyjął rozkaz do wiadomości.

Piłsudski zdecydował, że będzie dowodził osobiście uderzeniem na Sowietów z Pułtuska. Przed wyjazdem z Warszawy spotkał się jeszcze z premierem Wincentym Witosem i wręczył mu swoją dymisję ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. Premier prawdopodobnie nie przyjął dymisji, ani nie ogłosił faktu jej złożenia publicznie. Zapewne miało to na celu utrzymanie wysokiego morale wojska i cywili.

Złamane kariery. Losy przeciwników marszałka Piłsudskiego po zamachu majowym 1926 r.

Wydarzenia z maja 1926 roku wytworzyły w Wojsku Polskim arcyskomplikowaną sytuację. Oprócz dotychczasowych, niezatartych jeszcze różnic i niechęci pomiędzy oficerami legionowymi, austriackimi, rosyjskimi i pruskimi, pojawiło się kolejne poważne pęknięcie. Wiązało się z tym, kto opowiedział się... czytaj więcej

Tymczasem po rozpoczęciu Operacji Warszawskiej Piłsudski zniknął. Brak jego podpisów pod dokumentami operacyjnymi, brak również śladów, że faktycznie dowodził operacją zaczepną. Pod rozkazami widnieją podpisy generała Rozwadowskiego, który faktycznie przekazuje do związków operacyjnych wytyczne. Nie może to jednak dziwić, gdyż to on, jako szef SG, odpowiadał za wykonanie zadań. Nie ma niestety dowodów na to, że wykonywał rozkazy Naczelnego Wodza, gdyż takie pisma nie istnieją.

Czy Rozwadowski miał kontakt z Piłsudskim? Zachował się dokument, na podstawie którego można domniemywać, że tak. Jest to meldunek, jaki wysłał do Naczelnego Wodza o przebiegu operacji. Nie wiadomo natomiast, czy Piłsudski go odebrał.

Do dziś pojawiło się kilka wersji tego, co się działo z marszałkiem Piłsudskim w kluczowym okresie walk z bolszewikami. Gen. Marian Kukiel, prezes Instytutu Historycznego im. gen. Sikorskiego, twierdzi, że od 12 sierpnia Piłsudski był chory. Cierpiał na załamanie nerwowe spowodowane tragiczną sytuacją na froncie i to spowodowało złożenie dymisji oraz brak kontaktu z nim po rozpoczęciu bitwy. Wg dr. Mariusza Patelskiego Naczelny Wódz z nieznanych bliżej powodów pojechał do swojej przyszłej żony Aleksandry Szczerbińskiej i wrócił na front dopiero wtedy, kiedy sytuacja została opanowana.

Tuż po wygranej bitwie Piłsudski na łamach prasy narzekał, że bitwa nie została przeprowadzona po jego myśli. Wtedy też pojawiło się wielu wrogów, którzy chcieli zdyskredytować udział Piłsudskiego w walkach. Jego najzagorzalszym obrońcą okazał się... generał Rozwadowski, który pozostał lojalny wobec przełożonego, co najbardziej uwidoczniło się w trakcie afery Biura Prasowego Sztabu.

Kto był faktycznym autorem warszawskiej wiktorii? Do Naczelnego Wodza należały decyzje strategiczne. Z drugiej strony generał Rozwadowski wydał rozkaz nr 10000 i bezpośrednio dowodził bitwą.

Historia zapamiętała Piłsudskiego. Być może też dlatego, że Rozwadowski nie należał do środowiska legionowego i nie szukał poklasku, co wyraźnie odbiło się na jego życiu i miało wpływ na jego tajemniczą śmierć.

Sławek Zagórski

-----

Źródła:

Grzegorz Nowik, "1920. Jak Piłsudski pobił Lenina...", Wyborcza.pl, 16 sierpnia 2010

Mariusz Pateski, "To gen. Rozwadowski jest faktycznym autorem planów bitwy oraz dowódcą sprawującym kluczową rolę w jej toku w Warszawie", "Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu", 15 sierpnia 2011

Mariusz Patelski, "Generał broni Tadeusz Jordan Rozwadowski żołnierz i dyplomata", Warszawa 2002

Marian Kukiel, "Bitwa Warszawska", Polski Instytut Wydawniczy, 2005

Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita

Więcej na temat:Sławek Zagórski | historia