Jerzy Dąmbrowski był jednym z pierwszych żołnierzy, którzy walczyli z Armią Czerwoną. Zdobył sobie sławę brawurowego zagończyka.

Zdjęcie

Dowództwo ochotniczego oddziału braci Dąbrowskich – luty 1919 rok. Siedzą od lewej: Władysław i Jerzy /Wikimedia
Dowództwo ochotniczego oddziału braci Dąbrowskich – luty 1919 rok. Siedzą od lewej: Władysław i Jerzy
/Wikimedia

Przełomowe zwycięstwo w bitwie warszawskiej, dopełnione bitwą niemeńską, sprawiło, że wojna z bolszewicką Rosją ścieśniła się w powszechnej pamięci do 1920 roku. Tymczasem rozpoczęła się na początku roku poprzedniego. Historycy uważają zgodnie, że momentem, od którego rozpoczęły się zmagania Rzeczypospolitej z czerwoną Rosją, był dzień 14 lutego 1919 roku, gdy nad Niemnem, koło miasteczka Mosty doszło do "styczności bojowej" pomiędzy oddziałami Wojska Polskiego i Armii Czerwonej.

Jednak prawdziwy początek wojny z bolszewicką Rosją nastąpił miesiąc wcześniej, na początku stycznia 1919 roku. Wówczas to pod Wilnem Polacy starli się z oddziałami bolszewickimi, zamierzającymi zająć miasto. O tych walkach pisze się zwykle, że brała w nich udział Samoobrona Litwy i Białorusi, nazywana też Samoobroną Wileńską. Jednak tak naprawdę ci, którzy stawili opór Armii Czerwonej, byli już żołnierzami Wojska Polskiego.

Dowódca Samoobrony Litwy i Białorusi, generał Władysław Wejtko został wyznaczony na to stanowisko przez szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i na początku grudnia 1918 roku został przyjęty do Wojska Polskiego. Tym samym faktycznie Samoobrona Litwy i Białorusi stawała się częścią polskich sił zbrojnych. Józef Piłsudski przyjął generała Wejtkę w Belwederze i powiedział mu: "nigdy nie wątpiłem, że Wilno będzie nasze i że ja, wcześniej czy później wjadę na swej »Kasztance« na której miałem wjechać do Warszawy, co nie udało się, więc obiecałem jej wjechać do Wilna."

Reklama

Zdjęcie

Józef Piłsudski /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Józef Piłsudski
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Rzeczywiście, Piłsudski spełnił obietnicę. Stało się to w kwietniu 1919 roku, gdy dowodzone przez niego oddziały wyparły Armię Czerwoną z miasta nad Wilią - ukochanego miasta Komendanta.

W grudniu 1918 roku miejscowi bolszewicy przygotowywali się do opanowania Wilna. Było formalne rządzone przez Litwinów, ale faktyczne władzę sprawowała armia niemiecka. Polacy także sposobili się do tego, by zająć miasto. Jeszcze we wrześniu 1918 roku powstał w Wilnie Związek Wojskowych Polaków, który doprowadził do utworzenia Samoobrony Litwy i Białorusi (Samoobrony Wileńskiej).

Pod koniec grudnia 1918 roku, wobec zbliżania się do miasta Armii Czerwonej, generał Wejtko, wydał rozkaz mobilizacyjny, wzywając Polaków, by zgłaszali się do punktów zaciągowych "wojsk polskich". Bowiem właśnie wtedy Samoobrona Litwy i Białorusi została formalnie rozwiązana, a jej członkowie stali się żołnierzami formujących się oddziałów Wojska Polskiego.

Szturm na "Wronie gniazdo"

Zanim oddziały bolszewickie dotarły na przedpola Wilna, Wejtko postanowił rozprawić się z uzbrojonymi bolszewikami w mieście. Ich sztab i kwatera mieściły się w kamienicy przy ulicy Wroniej. Był 1 stycznia 1919 roku, gdy generał wezwał bolszewików do złożenia broni. Spotkał się z odmową, nastąpił więc szturm na "Wronie Gniazdo". Nazajutrz skapitulowało. W polskie ręce wpadł arsenał broni, której bardzo brakowało żołnierzom Samoobrony Wileńskiej - tysiąc karabinów. Wzięto do niewoli siedemdziesięciu komunistów.

Zdjęcie

Podrotmistrz Jerzy Dąmbrowski /Wikimedia
Podrotmistrz Jerzy Dąmbrowski
/Wikimedia

Uczestnikiem szturmu na bolszewicką kwaterę był podrotmistrz Jerzy Dąmbrowski. Walerian Meysztowicz, jego podkomendny, tak wspominał swego dowódcę: "Chudy, świetnie wrośnięty w siodło, sprężyście zgięty na tańczącym kasztanie, z wydatnym nosem, krzywą głową, sterczącymi uszami, z wysadzonymi oczami - wysoko podniósł szablę, konia osadził - i palnął niezapomnianą przemowę z trzech słów: »Chłopcy - Ojczyzna - Bolszewicy«. Po czym Dąmbrowski dodał trzy niecenzuralne słowa po rosyjsku, ale tych Meysztowicz już nie zacytował.

Dąmbrowski był zawadiackim zagończykiem, w stylu Andrzeja Kmicica i przewodził podobnym do niego "kmicicowym barankom", organizując wraz z bratem Władysławem szwadron, a potem dywizjon kawalerii. Składał się w większości ze szlachty zaściankowej północno-wschodnich kresów Rzeczypospolitej. Władysław Dąmbrowski został dowódcą kresowej kawalerii polskiej, ale faktycznie rządził nią pełen temperamentu Jerzy Dąmbrowski.

Polacy w Wilnie, stanowiący ponad połowę mieszkańców, świętowali, na ulicach miasta pojawiły się biało-czerwone flagi. Radość była jednak krótka, bo w ciągu następnych kilku dni oddziały Armii Czerwonej pokonały pod Wilnem słabe siły Samoobrony Wileńskiej. W walkach zginał szeregowy Urban. To pierwszy poległy w wojnie Polski z bolszewicką Rosją. 5 stycznia Wilno znalazło się w rękach Armii Czerwonej.

Zimowy rajd

Choć większość polskich żołnierzy przyjęła propozycję niemieckich wojskowych rozbrojenia i przetransportowania ich koleją do Łap, gdzie znajdowały się najbliższe oddziały Wojska Polskiego, Jerzy Dąmbrowski i jego brat, byli temu przeciwni. Zebrali wokół siebie tych, którzy nie zamierzali oddawać broni i rozpoczęli z Białej Waki rajd na koniach i na saniach, ku terenom, na których działało już państwo polskie, walcząc po drodze z bolszewikami i z mrozem dochodzącym do 25 stopni. Wśród uczestników rajdu byli późniejsi znakomici dziennikarze i publicyści Stanisław Cat-Mackiewicz i jego brat Józef.

Kilkusetosobowy Wileński Oddział Wojsk Polskich Dąmbrowskich - znów Jerzy był faktycznym dowódcą - do którego przyłączyli się żołnierze samoobron z Ejszyszek, Lidy i Szczuczyna, starł się z bolszewikami w Różanach. "Szalony atak 3-go plutonu 1-go szwadronu w głównej ulicy na strzelający karabin maszynowy zadecydował o zwycięstwie. Nieprzyjaciel salwował się ucieczką. Wzięto do niewoli 30 jeńców, 4 konie, karabin maszynowy, kilkadziesiąt karabinów i kancelarię" - pisał Stanisław Aleksandrowicz, autor zarysu historii wojennej 13 pułku ułanów. Dąmbrowscy gromili też oddziały bolszewickie w okolicy Prużan i Słonimia.

Walerian Meysztowicz stwierdzał, że ten rajd "odpowiadał oczekiwaniom opinii polskiej i nadawał się do stworzenia legendy, bez względu na rzeczywiste osiągnięcia dowódcy i towarzyszy. Nie były one małe".

Pod Brześciem oddział Dąmbrowskich spotkał się z 2. i 5. Pułkiem Ułanów.

 "Tu nastąpiło ostatnie w dziejach spotkanie pospolitego ruszenia Litwy z pospolitym ruszeniem Korony" - wspominał Meysztowicz. Dlaczego pospolite ruszenie? Przez pierwsze trzy miesiące po odzyskaniu niepodległości, zanim zarządzono pobór, Wojsko Polskie, było formacją ochotniczą.

Stanisław Cat- Mackiewicz przypominał słowa marszałka Piłsudskiego, że łatwość, z jaką dawał sobie radę Dąmbrowski z oddziałami bolszewickimi, wywołała w nim rozpoczęcia wojny o wyzwolenie kresów.

W pułkach ułanów

Niedawni żołnierze Samoobrony Wileńskiej znaleźli się w szeregach Dywizji Litewsko-Białoruskiej. Brali udział w dalszych walkach z Armią Czerwoną i wrócili w rodzinne strony w październiku 1920 roku, gdy generał Żeligowski na czele tej dywizji i innych oddziałów zajął Wilno, odbierając je Litwinom.

Kawalerzyści Dąmbrowskiego stali się trzonem 13. Pułku Ułanów Wileńskich, a Jerzy Dąmbrowski został zastępcą dowódcy tej jednostki. Pułk brał udział w zagonie na Baranowicze, nacierając w szyku konnym na miasto i siejąc panikę wśród bolszewików. Miasto zostało zdobyte. "Wyniki tego zagonu były bardzo poważne - pisał historyk pułku - Osiągnięto bowiem cofnięcie się w bezładzie i częściowe rozproszenie oddziałów sowieckich na całym odcinku od Słonimia do błot poleskich".

Zdjęcie

Ułani z plutonu trębaczy podczas uroczystości, rok 1924 r., zdjęcie ilustracyjne /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Ułani z plutonu trębaczy podczas uroczystości, rok 1924 r., zdjęcie ilustracyjne
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

W styczniu 1920 roku rotmistrz Jerzy Dąmbrowski odszedł z pułku. Walerian Meysztowicz wspominał, że Dąmbrowskiemu zarzucano brak dyscypliny w pułku składającym się z "paniczów i rabusiów". I była to chyba prawda, gdyż, jak kontynuował Meysztowicz "rzeczywiście trudno było powstrzymać naszych ułanów przed rabunkiem, do którego wdrażał i brak zaopatrzenia, i dla wielu wspomnienie anarchii rewolucyjnej w Rosji".

Taką samą funkcję zastępcy dowódcy Jerzy Dąmbrowski pełnił w formowanym w lipcu 1920 roku, w gorącym okresie wojny 211. Ochotniczym Pułku Ułanów, sformowanym przez siebie i brata. Dąmbrowscy walczyli w sierpniu o wieś Góry, w okolicach Płocka, zadając dotkliwie straty oddziałowi kawalerii Gaj-Chana. "Prowadzili do walki, zachęcając i pociągając własnym przykładem major i rotmistrz Dąbrowscy" - stwierdzał Franciszek Karassek, autor historii 23. Pułku Ułanów Grodzieńskich. Za brawurowe natarcie i odniesione zwycięstwo obaj bracia zostali odznaczeni orderem Virtuti Militari.

Dwadzieścia lat później Dąmbrowski ponownie walczył z Armią Czerwoną i tłumił komunistyczną dywersję, jako dowódca 110. Rezerwowego Pułku Ułanów. Jego zastępcą był mjr. Henryk Dobrzański, który zasłynął jako "Hubal". Podpułkownik Jerzy Dąmbrowski zmarł lub został zamordowany w sowieckim więzieniu w 1940 roku.

 Tomasz Stańczyk

***

Materiał powstał w ramach cyklu "Bitwa, która ocaliła Europę", którego Partnerem jest PKN Orlen.

Artykuł pochodzi z kategorii: II Rzeczpospolita