Radzymin w 1920 roku był niewielkim miasteczkiem, przez który biegła główna droga prowadząca z północnego-wschodu do Warszawy. Musiało zostać zdobyte przez Armię Czerwoną, aby Rosjanie mogli myśleć o szturmie na Warszawę.

Zdjęcie

Opatrywanie rannego w bitwie pod Radzyminem, sierpień 1920 /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Opatrywanie rannego w bitwie pod Radzyminem, sierpień 1920
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Stolicy broniła 1. Armia WP, dowodzona przez generała Franciszka Latinika. W jej skład wchodziły cztery dywizje piechoty. Radzymina broniła częścią swoich sił 11. DP. Polacy mieli olbrzymią przewagę w artylerii ciężkiej, skupionej w samej Warszawie, niestety generał Latinik nie potrafił jej wykorzystać. Na szczęście Rosjanie popełnili jeszcze więcej błędów.

Warszawę miała zdobywać III Armia Władimira Łazarewicza, podczas gdy XVI Armia Nikołaja Sołłohuba powinna obejść Warszawę od południa. Obie znajdowały się jednak kilkadziesiąt kilometrów na północ od wyznaczonych pozycji wyjściowych, wobec czego Warszawę - i to częścią sił - próbowała zdobywać jedynie XVI Armia. III Armia natomiast uderzyła na Radzymin jedynie jedną dywizją, która dość szybko została odwołana na północ.

Rosjanie - 27. Dywizja Strzelecka z XVI Armii - uderzyli 13 sierpnia 1920 roku o godzinie 6.30 i zostali z łatwością odparci. Polacy zaczęli świętować zwycięstwo. Przedwcześnie, nie było to bowiem szturm, a jedynie rozpoznanie bojem.

Reklama

Radzymin wpadł w ręce wroga

Prawdziwy atak rozpoczął się po południu - około godziny 17.00. Polskie pozycje - ujawnione przed południem - zostały zniszczone ogniem rosyjskiej artylerii. Batalion broniący Radzymina wpadł w panikę. Pozostałe dwa bataliony 46. Pułku Piechoty próbowały kontratakować, ale nie zdołały zatrzymać Rosjan. Pułk został rozbity, a Radzymin wpadł w ręce wroga. Droga do Warszawy stała otworem.

Gdyby dowodzący XVI Armią Nikołaj Sołłohub zorientował się, jak duży sukces odniosły jego wojska i skierował do Radzymina swoje pozostałe dywizje, to Warszawa mogłaby wpaść w jego ręce. On jednak próbował realizować rozkaz Michaiła Tuchaczewskiego i obejść Warszawę od południa. Zdobyty Radzymin postanowił przekazać III Armii. Jej dowódca jednak nie zamierzał angażować się w te walki.

Zdjęcie

Franciszek Latinik /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Franciszek Latinik
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Tymczasem już po północy, 14 sierpnia, Polacy próbowali odbić Radzymin. Atakowały odwody - osłabiona 1. Dywizja Litewsko-Białoruska. Akcja jednak zamiast o brzasku rozpoczęła się późnym rankiem 14 sierpnia, około 10.15. Polacy wtargnęli do miasta, lecz zostali szybko wyparci.

Świadkiem tej porażki był - obserwujący uderzenie z punktu obserwacyjnego - nie tylko dowódca armii generał Franciszek Latinik, ale również jego zwierzchnik - generał Józef Haller. Fiasko kontrataku wywarło na nich kolosalne wrażenie, szczególnie że jego świadkami byli również towarzyszący im oficerowie alianckich misji wojskowych.

Generałowie polscy - zamiast wycofać się na kolejną rubież i użyć artylerii stojącej w Warszawie - postanowili ponownie odzyskać Radzymin. Generał Józef Haller postanowił rzucić  do walki swój jedyny odwód - 10. Dywizję Piechoty generała Lucjana Żeligowskiego. Na linię frontu przerzucono ją przy wykorzystaniu warszawskich autobusów. 

10. Dywizja Piechoty miała uderzać na Radzymin od północy. Jednocześnie 1. Dywizja Litewsko-Białoruska - wsparta kilkoma czołgami oraz lotnictwem - miała zaatakować Radzymin od czoła. Dowództwo nad tą dwudywizyjną grupą operacyjną powierzono generałowi Lucjanowi Żeligowskiemu. Miał on dużo większe doświadczenie zarówno od generała Latinika, jak i Hallera, który nigdy nie dowodził w boju tak licznym wojskiem. Podczas bitwy rozkazy generała Żeligowskiego docierały niestety tylko do jego własnej 10. DP. Dywizja Litewsko-Białoruska została pozostawiona sama sobie. Nie było to jednak winą Żeligowskiego, lecz zamieszania na polu walki.

Zdjęcie

Józef Haller /Agencja FORUM
Józef Haller
/Agencja FORUM

  Rosjanie również szykowali się do natarcia. Dowodzący XVI Armią Nikołaj Sołłohub skierował do walki dwie dywizje - 2. DS., 27. DS. Liczył, że wesprze go 21. DS. ze składu III Armii Aleksandra Łazarewicza. 21. DS. zrezygnowała jednak z walki i pomaszerowała na północ.

Najczulszy punkt armii rosyjskiej

15 sierpnia, jeszcze przed świtem, obie strony rozpoczęły ofensywny marsz. Polskie i rosyjskie bataliony wpadały na siebie i rozpoczął się chaotyczny bój. Ostrzeliwały się nawzajem, raz cofając się, raz atakując. Walka przyniosła jednak przełom. "Według mego przekonania - wspominał generał Lucjan Żeligowski (<<Wojna w roku 1920. Wspomnienia i rozważania>> Warszawa 1990) - w tej chwili słaby batalion nie czekając godziny ogólnego natarcia, atakował punkt, który - jak się później okazało - stanowił najczulsze miejsce armii rosyjskiej, centrum głównej arterii nieprzyjacielskiego ruchu naprzód [...] w tym miejscu odwróciła się karta wojny, nastąpił przełom psychiczny u nas i u Rosjan. Od chwili tego natarcia rozpoczęły odwrót trzy zwycięsko i niepowstrzymanie dotąd idące brygady, a także 21. Dywizja ze Słupna, odwrotem swym stwarzając chaos i zamieszanie. Pogonowski, wiedziony nadzwyczajnym instynktem, rozpoczął zwycięstwo 10. Dywizji i 1. Armii na przyczółku warszawskim... i zginął".

W wyniku walk prowadzonych ciemnym świtem przedpole Radzymina zostało oczyszczone z wojsk rosyjskich. I chociaż generał Lucjan Żeligowski zatrzymał natarcie swojej dywizji, to uderzenie 1. Dywizji Litewsko-Białoruskiej na Radzymin zakończyło się wyzwoleniem miasta. Żołnierzom pomagali cywile, którzy zbierali porzuconą broń i włączali się do walki. Do akcji weszły również polskie samoloty, ostrzeliwując czerwonoarmistów oraz ich tabory i artylerię na tyłach. Rosjanie kontratakowali i wczesnym popołudniem Radzymin ponownie znalazł się w rękach wroga.

Zdjęcie

Jeńcy radzieccy w przemarszu przez Radzymin, sierpień 1920 /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Jeńcy radzieccy w przemarszu przez Radzymin, sierpień 1920
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Czerwonoarmiści byli już jednak wycieńczeni. Oczekiwali łatwego zwycięstwa, a zamiast niego nastąpiły krwawe boje. Oczekiwali, że miejscowa ludność będzie ich witać jak wyzwolicieli, ale broniła przed nimi swoich domów. Morale czerwonoarmistów upadło. Wystarczyło, że Polacy ponownie rozpoczęli podchodzić pod miasto, żeby Rosjanie opuścili je niemal bez walki.

Dopiero następnego dnia - rankiem 16 sierpnia - Rosjanie ponowili próbę zdobycia Radzymina. Ten szturm Polacy odparli zmasowanym ogniem czołgów, a próba oskrzydlenia miasta została udaremniona przez ogień blisko setki dział sprowadzonych z Warszawy. Rosyjska próba zdobycia Warszawy została ostatecznie odparta.

Tymoteusz Pawłowski

        
***

Materiał powstał w ramach cyklu "Bitwa, która ocaliła Europę", którego partnerem jest PKN Orlen.


Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita