Jednym z najdzielniejszych oficerów wojny z bolszewicką Rosją był Władysław Broniewski. To nie przypadkowa zbieżność nazwisk z wybitnym poetą, sympatykiem komunizmu, autorem wiersza "Słowo o Stalinie".

Zdjęcie

Władysław Broniewski, fotografia portretowa /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Władysław Broniewski, fotografia portretowa
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Maj 1919 roku. Wilno zostało niedawno wyzwolone przez Wojsko Polskie. Na kwaterze po komisarzu politycznym Armii Czerwonej dwudziestojednoletni podporucznik Władysław Broniewski czyta porzucone broszury propagandowe, a wśród nich "Słowo do robotników i chłopów" Lwa Trockiego.

Podziwia bystrość i giętkość myśli jednego z przywódców rewolucji. "Czytam, myślę" - zapisuje Broniewski w dzienniku, który prowadzi przez całą wojnę.

Reklama

"Szlachecki radykał"

To czytanie i myślenie o ustroju, w którym, jak przekonywał Trocki - nie będzie człowieka uciskanego i takiego, który siedzi na karku podobnemu sobie - zaprowadzi w końcu Broniewskiego daleko na lewo. Nigdy jednak nie będzie prawdziwym komunistą, jego wybujały indywidualizm nie pozwoli na to. Jerzy Giedroyć nazwie Broniewskiego szlacheckim radykałem. A "Słowo o Stalinie" napisze Broniewski ponoć podczas trzydniowego alkoholowego ciągu. Wybitny kolega po piórze, Jan Lechoń, powie o tym poemacie, że treść jest straszna, ale forma znakomita.

Zanim jednak Broniewski zwiąże się z komunistami, zapisze przedtem piękną patriotyczną kartę w swoim życiu. Ma niespełna 17 lat, gdy w 1915 roku zaciąga się do Legionów Polskich. Jest żołnierzem III Brygady i bierze udział w niezwykle krwawym debiucie tej jednostki, w boju pod Jastkowem. III Brygada znajduje się pod wpływem Piłsudskiego, toteż Broniewski jest jednym z tych, którzy nie składają przysięgi na wierność cesarzowi niemieckiemu i austriackiemu. Trafia więc do obozu dla internowanych legionistów.

Walczy, romansuje i pisze wiersze

W listopadzie Broniewski zakłada mundur Wojska Polskiego. Nie musi. Pobór do wojska zacznie się za kilka miesięcy. Na początku 1919 roku bierze udział w pierwszej wojnie odrodzonej Rzeczypospolitej - z Zachodnioukaińską Republiką Ludową. "Kurier Płocki" odnotowuje z dumą, że płocczanin Broniewski dokonał bohaterskich czynów.

Władysław Broniewski jest podporucznikiem w elitarnym 1. Pułku Piechoty Legionów, dowodzi kompanią. Razem z pułkiem przejdzie wszystkie kampanie wojny z bolszewicką Rosją. Walczy, romansuje i pisze wiersze. Notuje w dzienniku, że wojna jest niedorzecznością w imię czegokolwiek. Chyba, żeby ją traktować jak sport, wtedy ma sens. Ale Broniewski patrzy na wojnę także z innej strony: "Czuję, że popycha mię naprzód jakieś pragnienie, dla którego nazwy nie umiem znaleźć; zasadza się ono na utrzymaniu własnej godności, wobec samego siebie. Ktoś inny mógłby nazwać to dążeniem do bohaterstwa..." A bohaterstwo, według Broniewskiego, rodzi się jednak z idei.

Jest już sześć lat w mundurze i stwierdza, że środowisko wojskowe jest dla niego prawie jedynym mu bliskim, a wszystko, co było przedtem, wydaje się błahe, nieważne uwagi. Wielu jego kolegów z Legionów o podobnym stażu, już nie wróci do swych przedwojennych cywilnych zajęć, zawodów. Tak jak Emil August Fieldorf, późniejszy legendarny generał "Nil", jak absolwent krakowskiej ASP, Edward Rydz, pseudonim "Śmigły".


1. Pułk Piechoty Legionów

Historia 1. Pułku Piechoty Legionów odnotowuje walki o Wilsk, podczas wyprawy na Kijów, której celem była pomoc w odbudowie ukraińskiego państwa. Żołnierze pułku zaskoczyli czerwonoarmistów, ale po chwilowym popłochu bolszewicy przeszli do przeciwnatarcia. "Jadący wszakże na czele dowódca pułku zatrzymał wroga oddziałem przednim ppor. Broniewskiego". W efekcie czerwonoarmiści wycofali się. Miesiąc później Wojsko Polskie było w odwrocie. 3 Armia gen. "Śmigłego" Rydza musiała wyrąbywać sobie drogę. Zrobił to 1. Pułk Piechoty.

Zdjęcie

1 Pułk Piechoty Legionów w Baranowiczach, zdjęcie z 1916 roku /Biblioteka Narodowa
1 Pułk Piechoty Legionów w Baranowiczach, zdjęcie z 1916 roku
/Biblioteka Narodowa

"Przez bolszewicki pierścień przebijaliśmy się pod Borodianką. Zacięta walka trwała dwa dni. Straty ciężkie, jednak nie napoleońskie" - notował 14 czerwca 1920 roku Broniewski. Bój jego 1. Pułku umożliwił 3. Armii dalszą drogę. Broniewski uważał, że ten odwrót był majstersztykiem sztuki wojennej.

"Z wielką paradą przypięto mi Virtuti Militari"

18 sierpnia Władysław Broniewski bierze udział w zaciętych walkach o Drohiczyn. "Był moment że sądziłem iż siódma i połowa mojej kompanii rozbite lub wzięte do niewoli. Już przed samym mostem udało mi się powstrzymać linię i pchnąć do kontrataku". Polacy pokonali czerwonoarmistów i wzięli do niewoli ochotniczy batalion żydowski

Kilka dni później, 22 września Białystok był terenem ciężkich walk. Wyparci z miasta żołnierze bolszewiccy powrócili i rozpoczął się bój na ulicach miasta. Był moment, że szeregi polskich oddziałów zachwiały się. Kapitan Mariański wyrywa karabin z rąk jednego z żołnierzy i prowadzi kompanię do ataku. Przyłącza się do niej ze wsparciem także kompania dowodzona przez Broniewskiego.

Zdjęcie

Władysław Broniewski w 1948 roku /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Władysław Broniewski w 1948 roku
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Za walkę o Drohiczyn Broniewski zostaje uhonorowany. 1 września 1920 r. notuje:

"Wczoraj z wielką paradą przypięto mi Virtuti Militari - na razie zamiast krzyża wstążeczkę, Odbyło się to w Janowie na rynku, po uprzednim odprawieni mszy i długim ględzeniu klechy. Ceremoniał polegał na całowaniu się każdego udekorowanego ze Śmigłym".

Zaciekłe walki i podboje... miłosne

Wojna to Broniewskiego niedorzeczność, która wszakże ma swoje uroki. Zmieniłby wojskowe powiedzenie "co strona, to żona" na bardziej adekwatne: "co strona, to romans". Gdyż "Pięknym jest to połączenie: wojna i miłość. Człowiek samemu sobie wydaje się bardzo romantycznym, gdy z uścisków kochanki pędzi na koniu gdzieś w ciemną noc. Tak było następnej nocy po odebraniu Muśnik".

Miłosnych podbojów zalicza Broniewski więcej, niż dostaje odznaczeń za wojnę - oprócz Virtuti Militari otrzymał czterokrotnie Krzyż Walecznych. W Wilnie zachodzi do domu poznanej na ulicy skautki nieco "odpocząć". "W Kijowie rzecz prosta romans z Rosjaneczką". A na zakończenie pobytu w mieście nad Dnieprem odwiedziny w domu rodaczki - prostytutki. Mundur nie zabił w nim poety, choć skarżył się, że wojna zabiła w nim wrażliwość. Na cześć kolejnej sympatii Zochy pisze triolet, a list do niej kończy słowami "całuje wszystkie dziesięć paluszków".

Zdjęcie

Uroczystości pogrzebowe Władysława Broniewskiego w Warszawie, 1962 rok /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Uroczystości pogrzebowe Władysława Broniewskiego w Warszawie, 1962 rok
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

2 listopada, po zawieszeniu broni Broniewski zastanawia się, co dalej. Nie chce iść na studia, by nie być ciężarem dla matki, ale nie uśmiecha się mu być zupakiem w wojsku. Sześć lat w mundurze zrobiło swoje: "Nudzę się... Jest to moja życiowa tragedia. Odbiegłem tak dalece od wszelkich środowisk, że obecnie do żadnego nie mogę się dostosować" - zapisuje Broniewski w dzienniku.

To stan ducha wielu byłych żołnierzy. Na zakończenie służby wojskowej kapitan Broniewski składa raport z doświadczeń wojennych, w którym pisze o niezaprzeczalnej wyższości moralnej polskich żołnierzy nad bolszewickimi. Ale z moralnością na co dzień było gorzej. "Żołnierze zajęci zdobyczą zapominali często o nieprzyjacielu" - konstatuje Broniewski. Na szczęście czerwonoarmiści byli znacznie bardziej zainteresowali łupami i grabieżą. Także dlatego wygraliśmy tamtą wojnę.

Tomasz Stańczyk

***

Materiał powstał w ramach cyklu "Bitwa, która ocaliła Europę", którego Partnerem jest PKN Orlen.


Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita